<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839</id><updated>2011-11-24T02:26:11.267-08:00</updated><title type='text'>"Wszystko co dajesz pozostaje na zawsze Twoje.To, co zostawiasz jest na zawsze stracone."</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>70</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1487342908017377252</id><published>2009-11-22T05:15:00.000-08:00</published><updated>2009-11-22T05:33:49.852-08:00</updated><title type='text'>wirus</title><content type='html'>Minęły 3 miesiące odkąd wróciłam z Afryki, z Zambii… Choć wspomnienia czasem tak żywe, wyraziste - jak czuje się zapach świeżego chleba przy śniadaniu - mam wrażenie, że jestem tu kupę czasu…To prawda: inny rytm, inne rozmowy, inne sprawy, radość z przyjaciół, z miejsc za którymi tęskniłam, o których marzyłam i Tęsknota… Tęsknota za Afryką po prostu, a najbardziej za jej mieszkańcami… Wprawdzie na badaniach nie byłam, ale boję się, że mam wirusa…, wirusa miłości do tej ziemi. Podobno kto raz ją pokochał, ten zawsze będzie chciał wrócić… Na pytanie kiedy tam wracam, zazwyczaj odpowiadam „nigdy”. Czas, który był nie wróci i nigdy nie będę w tym samym miejscu „po staremu”. Tak, pojawia się chęć spakowania plecaka, sprawdzenia promocji lotniczych…, ale chyba wiem, że to już nie moja droga…, Tu jest trudniej, bo tu czuję, że nie odnajduję się, ale czy chodzi o to aby było łatwiej? Zawsze wybierałam trudniejszą drogę…&lt;br /&gt;Czasami wspomnienie Afryki zdaje się być nierzeczywiste, ale zawsze przeszywające. Dziękuję Ci Matko Ziemio za ten dar, za trud i wszystko co się z nim wiąże. Najbardziej dziękuję Ci za ludzi, za każdego kogo spotkałam i za to czego mnie nauczyli. Dziękuję za tych, którzy są teraz wokół mnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1487342908017377252?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1487342908017377252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1487342908017377252' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1487342908017377252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1487342908017377252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/11/wirus.html' title='wirus'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-3695141136850819640</id><published>2009-08-21T06:13:00.000-07:00</published><updated>2009-08-24T01:48:14.200-07:00</updated><title type='text'>Pewna historia...</title><content type='html'>Pewnego razu były sobie dwie dziewczyny. Jedna miała charakterystyczny nos, drugą zaś w sposób szczególny odróżniały… stopy. Żyły w kraju „muzungu” (bialych) nie znając się wcale, miały swoje marzenia, swoje życie, przyjaźnie, imprezy, życie podobne do życia wielu innych „muzungu”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego dnia rzekł do nich Bóg:&lt;br /&gt;- „Chcę, żebyś pojechała do Zambii.”&lt;br /&gt;- „Do Zambii? Przecież to będzie trudne. Co jeśli nie dam rady?” – odpowiedziała jedna z nich.&lt;br /&gt;- „Niedowiarku! Ja jestem z Tobą.” – odpowiedzial jej Bóg.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Podobne, dylematy, obawy, oczekiwania… i to samo TAK odpowiedziano Bogu sprawiły, że drogi tych dziewczyn -  z pozoru tak różne - zeszły się gdzieś na Czarnym Lądzie… &lt;br /&gt;Przez rok czasu dwie muzungu poznawały Zambię: jej mieszkańców, jej życiodajność i jej żniwo, pracę w piekącym słońcu i kojący odpoczynek w cieniu drzewa. Poznawały też same siebie – swoje słabości, talenty i możliwości. Poznawały życie – życie które może być tak różne w zależności od tego w jakiej części świata się urodziłeś. Mimo, że obydwie rasy białej nieraz nie rozumiały nie tylko swoich czarnych przyjaciół, ale także siebie nawzajem.  Niejednokrotnie były też dla siebie jedynym oparciem, prezentem czekającym na rozpakowanie. Najwięcej nauczyły się wlasnie przy sobie i przy tych najmlodszych: nauczyły się śmiać, bawić i być odpowiedzialne. Odkryły cząstkę raju wśród innych, poznały przedsmak piekła w sobie. Wbrew pozorom okazało się, że dużo je łączy. Najważniejsze było to, że szukały RAZEM, szukały drogi… do serca dziecka, do zrozumienia Zambijczyka, drogi przetrwania, drogi do siebie i przede wszystkim razem szukały Drogi Do Boga. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec rzekł Bóg: „Jesteś dzieckiem moim. Dla Ciebie przygotowałem ten dar, dar ten czeka też na wielu innych, którzy zechcą iść moją drogą.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJRDZykIwI/AAAAAAAAAQA/prrMw88Ntuw/s1600-h/IMG_3155.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJRDZykIwI/AAAAAAAAAQA/prrMw88Ntuw/s200/IMG_3155.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373446424310850306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJPjkYa6wI/AAAAAAAAAP4/xIa3dItonYE/s1600-h/IMG_1736.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJPjkYa6wI/AAAAAAAAAP4/xIa3dItonYE/s200/IMG_1736.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373444777886542594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJTqxqgfPI/AAAAAAAAAQQ/-5gFKAM1i5M/s1600-h/IMG_3082.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJTqxqgfPI/AAAAAAAAAQQ/-5gFKAM1i5M/s200/IMG_3082.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373449299757661426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJSRDjIoAI/AAAAAAAAAQI/VkDosGi4GKw/s1600-h/IMG_3200.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJSRDjIoAI/AAAAAAAAAQI/VkDosGi4GKw/s200/IMG_3200.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373447758370349058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Najpiękniejszy dar jaki tu otrzymałam to UFNOŚĆ, ufność która od tej pory niech zostanie moim jedynym domem… &lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-3695141136850819640?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/3695141136850819640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=3695141136850819640' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3695141136850819640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3695141136850819640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/08/pewna-historia.html' title='&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Pewna historia...&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SpJRDZykIwI/AAAAAAAAAQA/prrMw88Ntuw/s72-c/IMG_3155.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-8506020252236607843</id><published>2009-08-04T14:26:00.000-07:00</published><updated>2009-08-04T14:37:21.487-07:00</updated><title type='text'>Gdy każde spojrzenie boli... DRAMA – PO PROSTU  DRAMA</title><content type='html'>Tak jest z chwilą odjazdu. Ostatni tydzień w Mansie, ostatni tydzień w oratorium, ostatnie chwile... Wiem, że teraz jest - powiedzmy - „czas żałoby”, że potrzeba czasu i wszystko wróci do normy, uspokoi się, ale już nigdy nie będzie takie samo... A emocje są emocjami. &lt;br /&gt;Codziennie wstaję przytłoczona ciężarem swojego serca. Ale świadomość nieuchronnej utraty każe mi cieszyć się kolejnym dniem w Mansie, kolejnym dniem z dziećmi. Nie jest to jednak takie proste – trudniejsze niż myślałam. Godzina 14:00 – idziemy. Gdy zamyka się za nami brama z oddali słychać „Waisa” (idą) i zaraz widzę gromadkę &lt;br /&gt;biegnących dzieci i wtedy zaczyna się...: każde spojrzenie, każdy uśmiech... boli. Czuję w swoich oczach i widzę w oczach dzieci tą iskrę pożegnania. Straszne są chwile świadomości UTRATY NA ZAWSZE, (zwłaszcza takiej utraty!!!). Już nie trzeba ich uspokajać, uciszać..., nasłuchują każdego słowa, przypatrują się każdemu ruchowi i ... szukają spojrzeń, których ja z jednej strony unikam, a z drugiej strony chłonę jak mogę... To jest prawdziwe „uświęcanie” - torturowanie samego siebie... Brzmi to dramatycznie, ale koniec to DRAMA, którą trzeba po prostu przeżyć. W niedzielę jedziemy do Lusaki i tam będziemy oczekiwać na wylot. Oratorium zostanie zamknięte, dopóki nie przyjadą dwie nowe duszyczki do biegania z dzieciakami, na co wszyscy czekają. &lt;br /&gt;Ogarnęła mnie tu miłość, której się nie spodziewałam. Nie do mnie, nie do końca ode mnie, lecz jakby pomiędzy, jakby tu powstała, wyrosła, narodziła się i w TAKICH dramatycznych chwilach, ona jest po prostu ZADOWOLONA...?! &lt;br /&gt;Nie można tak dramatyzować! Trzeba zrobić z niej coś dobrego! Tylko jak? Panie, pomóż.&lt;br /&gt;   &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SnipImjhtKI/AAAAAAAAAPo/F8qyWO_6K1Q/s1600-h/IMG_3213.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SnipImjhtKI/AAAAAAAAAPo/F8qyWO_6K1Q/s200/IMG_3213.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366224921265550498" /&gt;&lt;/a&gt;  &lt;br /&gt;Ostatnie chwile...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SnipoGRLz5I/AAAAAAAAAPw/55CdNN3OZZg/s1600-h/IMG_3217.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SnipoGRLz5I/AAAAAAAAAPw/55CdNN3OZZg/s200/IMG_3217.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366225462354497426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-8506020252236607843?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/8506020252236607843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=8506020252236607843' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8506020252236607843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8506020252236607843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/08/gdy-kazde-spojrzenie-boli-drama-po.html' title='Gdy każde spojrzenie boli... DRAMA – PO PROSTU  DRAMA'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SnipImjhtKI/AAAAAAAAAPo/F8qyWO_6K1Q/s72-c/IMG_3213.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7284140375091037669</id><published>2009-07-24T21:22:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T21:27:55.299-07:00</updated><title type='text'>Pytania i... pytania, a gdzie szukać odpowiedzi?</title><content type='html'>Jak to jest, że jednego dnia układa się wszystko bez planowania, a drugiego przeradza się w jedną katastrofę? Gdzie jest granica schematu? Mądrość to chyba po części jej rozpoznanie... Zeszły piątek – czas spędzony w oratorium to jedne z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Czas spędzony z dziećmi przestawił mój stan rezygnacji o 180 stopni. Beztroska zabawa, śmiech, bieganie i po prostu zwykła dziecięca RADOŚĆ – skarb nie do odebrania. &lt;br /&gt;Ten piątek niestety był inny. Czy to z mojej winy, czy też czasem sytuacje po prostu zwyciężają twoje panowanie nad nimi...? Nie wiem. Czy nie powinno dziwić mnie to, że nie panuje nad 300 setnym tłumem, czy (jak mi się wydaje) już powinnam to umieć? Czy zawsze się nie poddawać, czy czasem po prostu trzeba sobie odpuścić? Kiedy są większe straty (zwłaszcza dla innych)? &lt;br /&gt;Może są to te pytania, które stawia przed tobą życie, dorastanie, odpowiedzialność? A może powinnam już znać na nie odpowiedź? – Potrzebny olej do głowy – „Święty, nie rzepakowy”. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Dzisiaj przed nami kolejna podróż. Tym razem trochę niechciana, ale trzeba. Mam ciągle nadzieję, że to jak z imprezą na którą nie ma się ochoty, a potem okazuje się że jest Fajnie - Ceremonia Mutomboko w Kazembe - najpopularniejszy festiwal w Zambii: pokazanie się chiefa, tradycyjne tańce, prezydent, no i najważniejsze to zobaczyć jak bawią się ludzie - przegapić nie można, więc pora ruszyć w drogę. Może i tam będą jakieś odpowiedzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7284140375091037669?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7284140375091037669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7284140375091037669' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7284140375091037669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7284140375091037669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/07/pytania-i-pytania-gdzie-szukac.html' title='Pytania i... pytania, a gdzie szukać odpowiedzi?'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-948362923028895982</id><published>2009-07-24T21:20:00.001-07:00</published><updated>2009-07-24T21:21:37.202-07:00</updated><title type='text'>Czysta RADOŚĆ</title><content type='html'>Dziś miałam zaszczyt stać się uczestnikiem Czystej Radości. O gdyby tak było zawsze..., W takich momentach rozumiesz pojęcie Wieczności i jej pragniesz. Wszystko to za sprawą naszych młodszych przyjaciół w oratorium. Dzieciaki nie zdają sobie z tego sprawy, ale sprawiły, że przez wspólne 2 godziny odreagowałam (z nadwyżką!!!) napięcie z całego tygodnia, które głowiłam się jak odreaguje przez cały weekend! To się nazywa mistrzostwo. Czysta zabawa, łzy śmiechu, słońce i to RAZEM i to ŻYCIE CHWILĄ – to Czyste Szczęście. Kopanie piłki - nawet nożnej, ściganie się kto pierwszy złapie  – niemal zapomniałam jak to jest... tańce w duuuuuuuuużym kółku, pociąg „Don Bosco”... To nasze oratorium w dniach w których króluje Radość. Dni jednak bywają różne... lub może tak naprawdę są różne dla różnych osób?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-948362923028895982?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/948362923028895982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=948362923028895982' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/948362923028895982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/948362923028895982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/07/czysta-radosc.html' title='Czysta RADOŚĆ'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-8685516543728274786</id><published>2009-07-19T03:25:00.000-07:00</published><updated>2009-07-19T03:43:48.802-07:00</updated><title type='text'>Tanganyika Lake</title><content type='html'>Jezioro Tanganika to drugie co do wielkości jezioro na świecie. Otoczone przepięknymi górami, wyłożone kamienistym dnem, błękit wody i jej lśniąca powierzchnią jest jednym z tych miejsc, gdzie człowiek ma wrażenie, że znalazł się w namiastce raju. Tanganika znana jest przede wszystkim z rzadkich oraz nie znanych jeszcze gatunków ryb. Podobno znani amsterdamscy kolekcjonerzy podwodnego świata przybywają tu w poszukiwaniu nowych zdobyczy. W tym okresie nie jest to jednak łatwe. W Zambii panuje teraz pora zimna i wietrzna, co znaczy, że połowy nie są tak częste, a w związku z tym ceny są wygórowane.&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL2sbyRX6I/AAAAAAAAAPA/TjdoRB8ke4g/s1600-h/100_1773.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL2sbyRX6I/AAAAAAAAAPA/TjdoRB8ke4g/s200/100_1773.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360117749757599650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; W Mpulungu odwiedzamy pierwszy kościół na tej ziemi, wybudowany przez Ojców Białych, zburzony do połowy zachował się jako monument, historia chrześcijaństwa na tej ziemi. Jestesmy blisko granicy z Tanzanią, więc chrzecijaństwo w sposób naturalny laczy się tu z islamem. Kamienistymi drogami snują się dorosli i dzieci okryte w dlugie szaty lub burki - wędrują do szkoly muzulmanskiej.&lt;br /&gt; Jezioro otacza nieskończoność tzw. „Lodgy” – czyli domków do wynajęcia. Budowane na styl afrykański, mają przyciągać turystów. Mpulungu znane jest również z tzw. fisher marketu, na którym codziennie od rana do wieczora odbywa się handel połowami wydobytymi z głębin wody. Można spotkać tu zarówno kapentę – jedną z najpopularniejszych ryb jeziora Tanganika stanowiącą główne pożywienie Zambijczyków, jak i ryby o nieznanym dotąd kształcie i smaku. Jak w całej Zambii, kobiety sprzedają również „donats”, „skunksy” i inne afrykańskie przysmaki tj, smażone bądź „grillowanie” korzenie kasawy, słodkie ziemniaki, czyli wszystko to, czego matką jest zambijska ziemia. Kilogram słodkich ziemniaków kosztuje tu 1200 kwacha (= niecała polska złotówka). &lt;br /&gt;Oczywiście przymusem było zanurzenie się w lśniącej wodzie Tanganiki, a następnie wygrzewanie się w promieniach gorącego słońca. Myślę o Bogu, o tym co za mną i o tym co przede mną. Tu na zambijskiej ziemi odkryłam, że najważniejsze jest – zawsze poddawać się Jego woli, Jego uczynić szoferem swojego życia. Matka Afryka również mnie obdarowała swymi darami. I chociaż ziemia ta, to także ciernie i kłody dostrzegam jak zasiała we mnie ziarno, które dojrzewać będzie już na polskiej ziemi :).&lt;br /&gt;      &lt;br /&gt; &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL29aQ21FI/AAAAAAAAAPI/zyoC9e8prAU/s1600-h/100_1776.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL29aQ21FI/AAAAAAAAAPI/zyoC9e8prAU/s200/100_1776.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360118041406788690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL3WNhSrgI/AAAAAAAAAPQ/ctRZpLHdeUs/s1600-h/100_1791.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL3WNhSrgI/AAAAAAAAAPQ/ctRZpLHdeUs/s200/100_1791.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360118467482791426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL3upWd72I/AAAAAAAAAPY/emAl__YkypI/s1600-h/100_1816.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL3upWd72I/AAAAAAAAAPY/emAl__YkypI/s200/100_1816.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360118887270444898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL4DnT-uPI/AAAAAAAAAPg/ltdQofdepbg/s1600-h/IMG_4169.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL4DnT-uPI/AAAAAAAAAPg/ltdQofdepbg/s200/IMG_4169.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360119247500392690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-8685516543728274786?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/8685516543728274786/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=8685516543728274786' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8685516543728274786'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8685516543728274786'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/07/tanganyika-lake.html' title='Tanganyika Lake'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SmL2sbyRX6I/AAAAAAAAAPA/TjdoRB8ke4g/s72-c/100_1773.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-931088588553176625</id><published>2009-07-19T03:11:00.001-07:00</published><updated>2009-07-19T03:25:03.975-07:00</updated><title type='text'>Podróż nad Tanganikę</title><content type='html'>Nareszcie piątek. Tygodniowe zmęczenie tym razem szczególnie dało mi o sobie znać. Mimo, że cel wiadomy – północ Zambii, kierunek: Tanganyika Lake – to dziś ruszamy w nieznane; podróż to jeden wielki znak zapytania – zwlaszcza w Afryce. &lt;br /&gt;Bus z Mansy do Luvingu (około 180 km od Mansy) odjeżdża o 14.00 – tak brzmi oficjalna wersja. Ani dystans, ani godzina w zambijskiej rzeczywistości nic jednak nie znaczą. Ktoś kiedyś trafnie powiedział, że pytanie o kilometry, czy też godzinę odjazdu autobusu w Afryce jest nie na miejscu, nie przyniesie oczekiwanej odpowiedzi. Oczywiście autobus odjedzie... - wtedy kiedy przyjdą ludzie, a 180 km można pokonywać przez cały Boży dzień. Nie inaczej też jest w naszym przypadku. Z Mansy ruszamy po godzienie 17.00, bo wtedy w końcu autobus się zapełnił. Dach - przeładowany bagażami, przesyłkami itp. - czuję niemalże na swojej głowie. Patrzę jak 20 letni busik ostatkiem sił posuwa się do przodu. Już mnie to nie dziwi, strach w oczach towarzyszący na początku doświadczeń afrykańskiej ziemi też rozmył gdzieś czas. Ledwo co wyjechaliśmy z Mansy a tu już pierwszy przystanek: trzeba dostukać, dokopać rozpadający się busik, aby jechał dalej, bo jeszcze może, jeszcze nie rozleciał się całkowicie. Podchodzi do nas wesoły pan z double punchem ( - tutejszy trunek jednorazowy) i mówi: „Nie dojedziecie dzisiaj do Luvingu, ale nie przejmujcie się ja będę was zabawiał.” Wiem, że mimo widocznej ilości promili alkoholu we krwi w słowach tych kryje się prawda, ale czekamy co będzie dalej. Co innego możemy zrobić? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Były jeszcze ze 3 takie przystanki. Dokopywanie, grzebanie i uparte dążenie naprzód tym razem nie pomogły. Samochodzik powiedział „nie” na dobre. Jest godzina 20:00. Słońce zaszło, robi się coraz zimniej. Przyjeżdża duży truck. „Wskakujcie, zabiorę was do Luvingu.” – mówi rozradowany kierowca trucka. My już zmarznięte nie wiemy czy mamy się cieszyć, czy płakać. Jazda w nocy na trucku – będzie baaardzo zimno, ale zrezygnować z podróży??? Nie!! To jednak nie takie proste. Ponieważ szofer trucka zgarnia pasażerów zepsutego busika - obydwaj kierowcy muszą się teraz dogadać co do pieniędzy. W „konwersacji” tej uczestniczy oczywiście cała pobliska wioska, krzycząc jednym głosem, aby szofer zepsutego busa oddał pieniądze szoferowi ciężarówki, który chce zabrać zrezygnowanych ludzi do Luvingu. Po krzykach, kłótniach i wszelkich zbiorowych negocjacjach w końcu ruszmy potężną ciężarówką. Niemogło się to skończyć inaczej. Sąd społeczny jest bardzo silny w Zambii. Ludzie nie daliby żyć takiemu oszustowi. Pan z double punchem zgodnie ze swoją obietnicą „zabawia nas” i stara się aby nam się nie nudziło w drodze. Co jakiś czas słyszę wołanie: „Europeans! How are you?” i mimo, że szczęka podgrywa mi zarówno z zimna jak i z wybojów na drodze odpowiadam oczywiście „Fine!”. „Hehehe, this is Zambia, this is Luapula province!” – słyszę dalej od rozradowanego (wstawionego) pana. Mimo tej całej tragicznej otoczki w podróży tej jest coś niezwykłego, niesamowitego. Spoglądam w górę – nad nami granat ciemnego nieba i nieskończoność gwiazd, dzielę z ludźmi ich los, ich sposób życia, sposób podróżowania. Mimo, że jest mi strasznie zimno, dziękuję Bogu za to, za chwilę też proszę o siły, aby jakoś to przeżyć. Zjawia się szofer: „You two, come inside, it is worm there.” Do Luvingu jechaliśmy 6 godzin. O 3:00 w nocy przyjęte przez salezjanów nie mogłyśmy nacieszyć się ciepłą herbatą. Niestety już za 3 godziny ruszamy dalej: tym razem ciepłym busem do Kasamy, dalej truckiem z 30 -oma innymi jak zwykle rozradowanymi pasażerami. Jedziemy na ziemi, na ziemniakach…, wiatr we włosach..., widok gór na północy, księżyc w pełni, wspomnienie o Polsce i radość z Afryki, która jest… Wieczoram jesteśmy w Mpulungu nad jeziorem Tanganika. Ogarnia mnie wymarzone ciepło. Jesteśmy w dolinie, tu zimno już nie doskwiera. Niczym pielgrzymi znalazłyśmy przyjazne schronienie&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-931088588553176625?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/931088588553176625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=931088588553176625' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/931088588553176625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/931088588553176625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/07/podroz-nad-tanganike.html' title='Podróż nad Tanganikę'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-6696602565186403711</id><published>2009-07-02T14:24:00.000-07:00</published><updated>2009-07-02T14:28:37.896-07:00</updated><title type='text'>"A walk to understand"</title><content type='html'>Uczę się rozumieć. Nie wiem, czy kiedyś naprawdę zdołam...; Może chodzi o to, aby ciągle się uczyć; rozumieć siebie, rozumieć to, co mnie otacza, to na co mam wpływ i to na co nie mam. Szukam siebie w gmachu napływających bodźców, tracę grunt, ale idę dalej. Wiem, że muszę i że tędy moja droga. Nie zawsze rozumiem, ale ufam – to moje zadanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym tygodniu, czułam i widziałam jak nieraz sypie mi się grunt pod nogami, nie czuję go, nie widzę swoich błędów, nie widzę też piękna, aż w końcu przepaść ciemności wciąga mnie po raz kolejny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rób po prostu to, do czego zostałeś powołany, reszta wyjaśni się w swoim czasie.” Tyle, lub aż tyle słyszę w otchłani moich krzywych, zagmatwanych, nie poskładanych emocji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bywają dni, gdy nie ma już siły, aby przemyśleć miniony dzień, minione wydarzenia, zastanowić się co poprawić. Co mi zostaje? - „So I lay my hands and pray”. Również i tym razem, chyba gdzieś w głębi wiem, że będzie dobrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dźwięki muzyki z „mojego” Zanzibaru przenoszą mnie we wspomnienia… Słyszę krzątanie się Joli – znowu pakowanie… (hehe). Czeka nas kolejna podróż… Tym razem nad Tanganikę, w poszukiwaniu nie odkrytych jeszcze gatunków ryb… :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-6696602565186403711?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/6696602565186403711/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=6696602565186403711' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6696602565186403711'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6696602565186403711'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/07/walk-to-understand.html' title='&quot;A walk to understand&quot;'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-142940067138849982</id><published>2009-06-19T12:50:00.000-07:00</published><updated>2009-06-19T12:53:35.364-07:00</updated><title type='text'>"Od dzisiaj nie pijesz!"</title><content type='html'>Jak zwykle po oratorium czeka na nas grupka chłopaków z najstarszej grupy „BaBosco”. Czeka na co...? Na rozmowę? Wspólne żarty? Nowe słówka (polskie lub angielskie)? Może na prezenty? Tego się chyba już nie dowiem. Co dzień coś nowego i chociaż nie raz po całym dniu pęka mi głowa, a oni jeszcze chcą się „bawić” w: zabieranie piłki, naukę języków lub po prostu „sprawdzanie nas” – jednocześnie dają mi siły. &lt;br /&gt;Idziemy na Sename – postanawiamy tym razem. Senama to pobliski market i tutejsza „ulica rozpusty” zarazem. Znaleźć tam można najpotrzebniejsze rzeczy spożywcze, kosmetyczne itp., a także rozrywkę (puby, kino domowe puszczane z płyt CD za 2000 kwacha, czyli ok 1,50 zł, używki itp.) My wybieramy się po... różaniec :) A właściwie po koraliki na różaniec, takie jak noszą tutejsze dziewczynki przy swoich doczepianych afrykańskich warkoczykach. To moje zamówienie u Saimona w zamian za bluzę, którą chcę mu podarować przed wyjazdem. Jest nas 6-óstka: Ja, Jola i 4 chłopaków z Bosco. Każdy z nich wybiera jeden kolor, który będzie jedną dziesiątką różańca (dzięki temu przy każdym kolorze będę pamiętała o każdym z nich z osobna). Po drodze setki różnorodnych pytań - jak to na dorastających chłopaków przystało. Między innymi: „Asia, do you drink beer?” – Hmmm, i co mam odpowiedzieć... Skłamać? Dzieciom nie kłamię, ale czy i w tym wypadku trzymać się obranej reguły? Tym bardziej, że tutaj picie piwa jest najczęściej równoznaczne ze złem. W drodze powrotnej słyszę, że kobiety w ogóle nie powinny pić piwa. „Bo gdy mężczyzna wróci do domu i będzie chciał zjeść obiad, obiadu nie będzie. Więc Asia od dzisiaj nie pijesz.” Przestrzega mój 14-letni przyjaciel. No tak, jeszcze kilka dni z tymi „mądralami” i wrócę nie tylko z różańcem, ale jako zupełny abstynent...? :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-142940067138849982?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/142940067138849982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=142940067138849982' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/142940067138849982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/142940067138849982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/06/od-dzisiaj-nie-pijesz.html' title='&quot;Od dzisiaj nie pijesz!&quot;'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2159343033299785799</id><published>2009-06-12T11:26:00.000-07:00</published><updated>2009-06-12T11:29:01.794-07:00</updated><title type='text'>W pewien piątek...</title><content type='html'>Żegnam dzieci przy bramie... Widzę przed sobą dużą gromadę, w której moje spojrzenie przyciągają oczy Annie – często roześmiane, ale równie często „nadpoważne” dla 13-letniej dziewczynki. Dziś są jeszcze inne. Pytam ją: „Czy jesteś smutna?” &lt;br /&gt;„Moja mama jest w szpitalu” – słyszę w odpowiedzi. Stoję..., stoję... i rozumiem. Opieram swoją rękę na jej ramieniu i obiecuję modlitwę. Widzę łzy w jej oczach. Tego samego dnia podchodzi Brian mówiąc, że zmarł mu wujek. W kulturze afrykańskiej wujek jest jak drugi ojciec (często też taki zwrot jest wobec niego stosowany). Również obiecuję modlitwę. Tylko tyle mogę zrobić. Po chwili zdaję sobie jednak sprawę, że aż tyle mogę zrobić. Najlepsze co mogę zrobić to znaleźć siłę poza sobą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2159343033299785799?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2159343033299785799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2159343033299785799' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2159343033299785799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2159343033299785799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/06/w-pewien-piatek.html' title='W pewien piątek...'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7961197405355346176</id><published>2009-06-10T12:33:00.000-07:00</published><updated>2009-06-10T12:53:08.785-07:00</updated><title type='text'>Weekend</title><content type='html'>Poumawialysmy się na spotkania zarówno w sobotę jak i w niedzielę, z czego każde spotkanie bądź zaplanowane przedsięwzięcie zupełnie zmieniło swoją postać. Sobota: 9:05 czekamy na naszego „małego przyjaciela” z oratorium, który ma nas zabrać do siebie. Znając podejście do czasu tutejszych ludzi, nie przyszło nam do głowy, aby być przed umówioną porą. A już na pewno nie godzinę wcześniej (co najwyżej później –hehe :) ) Po kilku dniach okazało się jednak, że nasz przyjaciel czekał na nas od godziny 8:00... No nic, widocznie nie przyszedł - zgodnie stwierdzamy z Jolą. Siedzimy pod starym przedszkolem. Patrzymy na Mansę. Krajobraz nieco pustynny, którego już nie dostrzegamy. Wokoło cisza, od czasu do czasu zjawiają się pojedyńcze osoby lub pod nogami przewinie się jakaś reklamówka, tudzież inny odpadek, dający znać, że gdzieś w pobliżu żyją ludzie. Tak wygląda Don Bosco w sobotę rano. Normalnie tu roi się od krzyku bądź śmiechu dzieci. Udajemy się na market. Po drodze odwiedzamy pana, któremu kilka miesięcy temu(!!!) obiecałyśmy „dyskusję o kwestiach krytycznych”. Obiecałyśmy... – czas przeszły, niedokonany (!!!) Stajemy się zbyt tutejsze? Ale trzymając się tutejszej logiki- ważne, że wogóle jesteśmy :)&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Rozmawiam z kobietą. Opowiada o witchcraft. Mówi o bólu który jej doskwiera - co wyraźnie maluje się tez na jej twarzy – „pod wpływem czarów kogoś nieprzychylnego”. Widzę łzy w jej oczach. Wiem, że ma za sobą hisorię, którą nie każdy mógłby udźwignąć. Dalej opowiada jak - pod tym samym wpływem, co jej dolegliwości - w ramionach, z krwią wypływającą z jamy ustnej umarła jej córka..., potem umarł jej syn, została „tylko z jednym dzieckiem”... Prosi o pomoc. Jaką pomoc? Nie wiem. Czuję, że jedyne co mogę zrobić, to wysłuchać i „zobaczyć” jej ból. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego samego dnia, zostaję wyproszona z grupki pijących osób przez jedną z kobiet, prawdopodobnie za urazę, jakiej się dopuściłam wobec niej. Odmówiłam spróbowania napoju (prawdopodobnie alkoholowego), którym mnie częstowano. W tej kulturze nie ma udawanej skromności. Taka odmowa to policzek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedzielne popołudnie. Tym razem to my spodziewamy się gościa. Jednak, nie. Niespodzianka. Goście zostają wyproszeni. To jest dom dla wolontariuszy. TYLKO - zostaje podkreślone. Ruchome zasady, których do końca nie rozumiemy... Wychodzimy więc z naszymi gośćmi... Słyszę w sobie dziecko, któremu nie wytłumaczono dlaczego, lecz narzucono. Co zrobi w takim wypadku dziecko? Oczywiście się zbuntuje. Dzieci są mądre. Dobrze, że w nas ciągle się odzywają...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7961197405355346176?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7961197405355346176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7961197405355346176' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7961197405355346176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7961197405355346176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/06/weekend.html' title='Weekend'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-6643985703998193425</id><published>2009-06-05T14:11:00.000-07:00</published><updated>2009-06-05T14:23:13.718-07:00</updated><title type='text'>Co kryje się za teńczą?</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimMgoQtSzI/AAAAAAAAAO4/BaW8Q169MGg/s1600-h/IMG_1252.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimMgoQtSzI/AAAAAAAAAO4/BaW8Q169MGg/s200/IMG_1252.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343956925043002162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Za mną kolejny tydzień... Jest coraz zimniej, a we mnie coraz więcej. Czuję się bogata. W doslownym sensie (nawet jak na wolontariusza) rzeczywiscie jestem. &lt;br /&gt;W oratorium czuję się jak... w rodzinie, wśród ludzi wokoło jak... wśród przyjaciół, w przedszkolu jak... wśród swoich dzieci, a perspektywa końca coraz wyraźniej zarysowuje przede mną swoje kontury. Tym co wciąż mnie zadziwia najczęściej jest doświadczanie Boga. Każdy tydzień stawia przede mną nowe zadania, pytania, wątpliwości na które On pozwala mi szukać odpowiedzi i to, o czym tyle słyszałam... – nigdy nie zostaje z tym sama. &lt;br /&gt;Odkrywam ile magii jest w zwyczajnym PROSZĘ. Dzień za dniem, minuta za minutą – słowo staje się rzeczywistością. Bóg to wyzwanie intelektualne -nigdy nie doścignięte. &lt;br /&gt;Cieszę się na myśl o znajomych twarzach na podlaskiej ziemi..., już tęsknię za tutejszymi..., a z głębi wyczuwam to samo uczucie, co przed wyjazdem niemal 10 miesięcy temu - SPOKÓJ.      &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-6643985703998193425?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/6643985703998193425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=6643985703998193425' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6643985703998193425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6643985703998193425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/06/co-kryje-sie-za-tencza.html' title='Co kryje się za teńczą?'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimMgoQtSzI/AAAAAAAAAO4/BaW8Q169MGg/s72-c/IMG_1252.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7831224330933814860</id><published>2009-06-05T13:56:00.000-07:00</published><updated>2009-06-05T14:09:51.769-07:00</updated><title type='text'>Wszystko, czego się uczę - uczę się od najlepszych</title><content type='html'>W przedszkolu&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimHniBMxzI/AAAAAAAAAOo/vtRB41KW0CM/s1600-h/100_1735.JPG2.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 272px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimHniBMxzI/AAAAAAAAAOo/vtRB41KW0CM/s320/100_1735.JPG2.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343951546068289330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nasze oratorium&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimHTCnvRiI/AAAAAAAAAOg/gWyFi3-LU2c/s1600-h/IMG_1411.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimHTCnvRiI/AAAAAAAAAOg/gWyFi3-LU2c/s320/IMG_1411.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343951194042615330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimJU6wBCzI/AAAAAAAAAOw/P6FtujF2YSw/s1600-h/IMG_1291.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 254px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimJU6wBCzI/AAAAAAAAAOw/P6FtujF2YSw/s320/IMG_1291.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343953425312844594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7831224330933814860?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7831224330933814860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7831224330933814860' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7831224330933814860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7831224330933814860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/06/wszystko-czego-sie-ucze-ucze-sie-od.html' title='Wszystko, czego się uczę - uczę się od najlepszych'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SimHniBMxzI/AAAAAAAAAOo/vtRB41KW0CM/s72-c/100_1735.JPG2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2766148351934441563</id><published>2009-05-31T12:02:00.000-07:00</published><updated>2009-05-31T12:23:27.887-07:00</updated><title type='text'>Ah, cóż to był za dzień...</title><content type='html'>Wróciliśmy. Rozśpiewani i roześmiani, zapakowani na dwa samochody z nowym bagażem wiedzy i doświadczeń. &lt;br /&gt;W sobotę już po 8 rano gromadka dzieci zastukała do naszych drzwi. Ubrani w odświętne stroje – nie do poznania! – z szerokim uśmiechem wymachiwali listami z podpisem rodziców wyrażającym zgodę na wycieczkę do Mansa Airport. Nie obyło się bez zamieszania. Część dzieci, która nie znalazła się na liście, również się zjawiła przygotowana do wyjazdu z nadzieją, że uda się ich jakoś przepchnąć. Niestety, pomimo naszych chęci zabrania wszystkich, nie możemy tego zrobić. &lt;br /&gt;Wyruszamy. Chyba cała Mansa słyszy jak Junior Oratory jedzie trackiem na lotnisko. Tym razem zagrzewać dzieci do śpiewania nie trzeba. Droga krótka – zaledwie 10 minut, ale na twarzy czuję łzy. Nie wiem, czy to przebijające słońce, czy czyste szczęście...? Widzę roześmiane twarze z błyskiem w oczach, spoglądające w moją stronę. Gdy dojeżdżamy, po raz kolejny czuję „Boską pewność” i opiekę. Na pasie stoi samolot. Taki widok na mansowym lotnisku graniczy z cudem. Dzięki temu dzieciaki miały okazję zapoznać się nie tylko z punktem metorologicznym, czy officem patrolującym – rzadkie, ale jednak - przyloty i wyloty, lecz również z obsługą i działaniem samolotu. Były pytania, zadziwienia i oczywiście marzenia o zostaniu pilotem... &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SiLXxSuECPI/AAAAAAAAAOQ/Js0PJU6vvzM/s1600-h/IMG_1556.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SiLXxSuECPI/AAAAAAAAAOQ/Js0PJU6vvzM/s320/IMG_1556.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5342069349853432050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po dawce nowej wiedzy, rozegranym meczu między chłopakami i „damskiej siatkówce” z dziewczynami, regenerowaliśmy wszyscy siły przy wspólnym posiłku w skład którego wchodziły: maheu (rodzaj napoju energetycznego przypominający w smaku płynną kaszę manną), bułka i herbatniki. Po raz pierwszy udało się zjeść razem w spokoju, bez przepychanek i dzikiego szału i jaki zazwyczaj towarzyszy w oratorium przy jakimkolwiek rozdawaniu (zwłaszcza) jedzenia. Na koniec przy naszym deserze (czyli przy popcornie) słuchaliśmy historyjek w wykonaniu dzieci. &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SiLY7Z8rsdI/AAAAAAAAAOY/As4pUEdUIlM/s1600-h/100_1710.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SiLY7Z8rsdI/AAAAAAAAAOY/As4pUEdUIlM/s320/100_1710.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5342070623104119250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wspólna modlitwa, podziękowanie panom i paniom z lotniska i znowu wskakujemy tym razem na dwa mniejsze, czterokołowe pojazdy. Jeszcze bardziej ściśnięci – niestety track nie mógł po nas przyjechać– z tą samą lub większą radością wracamy do naszego Don Bosco. Na miejscu „tukamonana mailo” (do zobaczenia jutro) i wyrazy podziękowania od dzieci (po raz pierwszy wypowiadziane przez nie z samych siebie) utwierdziły w wartości i sensie podobnych wojaży... Zrobiły tylko jedną „szkodę” – rozbudziły chęci na jeszcze. Oj, siostry będą mieć teraz nas i nasze pomysły na głowie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2766148351934441563?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2766148351934441563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2766148351934441563' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2766148351934441563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2766148351934441563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/05/ah-coz-to-by-za-dzien.html' title='Ah, cóż to był za dzień...'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SiLXxSuECPI/AAAAAAAAAOQ/Js0PJU6vvzM/s72-c/IMG_1556.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1053986654715752006</id><published>2009-05-29T13:08:00.000-07:00</published><updated>2009-05-29T13:10:22.729-07:00</updated><title type='text'>WIELKI DZIEŃ</title><content type='html'>Zbliża się wielki dzień. Nastanie jutro… Ja, Jola, nasi liderzy z oratorium i około 50 dzieciaków jedziemy na wycieczkę. Nasza pierwsza wycieczka oratoryjna. Wprawdzie nie daleko, bo 10 minut drogi na pobliskie lotnisko ale ile radości… Dzieci po kilka razy przychodzą pytać się o której godzinie jedziemy. Większość z nich nie wie, co, gdzie i jak będzie się działo, ale ogólne podekscytowanie da się wyczuć od poniedziałku  (czyli od dnia w którym się o tym dowiedzieli). Niestety nie u wszystkich. Z około 150 młodych oratorian musieliśmy wybrać zaledwie 50, które jutro o 9 rano załadują się na Tracka. Kolejne trudne zadanie w którym kryterium staje się częstotliwość uczęszczania i oddanie dla naszego oratorium. Wiekszość z nich nigdy nie była na lotnisku, część z nich marzy o zostaniu pilotem…, wspólne śniadanie - lub śniadanie w ogóle – na pewno sprawiają, że zasypiają dziś podekscytowani – tak jak my, chociaż w głowie też pełno obaw: czy zrobiłam wszystko, aby miały jutro dobry czas? I dużo wątpliwości ponad miarę - Jak zwykle oddaje to Bogu – On zawsze wie najlepiej, co zrobić z tym dalej… Jak ja radziłam sobie wcześniej bez takiego poczucia bezpieczeństwa?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1053986654715752006?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1053986654715752006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1053986654715752006' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1053986654715752006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1053986654715752006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/05/wielki-dzien.html' title='WIELKI DZIEŃ'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2561878994486908024</id><published>2009-05-29T13:02:00.000-07:00</published><updated>2009-05-29T13:08:37.846-07:00</updated><title type='text'>JESTEM BRĄZOWA</title><content type='html'>Dzisiejszy quiz w oratorium przyniósł nową wiedzę nie tylko dzieciom, ale także mi o sobie samej. Jedno z punktów z cyklu „głupie pytania” brzmiało: Jaki kolor skóry mają Jola i Asia? Znając dzieci oraz zambijski sposób myślenia wiedziałam, że spodziewać się mogę wszystkiego. Wszyscy zgodnie odpowiedzieli: brązowy!!. A ja myślałam, że jestem „muzungu” (biała)!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2561878994486908024?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2561878994486908024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2561878994486908024' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2561878994486908024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2561878994486908024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/05/jestem-brazowa.html' title='JESTEM BRĄZOWA'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-5867989102024423090</id><published>2009-05-08T13:18:00.002-07:00</published><updated>2009-05-09T14:30:52.809-07:00</updated><title type='text'>STONE TOWN - ZANZIBAR</title><content type='html'>Tym razem jestem w bardzo wysokim pomieszczeniu w jednej z kamienic Stone Town lub Zanzibar City. Lozka w tym pomieszczeniu sa wysokie z narzucona na gorze moskitiera, ktorej szarosc i zolc sprawiaja, ze rezygnuje z jej nocnej ochrony. &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SgSakPbcdFI/AAAAAAAAANg/iKQcP2mJvc8/s1600-h/april+245.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SgSakPbcdFI/AAAAAAAAANg/iKQcP2mJvc8/s200/april+245.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5333557806121120850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie najtanszy hotel w miescie, wiec nie mozna zbyt wiele wymagac... Mimo to podoba mi sie. Jest w nim cos ze sredniowiecznych komnat, co nieslychanie pobudza wyobraznie. Dochodza do mnie wieczorne spiewy z meczetu. Stone Town - to przede wszystkim miasto muzulmanskie i glowny port na Zanzibarze. Tak jak Dar es Salaam, pociagal mnie zmyslami, tak Stone Town pochlania zupelnie moja roztanczona wyobraznie. Nieskończenie wiele wąskich uliczek, w których łatwo i przyjemnie jest się zgubić, ukryte male sklepiki, przyciagajace arabskie zapachy, wysokie kamienice, przewaga motocykli i port z ciagle naplywajacycmi statkami pelnymi tanzanczykow badz turystow. Gościnność ludzi jak tutaj jest  naprawdę rzadko spotykana - mieszkańcy żyją głównie z turystyki. Wyspa ta, robi trochę wrażenie, jeszcze innego świata w Afryce, gdzie biały i czarny spotykaja się na troche innej - lepszej planecie. &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SgSf_dBamTI/AAAAAAAAANo/44sLDevYbZs/s1600-h/april+256.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SgSf_dBamTI/AAAAAAAAANo/44sLDevYbZs/s200/april+256.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5333563771184650546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zanzibar ma swoja autonomie, jego nazwa zas z jezyka arabskiego oznacza –wyspa czarnych. Przy porcie i przy Oceanie jest tzw food market, gdzie od godziny 18 do późnego wieczora sprzedawcy rozstawiają swoje przysmaki kulinarne. Kraby, ośmiornice, chipaty, homary i wszelkie inne owoce morza jak i tutejsze owoce przyrządzone na różny sposób, pączki, banany smażone i gotowane królują w menu. Kwintesencją jest też tanzańska herbata – masala tea – pyszna: liście herbaty zaparzone z domieszką indyjskiej przyprawy (masali) z mlekiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Zanzibar z Dar es Salaam plynie sie okolo 3 godziny. W tym czasoe myslami probowalam przeniesc sie 200 lat wczesniej, kiedy tym samym szlakiem przewozeni byli niewolnicy. Wowczas jedna z wysp skad wyplywala najwieksza ich ilosc, dzis najabrdziej przyjazne miejsce jakie spotkalam, zacheca swoja goscinnoscia i zapachem szafronu, cynamonu, czy kardamonu.. Miejsce to urzeklo mnie od pierwszego dnia - a przygoda w nim dopiero sie zaczela...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-5867989102024423090?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/5867989102024423090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=5867989102024423090' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5867989102024423090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5867989102024423090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/05/160409-stone-town-komnata-pearl-guest.html' title='STONE TOWN - ZANZIBAR'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SgSakPbcdFI/AAAAAAAAANg/iKQcP2mJvc8/s72-c/april+245.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-524894603394971638</id><published>2009-04-17T06:57:00.001-07:00</published><updated>2009-05-08T14:16:39.553-07:00</updated><title type='text'>W Tanzanskiej wsi</title><content type='html'>Swiatlo swiec delikatnie rozjasnia ciemne i duze pomieszczenie w ktorym sie znajduje. Duzo w nim sloni - krzeselka stoliki i szafki podtrzymywane sa na ich drewnianych grzbietach. Na zewnatrz pelno jaskrawej zieleni, wysoka trawa i bujna roslinnosc - To tanzanska wies. Nie da sie ukryc, ze rozni sie ona od zambijskiej. Przede wszystkim kroluje tu jezyk suahili. Przestrzen - doslownie - zakrywaja liscie zielonych, roznego rodzaju drzew. Domy zdaja sie byc o nieco lepszym standardzie, a ludzie..., jakby ich troche mniej... lub moze skryli sie za "morzem zieleni". Jestesmy ok 40 km od Dar-es Salaam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz kosztuje mleczka kokosowego i podpatruje jak gotuje sie w nim ryz i liscie kasawy - dobrze mi znane, lecz dotychczas bez kokosowego posmaku, ktory nadaje im przezroczysty plyn z kokosa. &lt;br /&gt;Aby dostac sie na tutejszy market dolaczamy sie do jednego z motocyklistow - tutejszych przewoznikow, co kosztuje 1000 szylingow (ok 2.5 zl). Nastepnie bierzemy autobus (minibus), czyli tzw "dala-dala", aby poznac Dar-es Salaam - To miasto portowe, ktorego brzegi okrywa Ocean Indyjski. Jest tu ogromny fish market - jeden z podstawowych zrodel utrzymania wielu ludzi. Spotkac mozna zarowno wysokie, oszklone na wzor wspolczesny budynki, jak i miejsca stare, brudne, jakby dawno zapomniane. Na ulicy panie i panowie w jeansach, badz ubraniach z europejskich magazynow mody lub okryte kolorowymi chustami, nieraz zupelnie calosciowo z ledwie widoczna odslona na oczy - muzulmanki, kobiety w tradycyjnej citendze, mezszczyzni w dlugich szatach i arabskich czapeczkach na glowie. Koegzystencja islamu, chrzescijanstwa czy tez hinduizmu jest wpisana w to miasto. Pelno tu straganow na ktorych leza swieze, poroskladane owoce kuszac przechodni swoja barwa i soczystym zapachem. Oprocz tego pelno rozmaitosci, ktorych nazw i skladnikow jeszcze nie poznalam, kolorowych materialow i masajskiej bizuterii. Miasto to zdaje sie przyciagac przede wszystkim zmysly. Zaprasza, aby sie w nim zanurzyc. &lt;br /&gt;Znudzeni nieco atmosfera tanzanijskiej wsi, postanawiamy z tego zaproszenia skorzystac.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-524894603394971638?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/524894603394971638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=524894603394971638' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/524894603394971638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/524894603394971638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/04/w-tanzanijskiej-wsi.html' title='W Tanzanskiej wsi'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-4353857565580561243</id><published>2009-04-17T06:29:00.000-07:00</published><updated>2009-04-24T07:49:43.252-07:00</updated><title type='text'>W Parku Narodowym...</title><content type='html'>Przychodzi po nas szczupla, biala kobieta w towarzystwie niemalze 2 metrowego rownie szczuplego rastamanina. W swoim zielonym mundurze i ciezkich butach przypomina komandosa - "To bedzie wasz przewodnik" - slyszymy. Jedziemy jeepem w kierunku Victoria Falls. Na miejscu spotykamy Alfreda uzbrojonego w bron palna - nasza obstawe przed dzika zwierzyna. Po godzinie tropienia sladow zebry, ogladania pozostalosci po nocnych przechadzkach hipopotama trafiamy w tereny na ktorych z oddali dostrzegamy duzego rozmiaru dzikie zwierzeta. Podchodzimy blizej, to Whitebeast. Niedaleko od nich zza zieleni wynurza sie Buffalo. Zblizamy sie na odleglosc z ktorej ja nie czuje sie juz bezpiecznie, a w wyobrazni widze naglowki gazet pt: "Turysci zaatakowani przez Buffallo". Zadowolony przewodnik karze nam usiasc i spokojnie obserwowac zwierzyne. Byk ten ma rogi tak ciezkie, ktore przygniataja mu glowe, ze z powodu ich ciezaru nie jest w stanie widziec z odleglosci. Pozycja siedzaca jest zatem zdecydowanie bezpieczniejsza. Po zderzeniu twarza w twarz z "jednym z najbardziej nieprzewidywalnych zwierzat" idziemy ogladac stado Wheetbeest. Wraz z zachodem slonca przyjezdza po nas jeep. Po drodze napotykajac jeszcze stado malp, zalujemy troche, ze nie udalo nam sie "wytropic" zyrafy czy zebry, ale podziwiajac zachodzace slonce wsrod piekna przyrody w ktorej dzika zwierzyna szykuje sie do snu zadowoleni wracamy do hotelu. Myslami jestem przy dzieciach z Mansy... Jest to pora w ktorej zazwyczaj wracaja z oratorium do swoich domow. Co robia teraz? O czym mysla?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-4353857565580561243?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/4353857565580561243/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=4353857565580561243' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4353857565580561243'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4353857565580561243'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/04/w-parku-narodowym.html' title='W Parku Narodowym...'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1649780781282577963</id><published>2009-04-08T22:48:00.000-07:00</published><updated>2009-04-08T23:47:00.573-07:00</updated><title type='text'>07.04.2009 Wodospad Wiktorii  i rodzina babunow</title><content type='html'>Po raz pierwszy w Zambii  wstaje  przed godzina 9. Dzis jedziemy zobaczyc jeden z cudow swiata, odkryty przez Livingstona - Wodospad Wiktorii  - tym razem po stronie zambijskiej . Cena wejscia dla rezydentow (czyli dla mnie i dla Joli ) nieporownywalna do turystycznej  (niecaly dolar w stosunku do 10-eciu dolarow). Pierwsza niespodzianka: stoimy w piatke w kolejce do wejscia  - 4 bialych  i 1 czarny - Pani za lada, niepewna tego co widzi , nie moze uwierzyc, ze nasz 5-aty kompan                                  to czysty zambijczyk .  Widocznie tacy klienci jej sie nie zdarzaja. &lt;br /&gt;                 &lt;br /&gt;W Zambii zbliza sie koniec pory deszczowej. Woda z wodospadu unosi sie w powietrzu tworzac wodne chmury, widoczne z ulicy naszego hotelu - odleglosci okolo 7 km . W parku, w ktorym mozna ogladac wodospad chmury te nieraz przyslaniaja widok poteznego strumienia wody pedzacego w dol oraz piekna natury wokolo . Woda unoszaca sie z wodospadu nie zostawia na nas suchej nitki. Cieple slonce przedzierajace sie przez zielen dzikiej przyrody wynagradza jednak skutki jej wszechobecnosci. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sd2WSXCaQDI/AAAAAAAAAM4/2SUiUyM53P0/s1600-h/aziaparty+018.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sd2WSXCaQDI/AAAAAAAAAM4/2SUiUyM53P0/s200/aziaparty+018.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322575576787730482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sd2XneSu2yI/AAAAAAAAANQ/_4PoQzjA1e4/s1600-h/aziaparty+080.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sd2XneSu2yI/AAAAAAAAANQ/_4PoQzjA1e4/s200/aziaparty+080.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322577039024118562" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszac to , slysze rozmowe dwojga ludzi :  &lt;br /&gt;"Co jest typowym pozywieniem w Zambii?" - pyta chlopak.&lt;br /&gt;"Inshima" - odpowiada dziewczyna&lt;br /&gt;"Jak to smakuje?"&lt;br /&gt;"Jak nic, to tylko maka, nie ma zadnego smaku . Wole nie jesc nic, niz to."&lt;br /&gt;Mysle sobie , ze tak negowana przez dziewczyne inshima  jest podstawowym pozywieniem wiekszosci ludzi w naszej Mansie. Przypominaja mi sie slowa pewnej kobiety: "My musimy jesc inshime.  To nam daje sile  i wypelnia zoladek."&lt;br /&gt;Wracajac do m iejsca gdzie przypadkiem znalazl sie niegdys Livingstone. Tuz przed zakonczeniem naszej wycieczki po krainie wodospadu Wiktorii, znajdujemy zejscie do goracego zrodelka , do ktorego splywa woda z wodospadu . Postanawiamy nim podazac .  Z dolu dobiegaja krzyki. To babuny strasza swoja obecnoscia turystow. Te stworzenia zwrocily moja szczegolna uwage. Postanowilam  zrezygnowac ze zrodelka  do ktorego zmierzamy na rzecz obserwacji ich zycia. Zostalam, wiec sama w ogromnej rodzinie babunow. Nieco niepewnie znalazlam sobie miejsce na pniu jednego z drzew i przygladalam sie jak rodzice czyszcza sobie nawzajem futra, dzieci bawia sie gryzac iciagajac za swoje  ogony - Wyglada to, jakby bawily sie w jakis pociag. Szczegolna moja uwage zwrocil najmlodszy, ktory zgodnie ze swoja metryka byl najbardziej ciekawski i coraz to przerywal swoja zabawe przygladajac sie muzungu z aparatem.  W pewnym momencie jeden ze starszych osobnikow stanal zupelnie przy mnie , az poczulam jego dotyk na swojej prawej rece. Na moment znieruchomialam, po czym widzac jak skrobie pazurami po moim aparacie, szybko zdalam sobie sprawe, ze zazyczyl sobie go dostac. O nie, tobie sie on nie przyda - pomyslalam i dalam mu do zrozumienia, ze nie oddam go tak latwo. O dziwo przystal na to i szanujac moja decyzje po prostu odszedl . Uff - odetchnelam . &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sd2ZFqi9pyI/AAAAAAAAANY/iPx-ESRYRWQ/s1600-h/aziaparty+075.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sd2ZFqi9pyI/AAAAAAAAANY/iPx-ESRYRWQ/s200/aziaparty+075.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322578657221125922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jutro czeka nas dzika natura w parku narodowym. Moze uda sie wytropic jakas zebre , zyrafe ...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1649780781282577963?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1649780781282577963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1649780781282577963' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1649780781282577963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1649780781282577963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/04/07042009-wodospad-wiktorii-i-rodzina.html' title='07.04.2009 Wodospad Wiktorii  i rodzina babunow'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sd2WSXCaQDI/AAAAAAAAAM4/2SUiUyM53P0/s72-c/aziaparty+018.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-4364401441124164054</id><published>2009-04-08T22:14:00.000-07:00</published><updated>2009-04-08T22:48:29.514-07:00</updated><title type='text'>Przyjazd do  Livingstone</title><content type='html'>Po dlugiej podrozy do Livingstone udajemy sie prosto do hotelu. Znow jestem w "wielkim   swiecie". Naokolo sami biali  i wciaz ten amerykanski  lub brytyjski akcent. W recepcji sa 2 panie: biala i czarna                                                                                                             -dla rownowagi . Slucham jak czarna pani w 3 minuty  przedstawia nam wszystkie "atrakcje" hotelu. Czuje sie jak w filmie, w ktorym nie potrafie odnalezc swojej roli. Po prawej stronie basen. Coraz  to ktos sie w nim  zanurza, aby po chwili ochlody wrocic na lezak do przerwanej ksiazki. Ludzie nosza  przewodniki tyou: "You can't get lost in  Cape Town", relaksuja sie przy stolikach , a ja czuje , ze nie pasuje wiecej do tego swiata. Z druiej strony tak dobrze go znam, znalam...  Czuje sie obco wsrod swoich. Radosc sprawiaj mi ludzie napotkani na ulicy, z ktorymi moge zamienic kilka slow w Bemba. Wraca namiastka Mansy. Tu dla nich jestem kims innym - turystom jakich wielu, ktory przyjechal zaliczyc jeden z afrykanskich krajow, wlozyc zdjecie do albumu i pokazac pamiatki znajomym. Pamiatki, ktore to nieraz ich jesc lub niejesc . Bemba  sprawia, ze bariera turysta-sprzedawca znika . Staje sie znowu ich przyjacielem. W radiu slychac muzyke, ktora znam z europejskich list przebojow. Odzywa sie zycie, ktore stoi za mna . Przychodzi mysl: czy potrafie - niczym jedna ukladanke - zlaczyc moje dwa swiaty , czy one moga stanowic calosc???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sklepie z pamiatkami oburzaja mnie obrazki na ktorych biali relaksuja sie przy drinkah nad woda, w oddali zas dostrzec mozna czarnych ubranych w jednolite mundurki - to ich kelnerzy, usilujacy dogodzic spragnionym klientom. Jestesmy w piatke . Zastanawiam sie jak czuje sie nasz czarny przyjaciel, ktory podrozuje z nami i widzi zycie nasze, zycie bialych inne niz w Don Bosco, pamiatki warte nieraz ich calodniowej pracy, niekiedy  i miesiaca...Czuje sie jak w kolorowej puszce z lat Andy'ego Worhola. Jak ja poskladam te wszystkie puzzle?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-4364401441124164054?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/4364401441124164054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=4364401441124164054' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4364401441124164054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4364401441124164054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/04/przyjazd-do-livingstone.html' title='Przyjazd do  Livingstone'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2568670274271323131</id><published>2009-04-04T14:42:00.000-07:00</published><updated>2009-04-04T14:49:18.233-07:00</updated><title type='text'>Przed podróżą</title><content type='html'>Dzisiaj na poczcie przykleiłam znaczek u dołu koperty śmiejąc się, że jestem już na Zanzibarze… 4-ty kwietnia, dochodzi północ. Przede mną wciąż pakowanie…Zostawiam to miejsce, zostawiam Mansę na prawie miesiąc… Najbardziej boli to, że zostawiam dzieci… Przede mną podróż z której powinnam się cieszyć. Cieszę się, ale czemu to kosztuje? Livingstone, Dar-es Salam, przygoda… Fajna rzecz, ale już nie najważniejsza. Zła jestem na siebie, że z niej nie rezygnuję. Z drugiej strony, czuję, że kolejnym moim krokiem jest wyjazd. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;… Szczytem egoizmu jest myśleć czego się nie umie, w czym nie jest się doskonałym… Dla dzieciaków ważne jest po prostu to, gdy ktoś z nimi NAPRAWDĘ jest. Nic takiego? Chyba znaczy więcej niż sobie wyobrażamy, a nieraz trudniejsze jest niż charyzma, umiejętność śpiewania, zdolności artystyczne…, &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na krzyż…, zapowiedź wiosny…. Nie wszystko rozumiem, ale widzę siłę modlitwy. Przychodzi spokój i świadomość drogi, drogi, która czeka przede mną. Nie wiem po co, ale ktoś ją nam przygotował. Wejdę na nią z wiarą. Za miesiąc czekać będzie mój mansowy dom, chłodniejsze dni i pora sucha, dzieciaki w przedszkolu, dzieci z oratorium, paczka materiałów z angielskiego do wykorzystania od pewnej Kasi..., cieszę się na myśl, że znowu będziemy razem. Mam też cichą nadzieję, że z mniejszą dawką egoizmu.      &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SdfVs_yB2vI/AAAAAAAAAMw/cCMdvCuvl5o/s1600-h/24.02+353.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SdfVs_yB2vI/AAAAAAAAAMw/cCMdvCuvl5o/s200/24.02+353.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320956453773761266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2568670274271323131?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2568670274271323131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2568670274271323131' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2568670274271323131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2568670274271323131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/04/przed-podroza.html' title='Przed podróżą'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SdfVs_yB2vI/AAAAAAAAAMw/cCMdvCuvl5o/s72-c/24.02+353.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-6722350114713693363</id><published>2009-03-25T11:30:00.001-07:00</published><updated>2009-04-03T13:50:55.933-07:00</updated><title type='text'>Nasze oratorium "pod drzewami" i sztuka pod drzewami</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SdZ2lV9MPcI/AAAAAAAAAMo/XgRbmeFGFCA/s1600-h/100_1237.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SdZ2lV9MPcI/AAAAAAAAAMo/XgRbmeFGFCA/s200/100_1237.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320570393705856450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sc3KYzhgNuI/AAAAAAAAAMI/PUZhqBwyu1U/s1600-h/100_1250.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sc3KYzhgNuI/AAAAAAAAAMI/PUZhqBwyu1U/s200/100_1250.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5318129262490826466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sc3J4Ue0FqI/AAAAAAAAAMA/EcmWXekDTu8/s1600-h/100_1278.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/Sc3J4Ue0FqI/AAAAAAAAAMA/EcmWXekDTu8/s200/100_1278.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5318128704402232994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-6722350114713693363?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/6722350114713693363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=6722350114713693363' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6722350114713693363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6722350114713693363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/03/nasze-oratorium-pod-drzewami-i-sztuka.html' title='Nasze oratorium &quot;pod drzewami&quot; i sztuka pod drzewami'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SdZ2lV9MPcI/AAAAAAAAAMo/XgRbmeFGFCA/s72-c/100_1237.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-3634989767181882268</id><published>2009-03-25T11:30:00.000-07:00</published><updated>2009-03-25T11:42:00.307-07:00</updated><title type='text'>7 kontynentow</title><content type='html'>“We have 7 continents!” - niemal cala „klasa” odpowiedziala dzis chorem. Jeszcze tydzien temu pokazujac im mape swiata, gdzie niegdzie dalo sie slyszec, ze jest to mapa Zambii, dzis z duma sluchalam jak chorem podaja prawidlowe nazwy siedmiu ladow otoczonych wielkimi wodami. Lekcja angielskiego w oratorium zamienila sie w lekcje geografii, ale 11 lat jest to chyba odpowiedni wiek, aby dowiedziec sie, ze nie jestesmy sami na swiecie :) Nie moglam wyjsc z podziwu i radosci, kiedy na zadana prace domowe - nauczyc sie wierszyka po angielsku - odpowiedzieli gromkimi brawami i nie mala euforia. Cos niesamowitego - radosc z wymagan! Nie wiem, czy taka znajde gdzies jeszcze? Najpiekniejsze jest towarzyszyc w zrozumieniu, poszerzaniu wiedzy, isc malymi krokami i odnajdywac w tym najwieksze szczescie... Jestem szczesliwa, idac powoli :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-3634989767181882268?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/3634989767181882268/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=3634989767181882268' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3634989767181882268'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3634989767181882268'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/03/7-kontynentow.html' title='7 kontynentow'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-4476487649731812488</id><published>2009-03-14T15:20:00.001-07:00</published><updated>2009-03-19T13:02:50.330-07:00</updated><title type='text'>Nauczycielka od muzyki</title><content type='html'>To straszne! Musze sie podzielic pewna nowina, niemal skandalem. Otoz prawie codziennie odgrywam role, ktora wczesniej nigdy by mi przez mysl nie przeszla. W przedszkolu – aby sie czegos uczyc trzeba - SPIEWAC! W oratorium dobry glos... i MUZYKALNOSC tez sa wskazane... A mi do tego bardzo daleko! Muzyka – jedna z moich szczerych przyjaciolek – w relacji ze mna to ona mowi, ja sluham.&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/ScKkrqrcxsI/AAAAAAAAALw/qLBYB35UvS0/s1600-h/budowa+513.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 179px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/ScKkrqrcxsI/AAAAAAAAALw/qLBYB35UvS0/s200/budowa+513.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5314991580348466882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Oprocz spiewania, nieraz po prostu nie idzie mi klaskanie do rytmu. Musze podpatrywac w tym dzieci, co dostarcza im dodatkowej rozrywki. Rozumiem uczyc angielskiego, science, higieny, art, nawet religii…, ale zeby spiewac! Najprostsze rzeczy bywaja najtrudniejsze. Dzis podjelam sie nauczenia dzieci w oratorium piosenki: „Tys jak skala, tys jak wzgorze...” Jako tako z moja pomoca opanowaly dwie pierwsze zwrotki, ale przy tym wszystkim moj glos niczym niedawno odkryta szafa u babci nieraz zapiszczal z wrazenia, ze ktos odwazyl sie go uzyc w taki sposob. Czasami sobie mysle, ze nic mnie juz w Polsce nie zdziwi. Tu mam okazje wykazac sie swoimi nieumiejetnosciami za wszystkie czasy. Ah, ale czyj to byl pomysl???&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-4476487649731812488?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/4476487649731812488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=4476487649731812488' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4476487649731812488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4476487649731812488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/03/nauczycielka-od-muzyki.html' title='Nauczycielka od muzyki'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/ScKkrqrcxsI/AAAAAAAAALw/qLBYB35UvS0/s72-c/budowa+513.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-6867328549759692559</id><published>2009-03-14T15:20:00.000-07:00</published><updated>2009-03-14T15:37:26.284-07:00</updated><title type='text'>Byla pewna niedziela</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwubhbOlYI/AAAAAAAAALQ/74jIzj-Ib7w/s1600-h/24.02+310.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwubhbOlYI/AAAAAAAAALQ/74jIzj-Ib7w/s200/24.02+310.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313172710754260354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wczesne popoludnie: wokolo cisza i pustka. Pojedyncze osoby pojawiaja sie w slonecznym, pomaranczowo - zielonym krajobrazie. Zbyt szybkie i zdecydowane ruchy w zestawieniu z panujaca cisza i goracem, zdecydowanie kontrastowalyby z ogarnaijacym widnokregiem. W Afryce to krajobraz ogarnia ciebie, a nie ty jego. Niebo swoja wielkoscia przywoluje pojecie nieskonczonosci. Barwami i dynamicznoscia zas, opowiada o sile, zmiennosci, niezdecydowaniu i pieknie przyrody. Idziemy z Jola w odwiedziny do naszych sasiadow. Tak blisko, a tyle zdarzen po drodze... Kobieta robi pranie – pogoda zdecydowanie temu sprzyja, – rozesmiana uczy nas Cibemba i rozmawia z nami... o Polsce, o swoich marzeniach, porzuconej szkole, o tym, ze zabraklo jej dzisiaj pieniedzy, aby kupic ryby na markecie... Jej corka zbiera i wraz z nami przygotowuje liscie dyni do ugotowania. Zielone i cierpkie w dotyku - taki smak zachowuja po przygotowaniu. &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwvKIlQRFI/AAAAAAAAALY/P0weV7H6Obk/s1600-h/24.02+229.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwvKIlQRFI/AAAAAAAAALY/P0weV7H6Obk/s200/24.02+229.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313173511539278930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle spada deszcz. W przeciagu 3 minut aura zmienia zupelnie scenerie. Nasze gotowanie przenosimy do srodka cegielnego domku. W srodku ogarnia mnie ciemnosc. Przez chwile zastanawiam sie, czy Ci ludzie na pewno tu mieszkaja. Wnosza taborety i na betonowej podlodze rozstawiaja swoja zastawe: garnek i porcja lisci na gazecie. Zastanawiajaca mnie dotychczas - tuz za mna - zaslona odkrywa swoja tajemnice. Za nia kryje sie kanapa, stolik i dwa fotele. „Jestem twoja Bamajo” – slysze od kobiety. „Kazda starsza od ciebie kobieta, bedzie dla ciebie jak matka. Dlatego twoja mama jest moja siostra. Tak jest w naszej kulturze.” Rozgladam sie: mimo popoludniowej pory w izdebce jest ciemno. Oprocz otwartych drzwi, nie dochodzi tu zadne inne swiatlo - skromnie, troche nieswojo, jakos dobrze zarazem. Zostawiamy kilka ciuchow przybylych w spoznionej kilka miesiecy paczce do Marka. Rozbiegane oczy mieszkancow natychmiast ogarniaja wzrokiem cala zawartosc reklamowki: Co przynioslysmy? Co dostana? Co, komu i ile sie trafi? &lt;br /&gt;Do naszej „Bamajo” przychodza dwie kuzynki. Kobiety wszedzie musza sie nagadac, wiec my z Jola, Lamkiem i Brightem (jej synem) idziemy na market, aby dolozyc cos do przygotowywanego posilku, ktory „koniecznie musimy sprobowac”. Kupujemy male, suszone rybki. Obydwie mamy te same dylematy. Na ile  wspolne jedzenie jest dla nas bezpieczne, ale serce przejmuje gore i wymarzony moment kobiety, kiedy widzi, ze jem „inshime” – jej tradycyjne i podstawowe pozywienie sprawia nie tylko jej, ale i mi przyjemnosc. Rece myjemy w malej misce z woda, zarowno przed jak i po jedzeniu. Inshima to ten rodzaj pozywienia - zjadany oczywiscie rekoma - ktory pozostawia klejace sie palce. Ugotowana kasawe nakladamy z jednej miski, wzbogacajac ja usmazonymi rybkami z cierpkimi liscmi dyni. &lt;br /&gt;Tutaj ludzie nie pozwola nam (paradoksalnie) chodzic glodne. Spacer miedzy 13, a 15 niemal gwarantuje, ze czyjes wesole nawolywanie, zaprowadzi cie nad wspolna miske „inshimy”. Przypomina mi sie jak wiele razy ja – proszona o cos - musze powiedziec nie. Dzielenie sie nie przychodzi mi tak latwo? Zegarek, ktory mam na reku chcialaby nie jedna osoba.  Chleb, ktory niose w torbie rowniez. Brakuje mi wiary, aby go rozmnozyc? Kupujac raz, ucze biernosci? Czy jest to droga sluszna? Najwiekszy dylemat, po 6 miesiacach zostaje nadal bez odpowiedzi... &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwvtC19QgI/AAAAAAAAALg/tYHSVuRMT_Q/s1600-h/24.02+314.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwvtC19QgI/AAAAAAAAALg/tYHSVuRMT_Q/s200/24.02+314.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313174111294145026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-6867328549759692559?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/6867328549759692559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=6867328549759692559' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6867328549759692559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6867328549759692559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/03/byla-pewna-niedziela.html' title='Byla pewna niedziela'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwubhbOlYI/AAAAAAAAALQ/74jIzj-Ib7w/s72-c/24.02+310.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2845459759222413784</id><published>2009-03-14T15:08:00.000-07:00</published><updated>2009-03-14T15:19:53.267-07:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>Spokoj, pokora i humor – to moja - niedawno odkryta - triada, ktorej ucze sie od ponad 6-ciu miesiecy. Czuje, ze nie przestane. Spojrzenie z daleka przybliza to, co zaprzatalo dotychczas glowe, a w rezultacie okazuje sie bez znaczenia - wykreowanym, sztucznym zmartwieniem, ktory w jakis sposob jest jednak istotny w miejscu z ktorego pochodzimy. Spojrzenie z daleka przybliza to, co jest drogie. Spojrzenie z daleka przybliza to, co jest kruche, przestraszone i zagrzebane w srodku. Codziennie setka usmiechow otwiera nowa droge, ktora mozesz zaczac nawet wowczas, gdy nie wierzysz, ze masz sily, aby nia isc. Spojrzenie z daleka, pokazuje, ze jestes czastka wielkiego swiata, drobna, a istotna zarazem.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwtQJlOiAI/AAAAAAAAALI/LT7Rl0qMR1E/s1600-h/river+127.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwtQJlOiAI/AAAAAAAAALI/LT7Rl0qMR1E/s200/river+127.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313171415863560194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2845459759222413784?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2845459759222413784/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2845459759222413784' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2845459759222413784'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2845459759222413784'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/03/blog-post.html' title='...'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SbwtQJlOiAI/AAAAAAAAALI/LT7Rl0qMR1E/s72-c/river+127.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7647846734171121053</id><published>2009-02-22T01:52:00.000-08:00</published><updated>2009-02-22T02:34:03.780-08:00</updated><title type='text'>Przyroda i klimat w Zambii</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SaEmIQrP3MI/AAAAAAAAAKY/O3n4MQeV9PI/s1600-h/100_0164.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SaEmIQrP3MI/AAAAAAAAAKY/O3n4MQeV9PI/s200/100_0164.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5305563759376325826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Słońce wstaje tu około godziny 5:30, a zachodzi około 18:30. Myślałam, że zegar naturalny w Afryce będzie u mnie działał ze zwiększoną siłą, ale jest nieco na odwrót. Zasypiam w mig jak niemowlę, ale snu potrzebuję więcej i bez nastawionego budzika mogę nie obudzić się na poranną mszę. Przyroda tu jest bardzo dynamiczna – co oznacza, że wszelkie zmiany następują w mgnieniu oka, dając poczucie jej królowania nad człowiekiem. U nas jest chyba na odwrót? Nagle staje się zupełnie ciemno, nagle zaczyna lać jak z cebra, równie nagle przestaje. Niebo jest w nieustannym ruchu, chmury wciąż płyną i zmieniają się jak w kalejdoskopie. Skoro o przemianach mowa: typowym zwierzęciem (oprócz jaszczurki), które można spotkać jest kameleon.&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SaEp4X8g3QI/AAAAAAAAAK4/1GPVqWHWzKs/s1600-h/pod+obserwacja.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SaEp4X8g3QI/AAAAAAAAAK4/1GPVqWHWzKs/s200/pod+obserwacja.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5305567884496395522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tutejsi ludzie boją się tego stworzenia. Z powodu swojej zmiennej postaci jawi im się jako coś będącego w posiadaniu złych mocy. Dla nas natomiast jest on fascynującym zjawiskiem i często nasi przyjaciele nie mogą się nadziwić patrząc jak łatwo przychodzi nam wziąć to stworzenie do ręki, czy dotknąć jego stwardniałego naskórka. Jaszczurki są niesamowite: różnej wielkości w tych warunkach sprawiają wrażenie bardzo przyjaznych zwierząt, poza tym jedzą komary, więc zdecydowanie do takich należą. Pająków jakie sobie wyobrażałam tuż przed wyjazdem jeszcze nie widziałam i podobnie jak jaszczurka pająk w Afryce to przyjaciel człowieka. &lt;br /&gt;Jeśli chodzi o środowisko naturalne dominuje sawanna. Drzewa to: palmy, drzewa bananowe, dżakaranda, mango. Tutaj mówi się, że mango nie należy do nikogo i do wszystkich zarazem. Dzieci często, aby zaspokoić puste brzuszki, jedzą je jeszcze twarde i zupełnie niedojrzałe. Gdy już dojrzeje ma soczysty smak i zostawia po sobie dziwne nitki na zębach. Owoc ten często dostajemy od dzieci – piękne jest w tym to, że dają po prostu to, co mają.  Klimat jaki tu panuje jest jednym z lepszych w Afryce. Pora deszczowa trwa od października do kwietnia (najgorętszy ,miesiąc to październik). Wówczas temperatury są najwyższe i jest to pora „wyjścia komarów na światło dzienne”. Pora sucha rozpoczyna się w maju i kończy wraz z nadejściem pierwszego deszczu. Niektórzy Zambijczycy mówią, iż następuje to 24 października – Święto Niepodległości. Najzimniejsze miesiące to czerwiec i lipiec – jeszcze ich nie doczekałam, ale podobno wyczuwalne są przyziemne przymrozki &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SaEpMJ2p_bI/AAAAAAAAAKw/pBhF86JtRkU/s1600-h/31.12.08+057.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SaEpMJ2p_bI/AAAAAAAAAKw/pBhF86JtRkU/s200/31.12.08+057.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5305567124799487410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zambia ma bardzo dużo parków narodowych w których oglądać można dzikie zwierzęta i tutejszą przyrodę. Największą atrakcją przyrodniczą, a zarazem turystyczną jest Wodospad Wiktorii nazwany tak przez jego odkrywcę Livingstona. Ten brytyjski misjonarz poszukiwał źródeł Nilu. Zepsuty kompas sprawił, że trafił na tereny dzisiejszej Zambii – wówczas Rodezja Północna – należąca do kolonii brytyjskiej – i w ten sposób odkrył jeden z cudów natury: Wodospad Wiktorii. Znajduje się on na granicy dzisiejszej Zambii i Zimbabwe. Obecnie pora deszczowa zbliża się ku końcowi, a my szykujemy się na nieco chłodniejsze powietrze. Musimy zaopatrzyć się w dodatkowe sweterki takie jak noszą dzieci jako część swojej garderoby do szkoły (mundurku) :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7647846734171121053?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7647846734171121053/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7647846734171121053' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7647846734171121053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7647846734171121053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/przyroda-i-klimat-w-zambii.html' title='Przyroda i klimat w Zambii'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SaEmIQrP3MI/AAAAAAAAAKY/O3n4MQeV9PI/s72-c/100_0164.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-4669014172363359939</id><published>2009-02-21T12:51:00.000-08:00</published><updated>2009-02-21T13:37:45.519-08:00</updated><title type='text'>„Jesteś gruba, a ja nie mam butów”</title><content type='html'>Sobota - kolejna wycieczka do miasta z chłopakami z oratorium. Jeden z nich - George pochodzi z dobrze usytuowanej (jak na te warunki) rodziny. Lamek zaś, wychowuje się w jej przeciwieństwie… Obydwóch jednak coś łączy. Są… jakby z innego świata, odznaczają się spokojem i jakąś osobliwą niezwykłością. &lt;br /&gt;W drodze na market spotykamy Lucky. „Ładne masz buty” - mówię. „Normalnie” uznaje się to za komplement, ale u nas nie jest „normalnie” :) „Ja nie mam butów.” – słyszę w odpowiedzi. A wszystko to dlatego, że w jej oczach moja uwaga dyskwalifikuje ją z listy osób którym rzekomo wręcze nowe lub moje rzeczy :)Generalnie z komplementami należy uważać, gdyż taka pochwala oznacza mniej więcej: "chcę to dostać". Tyle razy zdarzylo się, że o to pan zdejmuje czapkę z glowy, aby wręczyć ją mi tylko dlatego że uznalam ją za ladną. Nawet spodnie które zakladam jedynie do biegania z dziećmi mogą być fajne. Bo kto wie, może się uda i je zdejmę, aby wreczyć amantowi. Za chwilę Lucky wesoło stwierdza, że jesteśmy za grube. Już mnie to nie dziwi i nie wzrusza. Skoro kobieta ważąca ponad 100 kg potrafi powiedzieć, że jestem za gruba, ona zas nie… W tym wypadku czytaj: „Na pewno jesz tyle dobrych rzeczy, chce cos dostac.” Kochana, dziwna rzeczywistość…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzinę drogi od domu, dopada nas deszcz. Po raz pierwszy tutaj jest mi tak zimno. Patrzę na chłopaków - Z zadowoleniem piją colę i jedzą pączki, które im kupiłyśmy. Na szczęście jesteśmy „w rodzinie” i na markecie odwiedzamy ojca Georga, który oferuje nam transport do domu. W samochodzie… muzyka, miękkie siedzenia, za oknem deszcz. Patrzę na Lamka. Ciekawe o czym mysli? Uczę go jak zapinać pasy i zastanawiam się czy kiedykolwiek jechał samochodem… On daje mi swoje zimne ręce, trzymam mocno, aby się rozgrzały. Zatrzymujemy się po zakupy, (właściwie po to wybrałyśmy się z domu…). Kupujemy zeszyty do oratorium, bo na lekcje angielskiego ciągle dochodzą dzieci. Szukamy z Jolą szamponu. Lamek prosi, aby kupić mu.. mydło. Oprócz glupiej coli i pączka, mam ochotę dać mu bluzę, ciastka... Tylko czy to rzeczywiscie pomoże? I co zrobię gdy jutro przed moimi drzwiami stanie gromadka dzieci prosząc o to samo?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-4669014172363359939?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/4669014172363359939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=4669014172363359939' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4669014172363359939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4669014172363359939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/jestes-gruba-ja-nie-mam-butow.html' title='„Jesteś gruba, a ja nie mam butów”'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-4663821211324738148</id><published>2009-02-21T12:44:00.000-08:00</published><updated>2009-02-21T12:51:14.629-08:00</updated><title type='text'>Dosyć "Let's go!"</title><content type='html'>Przychodzi też czas, żeby powiedzieć basta. „Let’s go” jednak nie zawsze się sprawdza. Okazuje się, że nadmyślenie, powsciągliwosc i zbyt wnikliwa analiza również się przydają. Współpraca z moimi przyjaciółmi nie jest łatwa. Różnice kulturowe nieraz mnie po prostu rozbrajają, uczą elastyczności lub doprowadzają do białej gorączki. Są zachowania, które już nie dziwią - wręcz się ich spodziewam - ale co z tego skoro wciąż się w nich nie odnajduje! Jednym słowem - przechodzę tu niezły trening międzykulturowy i interpersonalny. &lt;br /&gt;Więc przejdźmy może do przykładu. Wspólne planowanie daje mi zawsze wiele optymizmu, bo postawa tutejszych wręcz krzyczy: „Czemu nie?” „To na pewno będzie super!” Ostatnie zawody w oratorium, planowane z naszymi siedmioma nowymi pomocnikami… Idziemy z Gertrude do sali po balony. Raz, dwa trzy –szybka akcja -  wychodzimy. Słyszę: „Let’s go!” – moje ulubione zwykłe, proste zdanie. Jak milo. Ale chwileczkę… coś musi nie grać. Oczywiście okazuje się, że po drodze nie wzięłybyśmy wielu rzeczy, które później rozwaliłyby zawody dzieciaków. Tylko dlaczego znowu ja muszę o wszystkim pamiętać? Czuję, że jeśli nie wyobrażę sobie wszelkich możliwych braków, trudności - one nie będą wogóle przewidziane, co w rezultacie łatwo doprowadzić może do niemałego zamieszania wśród 300 dzieciaków. A wszystkiego przewidzieć, jeszcze nigdy się nie udało. Historia w kółko się powtarza, a ja nie wiem jak przestać w tym kole biec lub pozwolić biec też innym…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-4663821211324738148?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/4663821211324738148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=4663821211324738148' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4663821211324738148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4663821211324738148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/dosyc-lets-go.html' title='Dosyć &quot;Let&apos;s go!&quot;'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-854713961786484743</id><published>2009-02-10T13:39:00.000-08:00</published><updated>2009-02-10T13:48:45.605-08:00</updated><title type='text'>Co wynagradza wszystko</title><content type='html'>Dzien byl tragiczny. A to dlaczego? Zmiana mojego miejsca w przedszkolu, totalne zamieszanie i zle podjete decyzje w oratorium wprowadzily po prostu niezadowolenie. Pora ponarzekac. Znowu ktos chcial mnie „wkopac” w zadanie pt: „To jest Twoja robota.” Tym razem po wczesniejszych doswiadczeniach udalo mi sie (chociaz nie do konca) odeprzec narzucana role. Wspolpraca czasami meczy. Jest pole do popisu. Trzeba wykazac sie madroscia. Nie wiem, czy starczy mi na to cierpliwosci i zrozumienia. Jak przygotowac zajecia dla grupy zblizonej wiekowo, ale zupelnie zroznicowanej rozwojowo? Jak sensownie z nimi pracowac, gdy cie nie rozumieja? Po calym dniu podobnych zazalen i pytan, wynagrodzeniem wszystkiego, bylo „I love you”, ktore uslyszalam od jednego z dzieci. Wygladalo na zaplanowane „wyznanie”. Ja tez cie kocham odpowiedzialam i „nie wiesz jak bardzo”- dodalam w mysli. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SZH2EVUWOBI/AAAAAAAAAKQ/o3eqNHqnMw8/s1600-h/budowa+554.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 136px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SZH2EVUWOBI/AAAAAAAAAKQ/o3eqNHqnMw8/s200/budowa+554.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301288790694180882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;                                 made by Roman SDB&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-854713961786484743?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/854713961786484743/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=854713961786484743' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/854713961786484743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/854713961786484743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/co-wynagradza-wszystko.html' title='Co wynagradza wszystko'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SZH2EVUWOBI/AAAAAAAAAKQ/o3eqNHqnMw8/s72-c/budowa+554.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-4570433539419461867</id><published>2009-02-10T13:29:00.000-08:00</published><updated>2009-02-10T13:39:05.644-08:00</updated><title type='text'>Let's go!</title><content type='html'>Dzisiaj wraz z dziećmi zrobiliśmy sobie małą wycieczkę, aby zobaczyć miejsca w których mieszkają. Popołudniowy deszcz pokrzyżował nam plany w oratorium. Lało jak z cebra, ale część z nich i tak przyszła. Kiedyś słyszałam, że w taką pogodę Afrykańczycy nie wychodzą z domu. To nie tyczy się dzieci z oratorium… Połowa w przemoczonych koszulkach, sukienkach lub z gęsią skórką. Dostały od nas po cukierku i zalecenie powrotu do domu (z którego i tak nie skorzystały). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SZHzzGMrDqI/AAAAAAAAAKI/SIWxqHJtaNo/s1600-h/budowa+234.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SZHzzGMrDqI/AAAAAAAAAKI/SIWxqHJtaNo/s200/budowa+234.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301286295554428578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;                               made by Roman SDB&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 godziny później, po piątkowej mszy, kiedy słońce już przedzierało się przez chmury, następna część dzieciaków chciała piłki i nie rozumiala, dlaczego nie mamy oratorium skoro teraz świeci słońce. Nie możemy przecież z nimi pograć, skoro poprzednia grupka została odesłana do domu. Co zrobic? „Let’s go” – powiedziałam. Tych prostych słów uczę się tutaj z przyjemnością, chociaż nieraz oblewam z praktycznego ich wykorzystania. Odzwierciedlają dla mnie ducha Zambijczyków – życie chwilą i po prostu „zróbmy to teraz, nie ma na co czekać”. Większa część nie pytając nawet gdzie i po co mają iść, po prostu stwierdziła. „Yes, let’s go.” Ci więksi bardziej niepewni, słysząc moją odpowiedź - „To your house”, zaczęli prowadzić mnie po błotach, kałużach, po drodze siląc się skleić jakieś zdania po angielsku. Byłam z nich dumna. Zazwyczaj, gdy nie wiedzą jak o coś zapytać szybko się wycofują. Odwiedziliśmy razem domy około 10 dzieciaków. Wszyscy są sąsiadami. Tutaj zawsze jeden drugiego zaprowadzi i mimo, że nieraz pobiją się po głowach, pokopią, poprzezywają zadbają o siebie nawzajem. Tego są nauczone. Nawet dwulatki i te niewiele starsze brzdące w poobdzieranych lub przy dużych ubraniach drepczą do „oratorium pod drzewami”. Te najmłodsze walczą o moje ręce. Na spacerze (i nie tylko) wyglądam jak lepka na muchy. Idziemy w gromadzie, nieuporządkowani. Może mogłoby to jakoś lepiej wyglądać – pomyślałam. Ale czy to ważne? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieci w Mansie mieszkają zazwyczaj w bardzo prostych, typowo afrykańskich domach. W nich znajdują się: nie duży pokój, gdzie na noc rozkłada się maty do spania, jakieś pomieszczenie na wzór kuchenki oraz przynajmniej piątka rodzeństwa wraz z rodzicami lub kuzynami. Po dzieleniu się swoim środowiskiem, nasza gromada odprowadza mnie i Jolę do Don Bosco. Nas też nie zostawi samych sobie. W końcu to ich wioska, a my możemy się zgubić… Przy rozstaniu słyszę: „daj mi ołówek, kredkę, daj mi słodycze, daj mi t-shirt.” – co po prostu mi sie nie podoba. Wieczorem zas wspominając miniony dzień, ich 4 ściany, maty i gromadkę rodzeństwa dziwię się sobie, że na takie slowa sie zloszcze…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-4570433539419461867?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/4570433539419461867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=4570433539419461867' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4570433539419461867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4570433539419461867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/lets-go.html' title='Let&apos;s go!'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SZHzzGMrDqI/AAAAAAAAAKI/SIWxqHJtaNo/s72-c/budowa+234.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-5360014872232251867</id><published>2009-02-07T13:07:00.000-08:00</published><updated>2009-02-07T13:18:49.997-08:00</updated><title type='text'>Mój brat - heros w Zambii :)</title><content type='html'>„Kiedy wrócisz do swojego kraju, możesz łatwiej zachorować? Tu jest ciepło, gdy będzie Ci znowu zimno zachorujesz.” – usłyszałam dzisiaj. Oglądaliśmy „Krecika” w przedszkolu i gdy na ekranie pojawil się śnieg, od razu zaczęłam opowiadać moim współpracownikom jak wiele przyjemnych aspektów niesie ze sobą ten „biały deszcz”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj w oratorium bohaterem zaś, stał się mój brat wraz ze swoją rodziną. Żeby zupełnie o Was nie zapomnieć (żart :)) dba o to mój laptop, na którym widnieją twarze całej trojki (Adama, Ewy i Filipa). Wywołują sensację na „video time”, kiedy obraz pojawia się na dużym ekranie. Braciszku wczoraj stałeś się herosem z filmu o więzieniu i możesz uznać to za komplement, bo pomylili cię z głównym bohaterem „Prison Break". Gdy wyjaśniłam, że tak naprawdę to łączą nas więzy krwi, dzieci w końcu nie wiedziały czy z aktorem, czy z facetem ze zdjęcia :). Dodałam, że jak wrócę, opowiem Wam o nich. Można już prawie powiedzieć, że się znacie. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-5360014872232251867?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/5360014872232251867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=5360014872232251867' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5360014872232251867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5360014872232251867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/moj-brat-heros-w-zambii.html' title='Mój brat - heros w Zambii :)'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-172559114162589846</id><published>2009-02-06T05:27:00.002-08:00</published><updated>2009-02-06T05:49:13.601-08:00</updated><title type='text'>"Skradziony czas"</title><content type='html'>„Mają 10 minut, po tym czasie idę.” Od razu wiem, że wymaganie moje skazane jest na klęskę. To jest niemożliwe, aby spóźnili się tylko 10 minut. Spotkanie z liderami (pomocnikami w oratorium), umówione na 16, odbyło się o 17. Ja wyrwana z roboty (kończenie raportu) w swoim europejskim stylu denerwuje się „stratą czasu”. Na rowerze przyjeżdża Davis z wyraźnie zadowoloną miną na twarzy mówiąc: „It is never, never too late.” I jak tu się nie uśmiechnąć? Nie mogę jednak udawać, że nie ma problemu. Od Justina w odpowiedzi słyszę: „Wygląda na to, że to tylko twój problem.” Ręce opadają, ale rzeczywiście na to wygląda. Jestem w mniejszości. Nie zmienię - nawet kilkoma miesiącami pobytu - ich nawyków. Zresztą, czy powinnam? – wciąż pytam samą siebie. Ok, może i byloby to możliwe, ale wydaję mi się, że za tym kryje się cos więcej – zupełnie odmienne podejście do tego pojęcia jakim jest "czas". My mamy wrażenie, że coś lub ktoś nam czas zabiera, walczymy więc o niego niemal w każdej minucie. Oni uważają, że czas jest im dany. Poza tym jak mają być w wyznaczonym terminie skoro nie mają zegarków i nie bez powodu panuje tu powiedzenie: „Wy macie zegarki, my mamy czas.”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-172559114162589846?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/172559114162589846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=172559114162589846' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/172559114162589846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/172559114162589846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/skradziony-czas.html' title='&quot;Skradziony czas&quot;'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2778362683391088777</id><published>2009-02-05T13:08:00.000-08:00</published><updated>2009-02-05T13:15:42.486-08:00</updated><title type='text'>Spojrzenie z półmetka</title><content type='html'>Dzisiaj mija 5 miesięcy odkąd wyruszyłam na podbój swoich marzeń o Afryce. Pamiętam tą niewiadomą, która nieustannie podsuwała różne obrazy mojej wyobraźni. Nie bez przyczyny ktoś, kiedyś powiedział: „Nie przywiązuj się do swoich wyobrażeń, bo rzeczywistość jaką zastaniesz na pewno będzie inna”.  Jaka jest ta rzeczywistość?&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SYtWRPsnykI/AAAAAAAAAJw/msmDCUAAjus/s1600-h/100_0628.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SYtWRPsnykI/AAAAAAAAAJw/msmDCUAAjus/s200/100_0628.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5299424240802974274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Zajmuje mi nieco czasu, zanim stwierdzę, że coś jest takie, a nie inne. Mimo tego, że żyje - jakby nie patrzeć - w egzotyce, to co najbardziej dodaje mi inspiracji - jak pewnie większość z was zauważyła -, to najzwyklejsze momenty codzienności, wciąż nie wiem dlaczego tutaj szczególnie przeze mnie zauważane i doceniane. Poczucie dokonania się pewnego etapu, a także potrzeby takie zgłaszane z drugiego kontynentu, skusiło mnie do tego, aby napisać po prostu kilka słów o kraju, który od niemal pół roku jest moim domem, kraju, który sprawił, że moje życie nigdy nie będzie już takie same. Postanowiłam moje posty zorganizować w pewne serie tematyczne, z których każdy uchyli rąbka tajemnicy o zambijskiej ziemi i jej mieszkańcach. Skoro ma być trochę o inności…: zaczyna się ona od kuchni poprzez sposób spędzania wolnego czasu, poczucie estetyki, mody na różności mentalnej kończąc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek nieco - O Zambii ogólnie:&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;   Niepodległość spod kolonii brytyjskiej uzyskała w 1964 roku. Wcześniej Rodezja Północna od tego czasu pełną nazwą jest: Republika Zambii. Głównym surowcem naturalnym jest tutaj miedź. Poziom życia obywateli jest różny w zależności od miejsca, w którym się znajdują. Większość z nich to jednak rolnicy zadowalający się tym, co zrodzi im matka ziemia. W Zambii panuje ustrój demokratyczny. Od 4 miesięcy głową państwa jest Rupiah Banda, wybrany w drodze „demokratycznych” wyborów. Podkreślam, że cudzysłów pełni tu najistotniejszą rolę. Resztę zostawiam domysłom  &lt;br /&gt;Biegające, bose dzieci, wesoło machające do turystów, wystawiające ręce po słodycze, bawiące się oponą toczącą się po żółtej ziemi lub samodzielnie skonstruowanymi z drutów, butelek i czego się da samochodami to typowy obraz w każdej mniejszej, czy większej miejscowości. Kobiety noszą na głowach worki, miski, wiadra i wszystko to co da się na nich umieścić, ludzie przewożący „chargo”  na rowerze (podpałkę używaną do specjalnej kuchenki w miejscach, gdzie nie ma prądu lub w godzinach w których go odłączają), matki noszące dzieci na plecach zawinięte w citengę – typowy materiał afrykański używany praktycznie do wszystkiego – od strojów i różnych wyrobów odzieżowych począwszy, do kawałka materiału używanego jako nakrycie głowy, fartuch do sprzątania lub zakrycie niektórych części ciała. &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SYtWrOjEKjI/AAAAAAAAAJ4/tLMlVtJ6VJc/s1600-h/100_0635.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SYtWrOjEKjI/AAAAAAAAAJ4/tLMlVtJ6VJc/s200/100_0635.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5299424687171054130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Zambia liczy sobie 11 mln mieszkańców (4 razy mniej niż w Polsce), ale wielkością przekracza nasz kraj przynajmniej 2 razy. Główne przyczyny zgonów wśród jej mieszkańców. to malaria i AIDS. Malaria sama w sobie nie jest chorobą siejącą takie żniwo. Niebezpieczna staje się jednak, ta nie w porę wykryta. Jak dowiedziałam się w klinice dzięki moim „głupim”(???) pytaniom, to nie specjalny rodzaj komara :) prowadzić może do stanów agonii, lecz lekceważenie pierwszych objawów przedostania się wirusa do krwi, które zazwyczaj mało różnią się od naszego „grypowego przeziębienia”. Na temat AIDS widoczna jest pewna profilaktyka, chociażby w szkołach, w szpitalach, czy w miejscach publicznych, jednak potrzeba czasu, aby naprawdę się ona zakorzeniła. W klinice test na malarię jest darmowy, na AIDS natomiast kosztuje 10 000 kwacha (ok. 8 zł). Jest wiele dostępnych (=darmowych) testów mogących nieraz ustrzec przed rozwojem innego rodzaju chorób, jednak stopień korzystania z nich jest wciąż bardzo mały. Żywe stereotypy na temat AIDS lub mocy „czarowników” nieraz sprawiają, że doktor jest ostatnią odwiedzaną osobą w razie pojawiających się dolegliwości. Niestety AIDS i witchcrafting (czarownictwo) stanowią również żyzne pola działania dla oszustów oraz chętnych zarobku firm ze świata zachodniego. &lt;br /&gt;   Jeśli chodzi o wyznanie przeważa tu chrześcijaństwo (50-70%). Pozostałe religie to hinduizm, islam i inne. Bardzo widocznym zjawiskiem (przynajmniej dla mnie) jest powstawanie różnego rodzaju odłamów religijnych, co wyraźne jest w znaczącej liczbie kościołów o rozmaitych nazwach… Zostawiam Was na razie z tymi ogólnikami. Za wszelkie uwagi, pytania, sugestie postaram się przesłać odrobinę słonecznej pogody i dalszą część „opowieści” tworzyć także z tym, o czym być może chcielibyście usłyszeć, przeczytać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2778362683391088777?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2778362683391088777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2778362683391088777' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2778362683391088777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2778362683391088777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/02/spojrzenie-z-pometka.html' title='Spojrzenie z półmetka'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SYtWRPsnykI/AAAAAAAAAJw/msmDCUAAjus/s72-c/100_0628.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-8099927739225090881</id><published>2009-01-27T12:38:00.000-08:00</published><updated>2009-01-27T13:15:56.205-08:00</updated><title type='text'>Otwarcie nowego przedszkola</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX93bY5_QfI/AAAAAAAAAJg/_ftjrEF-6-E/s1600-h/IMG_0569.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 152px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX93bY5_QfI/AAAAAAAAAJg/_ftjrEF-6-E/s320/IMG_0569.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296082999236837874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24 stycznia odbyło się u nas oficjalne otwarcie nowego przedszkola zbudowanego dzięki wsparciu MSZ-u oraz Krakowskiego Wolontariatu Salezjańskiego „Młodzi Światu”. Koordynatorem projektu, naszym sąsiadem i przyjacielem był Marek Wolkowski, który od czerwca dawal z siebie wszystko, aby projekt udało się doprowadzić do końca. Udalo się. W tym tygodniu Marek wraca do Polski zostawiając po sobie niezniszczalny slad w postaci nowego przedszkola w Zambii (Mansie). Przyszedł czas powiedzieć „goodbye”, rozpocząć nowy rok szkolny, a także nowy rozdział w życiu Mansy. W końcu cel był i jest skierowany na rozwój jej najmłodszych mieszkańców. &lt;br /&gt;Otwarcie zaczęliśmy tonem uroczystym. Nie mogło zabraknąć podziękowań, krótkich przemówień i poświęcenia budynku wraz z placem zabaw. Następnym punktem programu były tańce, muzyka i lunch. W skład menu wchodziły dwie istoty, które tydzień czasu spędziły w naszym „ogródku”  - kozy - kupione specjalnie na tą okazję. Jeszcze w sobotę rano słyszałam dobiegające z oddali ryczenie towarzyszące (może zabrzmi to strasznie tragicznie…) ich śmierci. Z tego powodu sprawa była jasna – z menu jestem wykluczona. Pozostała inshima, bądź ubwali (różne nazwy na tą samą rzecz) – tradycyjna potrawa Zambijczyków, wykonana z tutejszego warzywa – kasawy, w smaku przypomina naszą białą kaszę (bardzo zbitą i sycącą). Ostatnim punktem programu – zupełnie nie planowanym – było przetestowanie przez gromadę przybyłych przypadkowo dzieci - nowego placu zabaw. Dla wielu z nich plac zabaw było to cudo, które pierwszy raz widzą na oczy. Brudne od slizgawki pupy, śmiechy i radość zakończyły naszą imprezę. W między czasie jedno z dzieci podeszło do mnie z zapytaniem :”Dlaczego nie zaprosiłaś wszystkich swoich przyjaciół?” – czytaj: wszystkich dzieci... Musiałam wytłumaczyć, że sama jestem tu gościem. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX91pC1QAnI/AAAAAAAAAJI/TFs3ZCjFZGo/s1600-h/IMG_0744.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX91pC1QAnI/AAAAAAAAAJI/TFs3ZCjFZGo/s200/IMG_0744.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296081034806297202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX917j8zcrI/AAAAAAAAAJQ/pOX-T_dDsl0/s1600-h/IMG_0790.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX917j8zcrI/AAAAAAAAAJQ/pOX-T_dDsl0/s200/IMG_0790.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296081352933995186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuję, że mialam dużo szczęścia. Los sprawił, że pojawiłam się (jakby nie bylo) w historycznym momencie w życiu Mansy. Sprawia mi to ogromną radosc. Na zawsze zapamietam robotnikow, nerwy koordynatora, ten blysk w jego oczach na koniec i ten budynek, ktory z tygodnia na tydzien przy mnie stawal sie coraz wiekszy. Od poniedzialku (początek roku dla nowych przedszkolaków) bedzie w nim jeszcze weselej. W nagrodę (za co???) czeka na mnie "moja" sala, a w niej 30 przedszkolakow.  &lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX95YToJX4I/AAAAAAAAAJo/A-RKcJFHdGE/s1600-h/IMG_0734.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX95YToJX4I/AAAAAAAAAJo/A-RKcJFHdGE/s320/IMG_0734.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296085145303474050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;łam j&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-8099927739225090881?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/8099927739225090881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=8099927739225090881' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8099927739225090881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8099927739225090881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/01/otwarcie-nowego-przedszkola.html' title='Otwarcie nowego przedszkola'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SX93bY5_QfI/AAAAAAAAAJg/_ftjrEF-6-E/s72-c/IMG_0569.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-3177539133316563146</id><published>2009-01-22T13:48:00.000-08:00</published><updated>2009-01-22T14:19:33.159-08:00</updated><title type='text'>Siła w małości</title><content type='html'>Dzisiejszy dzień od początku zapowiadał się nadzwyczajnie. A to przede wszystkim dlatego, że zamiast dzwoniącej maszyny obudził mnie mój zegar naturalny. To mi się tutaj nie zdarza i muszę się przyznać, że potrzeba mojego snu zamiast maleć wraz z wiekiem, ostatnio rośnie. Nie tylko przed czasem, ale i zupełnie wyspana zaczęłam poranek. „Super, w takim razie zdążę na mszę (w imię sennych marzeń miałam ją sobie odpuścić).” Na porannej liturgii usłyszałam, że dziś przypada święto błogosławionej Laury Vicuny. &lt;br /&gt;- „No tak, co nieco wiem o tej dziewczynce, która życie swoje poświęciła za nawrócenie matki, ale moja wiedza na tym praktycznie się kończy”.-&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXjuT9PdyxI/AAAAAAAAAI4/QTRNXiHtu1w/s1600-h/laura+2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 123px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXjuT9PdyxI/AAAAAAAAAI4/QTRNXiHtu1w/s200/laura+2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294243388598373138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nowe obowiązki - lekcje angielskiego w Szkole Krawieckiej - sprawily, że musialam szybko zapomniec o tym, co usłyszałam. Ale nie na długo. Już po zajęciach odnosząc słowniki do biura, rzuciła mi się w oczy mała książeczka na której dostrzegłam bohaterkę z porannej mszy. Chwila konsternacji: „Nie poproszę o nią siostrę, bo codziennie o coś proszę.” Język jednak sam wymyka mi się spod kontroli i już za chwilę mam w rękach książeczkę. Zaczynam czytać. Biografia tej małej, silnej istoty naprawdę mnie porusza. 12 - letnia dziewczynka, która jest w stanie całkowicie oddać się Bogu, z uśmiechem rzucić się w ramiona śmierci, a wszystko po to aby „ocalić” duszę swej matki. &lt;br /&gt;W porównaniu do biografii innych znanych mi salezjańskich świętych, Laura należała do osób spokojnych. To, co napewno łączy ją z resztą to: stuprocentowa ufność Bogu, niezwykła dojrzałość duchowa jak na swój wiek i konsekwentna realizacja zamierzonego „planu”. „Planem” tej małej było nawrócenie matki. O to się modliła i za to pragnęła ofiarować swoje życie. Modlitwy zostały wysłuchane: w wieku 12 lat choroba zabrała Laurę z tego świata, matka zaś zwróciła swe serce na nowo w stronę Boga. Siła tej małej towarzyszyla mi dzisiaj trochę jakby poza moją kontrolą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec w oratorium znalazły się ołówki, które dzień wcześniej zwinęło kilka maluchów (z grupy: Laura). Nie wierzyłam zupełnie w powrót grafitowych "zgub" i powodzenie akcji: "nauka moralnosci", ale zareagować trzeba było. Po raz kolejny przekonuję się o tym, że nawet gdy nie jesteś pewien adekwatności swojej reakcji na zło obok, jest ona zawsze lepsza niż brak reakcji. Kształtować sumienie nie jest łatwo, a jest to tutaj jedna z najistotniejszych rzeczy. Gdy cos jest w zasiegu, nie nalezy do nikogo konkretnego, dlaczego by tego nie wziąć? Dałam im przykład z rodziną, w której matka, ojciec, czasami także rodzeństwo przynosi jedzenie do domu. Nigdy nie przyniesie tylko dla siebie, przyniesie dla całej rodziny. Chciałabym, aby tak też było w naszym oratorium.      &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-3177539133316563146?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/3177539133316563146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=3177539133316563146' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3177539133316563146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3177539133316563146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/01/dzisiejszy-dzie-od-pocztku-zapowiada-si.html' title='Siła w małości'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXjuT9PdyxI/AAAAAAAAAI4/QTRNXiHtu1w/s72-c/laura+2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2529655352817859644</id><published>2009-01-22T13:41:00.000-08:00</published><updated>2009-01-22T13:47:52.701-08:00</updated><title type='text'>Mój gość - niepokój.</title><content type='html'>Czasami odwiedza mnie niepokój. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy daje dzieciom wystarczająco? Czy potrafię być dla nich jakimś przykładem? Nie umiem tylu rzeczy… Czy dbam wystarczająco o ich dusze, szczęście, przyszłość? Być może - jakby to powiedziała jedna z naszych pań na studiach - brak mi „perspektywistycznego” myślenia? Wiem, że jestem w stanie poświęcić się dla nich, ale czy rzeczywiście to robię? Co jeszcze mogę zrobić? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś usłyszałam: „Tylko miłość”. To jest klucz, który wystarcza. Czy z tego zrodzą się również: wymagania, troska, rozsądek, wyobraźnia? &lt;br /&gt;- Jeśli będę je TYLKO kochać, wszystko to… winno przyjść naturalnie. -&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2529655352817859644?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2529655352817859644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2529655352817859644' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2529655352817859644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2529655352817859644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/01/mj-go-niepokj.html' title='Mój gość - niepokój.'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-5844052513534776426</id><published>2009-01-17T15:09:00.000-08:00</published><updated>2009-01-18T21:47:25.044-08:00</updated><title type='text'>Lusaka - Zimbabwe - Mansa</title><content type='html'>9-ego stycznia przekroczyliśmy granice Zimbabwe. Już samo przejscie zapowiada wejście do innego świata. Wokoło widać pałętające się bez krępacji, bądź też wypatrujące swojej ofiary - pawiany. &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJsJNQU6mI/AAAAAAAAAIY/4kh0U0Y5ZR4/s1600-h/100_0832.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJsJNQU6mI/AAAAAAAAAIY/4kh0U0Y5ZR4/s200/100_0832.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5292411417546517090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potrafią się ustawić – to trzeba im przyznać.  Jedna z małp podbiega nagle do kobiety i wyrywa jej torebkę, po czym ucieka, a wraz z nią cała zgraja "kolegów" czekająca dotychczas w ukryciu. Pełno ludzi i bynajmniej nie z powodu turystycznych atrakcji, chociaż tych tutaj nie mało. Kobiety noszą na głowach worki z jedzeniem, mężczyźni ciągną rower załadowany podobnymi produktami. Z powodu kryzysu gospodarczego wszystko to dbywa się przede wszystkim w jednym kierunku Zambia - Zimbabwe. Obywatele Zimbabwe po podstawowe produkty musza udać się za granicę swojego kraju. Podchodzi do nas młody chłopak chcąc sprzedać… pieniądze. „Kupcie pamiątki” – mówi. Waluta tego kraju stała się… już tylko pamiątką. Rząd zupełnie nie funkcjonuje, w sklepach nie ma żywnosci, ludzie sprzedają rzeźby i wszelkiego rodzaju rękodzieła za ubrania, ręczniki, jedzenie bądź dolary amerykańskie. &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJs0SqtT8I/AAAAAAAAAIg/H_Sh3yKYUHM/s1600-h/100_0849.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJs0SqtT8I/AAAAAAAAAIg/H_Sh3yKYUHM/s200/100_0849.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5292412157733720002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kraj w którym piękno wciąż nieskażonej przyrody zadziwia, jeden z cudów świata - Wodospad Wiktorii - przyciąga, a ludzie oszałamiają swoją gościnnością, obyciem i poziomem języka. Tu na tej ziemi po raz pierwszy w życiu… rzucano mi płatki róży pod stopy.  &lt;br /&gt;Wracamy do naszej Zambii… Stolica – Lusaka - tym razem zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Nieco inne od tego, które pojawiło się 5 miesięcy temu, tuż po wylądowaniu. Tak długi pobyt na pólnocy kraju- jak my to mówimy - „na wsi” (mimo, że Mansa to główne miasto w jednej z dziewięciu zambijskich prowincji), robi swoje. Wysokie budynki, ulice, samochody, ludzie na ulicach - staly się duże, szybkie i bardziej... zachodnie, od czego juz odwyklam. Mimo że wszystko to wzbudziło we mnie wielkie „WOW”, kilkudniowy pobyt w stolicy wystarczy. Dobrze jest wrócić do domu. 7 dni spędzonych w gronie znanych mi osób z Polski umacnilo i zmienilo spojrzenie na dotychczasową rzeczywistość. W Mansie: nasze cztery ściany, te same bliskie, znajome twarze… Wszystko to wygląda teraz nieco inaczej. Moja świadomość pochodzenia z innej kultury, z innego świata wzrosła. Nie wiem, czy to źle… Łatwiej dostrzegam swoje miejsce w swiecie i wbrew pozorom, nie oddala mnie to od „mojej zambijskiej tutejszości”. Wręcz przeciwnie. Stała się ona jeszcze bardziej bliska, „moja”. Dlaczego? Do końca nie wiem. Może przestala byc doswiadczana... po omacku?&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJufnhFXlI/AAAAAAAAAIo/WYeoqn3gyMs/s1600-h/100_0862.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJufnhFXlI/AAAAAAAAAIo/WYeoqn3gyMs/s200/100_0862.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5292414001576500818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wstaje rano i jestem szczęśliwa. Poświęcam dzień Bogu, tak aby o jego zmierzchu powiedzieć: „Pracowałam dziś dla Niego”. I nie ma już dla mnie znaczenia, czy przełożeni zadowoleni są z mojej pracy. Dojrzałam do tego, aby powiedzieć, że nie pracuję dla nikogo innego niż dla Boga. Wiedząc jednak, że czlowiek bywa zmienny jak galązka na wietrze, mogę tylko powiedzieć, że tego pragnę się trzymać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Po więcej informacji o Zimbabwe polecam odwiedzić stronę Oli i Maćka: http://rpstravel.pl &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-5844052513534776426?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/5844052513534776426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=5844052513534776426' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5844052513534776426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5844052513534776426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/01/lusaka-zimbabwe-mansa.html' title='Lusaka - Zimbabwe - Mansa'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJsJNQU6mI/AAAAAAAAAIY/4kh0U0Y5ZR4/s72-c/100_0832.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1826988560795219960</id><published>2009-01-17T14:42:00.000-08:00</published><updated>2009-01-17T15:08:06.692-08:00</updated><title type='text'>Trochę prawdy</title><content type='html'>Czy mam Was zaszokować? Czy napisać prawdę? A jeśli nie wiem co jest prawdą? I o jaką prawdę chodzi? &lt;br /&gt;Ostatnio ciężko mi było pisać. Nie umiem znaleźć słów, gdy świat wokół po prostu się kręci, a ja po prostu razem z nim. Najważniejszymi momentami stały się te proste, najzwyklejsze minuty, godziny, sekundy: radosć dziecka, tobwa – tutejsza zupa rozmieszana z wodą, którą popijam z robotnikami na budowie przedszkola, rozmowa w gronie przyjaciół - chwile przemykające nieraz jak pędzący samochód.&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJkm8XCeGI/AAAAAAAAAIQ/knyNmhNxq9s/s1600-h/100_0795.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJkm8XCeGI/AAAAAAAAAIQ/knyNmhNxq9s/s200/100_0795.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5292403132314318946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; Czy to je mam opisywać? Być może nie są wystarczająco interesujące do czytania? Z drugiej strony to one są fundamentalne, więc pominięcie ich to występek przeciwko prawdzie :)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiałam dzisiaj o jednym ze zmyslów - smaku. Niezapomniany smak to ten, który wraz z powtórnym rozkoszem podniebienia przywoluje calą otoczkę wspomnień. Zwlaszcza jeden przypomina mi słońce, błękitne niebo, śmiech, poczucie bycia „tu i teraz”. Cóż to za egzotyczny smak…? To smak zwykłej kiełbasy, porcji ryżu i szklanki piwa. Niezapomniany, bo przywraca te najzwyklejsze momenty w których zapominasz, że przed tobą jak i za tobą jest jakiś czas. Owa „święta zwykłość dnia”. Czy znacie taką?&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1826988560795219960?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1826988560795219960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1826988560795219960' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1826988560795219960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1826988560795219960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/01/troch-prawdy.html' title='Trochę prawdy'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SXJkm8XCeGI/AAAAAAAAAIQ/knyNmhNxq9s/s72-c/100_0795.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7671062646158656388</id><published>2009-01-04T18:50:00.001-08:00</published><updated>2009-01-04T19:01:30.128-08:00</updated><title type='text'>Święta w Mansie</title><content type='html'>Wigilia zawsze była dniem szczególnym. Tego dnia gdziekolwiek jesteś, w pracy, czy nadal w supermarkecie, czujesz odmienną atmosferę - atmosferę oczekiwania. Tu w Zambii wigilii jako takiej nie ma. Biorąc jednak pod uwagę moje przedświąteczne nastroje, zaskoczył mnie spokój i radość, który mi towarzyszył. Ostatnie, wspólnie wykonywane dekoracje w kościele, dzielenie się tradycją śledzia z naszymi czarnymi braćmi sprawiły, że i bez choinki, prezentów i świecidełek - do których jak się przekonałam jestem jednak przywiązana - dzień był szczególny. „Wieczerze” mieliśmy u księży o 12:30 (po południu oczywiście) wraz z ich czarnymi, najbliższymi współpracownikami. Na stole nie było barszczu, ale zawitał do nas polski opłatek, życzenia, ryby, również mięso i zamiast kompotu ze śliwek mieliśmy kompot z mango i truskawek :). Wieczorem pasterka na której rozpoznałam jedną znaną mi kolędę, reszcie zaś towarzyszyły głównie zambijskie rytmy. Po długiej mszy zaczęliśmy świętowanie przy pysznym włoskim cieście, ale najwięcej wnosiły dziewczynki: Stella i Hilda z City of Hope - Tam gdzie są Święta, musza być i dzieci. Krótkie chwile, ale te najpiękniejsze. &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SWF3mHtT0oI/AAAAAAAAAHo/ny2cFAyx-iY/s1600-h/IMG_8201.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SWF3mHtT0oI/AAAAAAAAAHo/ny2cFAyx-iY/s320/IMG_8201.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5287638934297498242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie Świąt jak i kilka dni po nich, od ludzi dało się słyszeć: „Christmas” lub jeszcze lepiej: „Where is my Christmas???”. To wcale nie oznacza życzeń, lecz czytaj: „daj mi prezent”. Powiem szczerze, że wprowadza to nie tylko małe zakłopotanie, ale i pewną dozę irytacji. Z drugiej zaś strony myślę, że w tutejszym kontekście poprosiłabym o to samo. &lt;br /&gt;26 grudnia organizowaliśmy choinkę dla dzieci z oratorium. Niesamowity był widok - jak nigdy - odświętnie ubranych, naszych codziennych „brudasów”. Wprawdzie garnitury za duże (pewnie po starszym rodzeństwie), sukienki nieraz porwane, ale dzieci robiły wrażenie. Zaczęliśmy czytaniem z Biblii, śpiewaniem dwóch znanych kolęd, a potem dzieci bawiły się i śpiewały przy swoim „zambijskim disco”. Pojawił się też „Father Christmas”, jednak chyba większość nie wiedziała skąd i dlaczego. Na koniec przyszedł czas prezentów. Zadanie było bardzo trudne, bo mając 300 dzieci trzeba było niestety oddzielić tych, którzy przychodzą regularnie do oratorium i tych którzy pojawili się na choince „z przypadku”. Tak bardzo starałyśmy się jednak, aby sprawić im przyjemność. W tym miejscu bardzo chcę podziękować również moim sąsiadom miedzy innymi dzięki którym, dzieci otrzymały takie, a nie inne prezenty. Najmłodsi dostali bieliznę (bo z tym jest ciężko wśród dzieci) i zabawkę dla tych którzy przychodzą regularnie do oratorium. W starszych grupach dzięki Romanowi z SDB, chłopaki mogli dostać grę, dziewczyny notesy + (dzięki pomocy moich i Joli znajomych) kredki i zeszyty – zazwyczaj dzieci tego w domu nie mają. My pochłonięte rozdawaniem i pilnowaniem porządku, nie mogłyśmy niestety zobaczyć radości rozpakowywania podarków. Z relacji innych wiemy jednak, że dzieci miały prawdziwą Radochę. Najpiękniejsze chwile rzeczywiście są wtedy gdy widzisz jak zwyczajnie możesz sprawić dziecku radość i ofiarować mu zasłużoną beztroskość. Może o to chodzi w Święta? … Następnego dnia czekał nas wyjazd do Lufubu…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7671062646158656388?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7671062646158656388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7671062646158656388' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7671062646158656388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7671062646158656388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/01/wita-w-mansie.html' title='Święta w Mansie'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SWF3mHtT0oI/AAAAAAAAAHo/ny2cFAyx-iY/s72-c/IMG_8201.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-4227473409316889305</id><published>2009-01-02T11:40:00.000-08:00</published><updated>2009-01-02T11:54:56.585-08:00</updated><title type='text'>Z ostatnich chwil - ciąg dalszy nastąpi</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SV5wJdRQwpI/AAAAAAAAAHY/Gy8SUZUb9DU/s1600-h/100_0700.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SV5wJdRQwpI/AAAAAAAAAHY/Gy8SUZUb9DU/s320/100_0700.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286786320357704338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy Piękno plynie z wewnątrz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SV5vn-3_aZI/AAAAAAAAAHQ/FiqV61A6AKY/s1600-h/100_0634.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SV5vn-3_aZI/AAAAAAAAAHQ/FiqV61A6AKY/s320/100_0634.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286785745262963090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na drodze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SV5uo4HNjSI/AAAAAAAAAHI/_FYnAM_cZNM/s1600-h/100_0599.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SV5uo4HNjSI/AAAAAAAAAHI/_FYnAM_cZNM/s200/100_0599.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286784661115997474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mikolaj dociera wszędzie i w każdej postaci :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-4227473409316889305?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/4227473409316889305/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=4227473409316889305' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4227473409316889305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/4227473409316889305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2009/01/gdy-pikno-plynie-z-wewntrz-na-drodze.html' title='Z ostatnich chwil - ciąg dalszy nastąpi'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SV5wJdRQwpI/AAAAAAAAAHY/Gy8SUZUb9DU/s72-c/100_0700.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-298153531491492262</id><published>2008-12-25T05:59:00.001-08:00</published><updated>2008-12-25T06:48:36.023-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVOc-I4ahfI/AAAAAAAAAG4/2XL1ExfMz2A/s1600-h/100_0524.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 279px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVOc-I4ahfI/AAAAAAAAAG4/2XL1ExfMz2A/s320/100_0524.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283739379185649138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;                      Kochani! Wszyscy przyjaciele, bliscy i wszyscy &lt;br /&gt;                ci którzy przypadkiem lub nie przypadkiem tu zajrzeliscie&lt;br /&gt;                        &lt;br /&gt;                       Z okazji Swiąt Bożegonarodzenia życzę nam, &lt;br /&gt;             aby w te dni w szczególny sposób Chrystus zapukal do każdego z nas.&lt;br /&gt;               Życze nam prostej Radosci, odkrywania niezwyklosci w tych&lt;br /&gt;                 najzwyklejszych momentach dnia z drugim czlowiekiem. &lt;br /&gt;              &lt;br /&gt;             Aby kazdy z nas odnalazl Boze Dziecie tam gdzie wlasnie jest&lt;br /&gt;                            i wsrody tych z ktorymi jest. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;               Calym sercem wspominam z serca Afryki, z naszego Betlejem &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVOcqoXDFLI/AAAAAAAAAGw/2PAtHK0LNxY/s1600-h/100_0543.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 301px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVOcqoXDFLI/AAAAAAAAAGw/2PAtHK0LNxY/s320/100_0543.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283739044038251698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;                                                                    Asia&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-298153531491492262?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/298153531491492262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=298153531491492262' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/298153531491492262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/298153531491492262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/kochani-wszyscy-przyjaciele-bliscy-i.html' title=''/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVOc-I4ahfI/AAAAAAAAAG4/2XL1ExfMz2A/s72-c/100_0524.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-3873255564005739100</id><published>2008-12-22T23:45:00.000-08:00</published><updated>2008-12-22T23:58:30.136-08:00</updated><title type='text'>Przedświąteczne prezenty</title><content type='html'>W ostatnim czasie tyle się dzieje, że zasiadając do pisania mam problem z selekcją ważnych i ważniejszych wydarzeń. Przed nami gwiazdka. Przygotowania ruszyły pełną parą i codziennie w oratorium ćwiczymy coś z dzieciakami specjalnie na ten dzień. Poza tym wciąż mamy z Jolą do przygotowania około 300 prezentów. Tutejszy rytm chyba wchłonął nas do reszty. Mimo tego, że czas (mówiąc po europejsku :) - nieubłagalnie goni - wcale nam się nie śpieszy. Szykują się też pewne zmiany i prawdopodobnie wkrótce całe oratorium pozostanie przede wszystkim w naszych rękach…&lt;br /&gt;Pochłonął nas nie tylko tutejszy rytm zegarków, a raczej jego brak, lecz również życie, które toczy się wokoło - życie naszych dzieci, znajomych, tutejszych przyjaciół… Ich problemy stały się po części naszymi problemami i chociaż byśmy chciały nie zatrzymamy świata nawet tu na misji. &lt;br /&gt;Ostatnio wspominałam o zapachu sosny i tęsknocie za nim… Teraz mam go na co dzień. Przytargałyśmy z Jolą gałęzie sosny, które wyrzucił nasz ogrodnik i w ten sposób mamy w domu choinkę :) Do choinki - jako prezent z nieba - dołączyły dwie młode damy, które już rozweselają nasz dom, aż do początku roku szkolnego. Hilda i Stella to dziewczynki z City of Hope – domu dla dziewcząt ulicy w Lusace. Przyjechały do nas na wakacje, bo podczas gdy inne koleżanki zabrane zostały do rodziny bądź w jakieś inne miejsca, one po prostu nie mialy dokąd jechać. Hilda i Stella to sieroty. Tak naprawdę mają tylko siebie. Dzisiaj słuchałyśmy kolęd. Stęsknilam się za bliskimi i atmosferą polskiej tradycji wigilijnej. Po chwili patrzę na nie. Przychodzi myśl, że być może one nie mają nawet za kim tęsknić, nie mają też wspomnień z rodzinnej kolacji przy choince… Zastanawiam się, czy kiedykolwiek przeżyły rodzinne święta. Co mają w zamian? Być może doświadczenia, których ja nie byłabym w stanie ogarnąć? Mają coś jeszcze… – niesamowitą więź i pomoc sobie nawzajem zawsze, wszędzie o każdej porze. Nawet teraz, gdy wybila pólnoc młodsza Hilda mimo klejących oczu i głowy zdającej się szukać jedynie poduszki, dzielnie plecie starszej siostrze warkoczyki. Wzywa nas, bo przecież naturalne jest, że gdy jedna czegoś potrzebuje – wszyscy powinni się włączyć. Patrzę na Stellę z niedowierzaniem, że cały swój wielki puch na głowie, chce zamienić w drobne warkoczyki akurat teraz - w środku nocy, kiedy ja sama marzę tylko o łóżku. Po chwili jednak uśmiecham się, przypominając sobie jak równie zmęczona z ochotą pomagała mi przygotowywać bombki na choinkę i… zabieram się do plecienie. Nie mam takiej wprawy jak afrykańskie dziewczyny, ale słyszę: „It is good that you try” (Dobrze, że próbujesz) :).  Mamy drzewko, mamy ozdoby, barszcz czerwony w proszku i 2 dziewczynki w domu na święta. Czego chcieć więcej? Trochę rodziny i przyjaciół by się przydało, ale to za rok…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-3873255564005739100?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/3873255564005739100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=3873255564005739100' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3873255564005739100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3873255564005739100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/przedwiteczne-prezenty.html' title='Przedświąteczne prezenty'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-5112446126128205745</id><published>2008-12-22T23:28:00.000-08:00</published><updated>2008-12-25T06:51:53.774-08:00</updated><title type='text'>Afrykańska codzienność na wesoło</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVCVA65bnuI/AAAAAAAAAGg/GRrGRStIMxI/s1600-h/20.12.08+041.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVCVA65bnuI/AAAAAAAAAGg/GRrGRStIMxI/s200/20.12.08+041.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282886205948272354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVOd5PeV43I/AAAAAAAAAHA/ocJFqLXL4Lc/s1600-h/20.12.08+038.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVOd5PeV43I/AAAAAAAAAHA/ocJFqLXL4Lc/s200/20.12.08+038.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283740394567623538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Afryce nie zawsze się powodzi... Wprawdzie nadal jest adwent, ale na misji zjemy to, co upolujemy... :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-5112446126128205745?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/5112446126128205745/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=5112446126128205745' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5112446126128205745'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5112446126128205745'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/afrykaska-codzienno-na-wesoo.html' title='Afrykańska codzienność na wesoło'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SVCVA65bnuI/AAAAAAAAAGg/GRrGRStIMxI/s72-c/20.12.08+041.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-8552993988131855949</id><published>2008-12-14T14:34:00.000-08:00</published><updated>2008-12-14T14:42:22.101-08:00</updated><title type='text'>Grudniowa rewolucja europejczyka</title><content type='html'>Wraz z grudniem nastał u nas czas wakacji. Rok szkolny się skończył, a od stycznia rozpocznie się nowy - nie tylko kalendarzowy. Mam zatem teraz więcej wolnego czasu. Jako europejczyk przyłapuje się na tym, ze nie do końca umiem z niego korzystać. „Przecież za długo nie można!” Trzeba cos robić, myśleć, planować, martwic się o to co będzie ... Tym razem postanowiłam się tej pseudokontroli pozbyć i zaufać temu co jest mi w danej chwili dane. Do stycznia zatem, przyjmuje dobrodziejstwa każdego dnia i każdej chwili wolnej „od pracy”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również w Mansie ruszyły przygotowania do Świąt. Wczoraj wraz z Jola, siostrą i Gordonem umieściliśmy pierwsze dekoracje w kościele. O ile wszystko jest tutaj skromniejsze... Wczorajszego dnia po raz pierwszy poczułam też zapach sosny… Mogę się nazwać szczęściarą, gdyż generalnie w Zambii nie ma tradycji związanych z dekoracją świeczników bądź innych elementów gałązkami sosny. Zamiast tego umieszcza się liście z drzewa bananowego... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo przywiązana jestem do tych (w gruncie rzeczy mało istotnych – czy oby na pewno???) szczegółów związanych ze Świętami Bożego Narodzenia. Dzieci tutaj nie koniecznie znają Świętego Mikołaja, czy tradycję ubierania choinki. W minionym tygodniu robiliśmy coś na wzór bąbek w naszym oratorium używając do tego papieru i  kawałków citengi – tradycyjnego afrykańskiego materiału, dla naszych dzieci były to jednak bardziej medaliony na szyję niż dekoracje na choinkę :). Cóż za różnica skoro się cieszą? &lt;br /&gt;Dopiero zapach sosny sprawił, że poczułam jak święta zbliżają się małymi krokami… &lt;br /&gt;Podczas gdy w Polsce - mimo o wiele niższej temperatury na zewnątrz - grudzień to najgorętszy miesiąc w roku. Trzeba wszystko zakończyć, pozamykać, w szkole zaliczyć, w pracy zarobić na święta, a potem je przygotować... Tutaj jednak, jakże często wszystko jest inaczej, tylko radosc dzieci ta sama. Afryka płynie swoim rytmem i albo dam mu się porwać, albo nie odkryje czym on naprawdę jest.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-8552993988131855949?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/8552993988131855949/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=8552993988131855949' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8552993988131855949'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8552993988131855949'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/grudniowa-rewolucja-europejczyka.html' title='Grudniowa rewolucja europejczyka'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-3719587502735992093</id><published>2008-12-13T00:05:00.000-08:00</published><updated>2008-12-13T00:19:39.578-08:00</updated><title type='text'>I know it’s crazy, but I know I will survive</title><content type='html'>Dlaczego walka o chipsy jest dla mnie tak niezrozumiała? Może dlatego, że mogę sobie na nie pozwolić kiedy mam na to ochotę. Z drugiej zaś strony muszę oczekiwać czegoś od dzieci. &lt;br /&gt;Dzisiejszy Quiz wiedzy w oratorium zakończył się wygraną „Apple group”. Zwycięzcom więc należą się diggsy (chipsy). Pozostali zaś, mieli dostać po cukierku (tutaj radość z cukierka jest porównywalna do radości z paczki cukierków u nas). Pomijając fakt, że w trakcie rozdawania pchali się i popychali, jakby walczyli co najmniej o wyśmienity obiad w restauracji, kres mojej cierpliwości nastał wtedy, gdy zobaczyłam jak niektórzy z nich oszukują, podając się za członków grupy wygranej. Byłam na tyle zdeterminowana, że zwłaszcza tym których znam nieco lepiej patrzyłam prosto w oczy, czekając aż usłyszę od nich kłamstwo. Nie wszyscy się odważyli, ale na dzień dzisiejszy limit swój wyczerpali i rozdawanie nagród zostało przerwane… &lt;br /&gt;Może nie jest to najlepsza metoda i jest ci przykro pozbawiając je nagród, ale zarazem chcesz je czegoś nauczyć. A nie zawsze wiesz co jest najlepsze w sytuacji, gdy otoczy cię podekscytowany tłum setki dzieciaków. Chcę coś powiedzieć, a nie mogę. Zostawiam ich. Z czym? Z czymś do przemyślenia lub może raczej z poczuciem niesprawiedliwości? Wrócimy do tego zapewne w poniedziałek. Nie wiem czy to ja ich, czy raczej oni mają moje serce. To rodzi szczerość. Kłamstwo wówczas boli. Nawet jeśli rozumiem te kłamstwo, tak nprawdę z powodu tego jak bardzo ich lubię nie mogę i nie chcę go akceptować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-3719587502735992093?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/3719587502735992093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=3719587502735992093' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3719587502735992093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3719587502735992093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/i-know-its-crazy-but-i-know-i-will.html' title='I know it’s crazy, but I know I will survive'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-591340717591239533</id><published>2008-12-13T00:00:00.000-08:00</published><updated>2008-12-13T00:05:25.168-08:00</updated><title type='text'>"I am not fine"</title><content type='html'>Piter: Jak się masz Asia?&lt;br /&gt;Asia: Dziekuję, w porządku. A ty?&lt;br /&gt;P: Ja nie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;(To zdanie wywołało moje szczere zaciekawienie, bo po raz pierwszy tutaj usłyszałam „I am not fine”. Pytanie „how are you” jest bardziej pozdrowieniem niż pytaniem o rzeczywiste samopoczucie znajomego, więc niemal zawsze i wszędzie odpowiada się na nie „bwino” = „fine”. Po niedługiej chwili domyśliłam się jednak co Piter ma na myśli…)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Dlaczego? - zapytałam&lt;br /&gt;P: Od wczoraj nic nie jadłem i nie będę pewnie jadł do wieczora, a może i do jutra.&lt;br /&gt;A: Rozumiem.&lt;br /&gt;P: Więc Asia miłego śniadania.&lt;br /&gt;A: Dziękuję.&lt;br /&gt;P: Miłej kolacji i miłego obiadu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-591340717591239533?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/591340717591239533/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=591340717591239533' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/591340717591239533'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/591340717591239533'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/i-am-not-fine.html' title='&quot;I am not fine&quot;'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-475319732198348738</id><published>2008-12-05T22:25:00.001-08:00</published><updated>2008-12-06T11:58:24.081-08:00</updated><title type='text'>Niedoskonałość Białego</title><content type='html'>Pora deszczowa przynosi niespodzianki. Z powodu codziennej ulewy, która trwa od 15 minut do 3-4 godzin, może nie być zajęć, prądu (czytaj: światła, komputera, ciepłej herbaty, lunchu, z tego też powodu zamknięte mogą być sklepy). Zostajesz sam na sam ze świecą, książką lub drugim człowiekiem. Tutaj niemal zawsze jest miejsce i czas na relacje. W takie właśnie dni mogę też pisać… &lt;br /&gt;Zastanawiałam się ostatnio kim jestem dla miejscowych. Najbardziej popularnym zwrotem w moim kierunku jaki tu słyszę zaraz po moim imieniu jest „Teacher”. Wcale nie rzadziej pojawia się „muzungu” (biały). Dowiedziałam się, że wedle tutejszej kultury mogę być określana również jako „Bamayo”. Rozkładając ten wyraz na części: "Ba" -jest to forma grzecznościowa co oznacza mniej więcej "pani", mayo zaś określa główną rolę kobiety w Afryce do której wzrasta: rolę matki. Dziewczyna dostaje ten przydomek mniej więcej w 20 roku życia, co nie znaczy, że nie ma przypadków wcześniejszego pełnienia powyższej roli.  &lt;br /&gt;Kolejną moją twarzą (z którą się jednak nie utożsamiam) jest bycie białym, co dla tutejszych oznacza też bycie ideałem. Itak próbując wtopić się w naszą wioskę i życie jej malych mieszkańców przestałam zupełnie zwracać uwagę, czy na mojej bluzce jest jedna plama, czy też są już dwie. Jednym słowem zmienia mi się poczucie estetyki :).&lt;br /&gt;Podbiega do mnie dziewczynka w brązowej (od brudu!!!) bluzce i zdziwiona wskazuje na mój rękaw przybrudzony piaskiem po deszczu. Na co śmiało i z humorem odpowiadam: „a ty to jak chodzisz?” Wedle tutejszego myślenia (które być może jest tylko wynikiem moich obserwacji) białemu nie pasuje brud, niedociągnięcia, porażki, wady… Dzieci głaszczą mnie po głowie i zawsze poprawiają wszelkie niedoskonałości z którymi ja zaczęłam… czuć się dobrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godny uwagi jest również zwyczaj podawania sobie ręki. Dłoń ściska się 3 razy w imię Trójcy Świętej. Najpierw następuje zwyczajny uścisk, potem uścisk kciuka i znów powrót do zwyczajnego sposobu. Wówczas jest dłuższa chwila by spojrzeć sobie w oczy… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężkie jest tu życie winnego, którym bardzo często jest ofiara kogoś sprytniejszego (na przykład miejscowego czarownika). Gdy znajdzie się winny (lub kozioł ofiarny)  - w jakiejkolwiek sprawie - ludzie zaatakują go bez uprzedniego zastanowienia się. Sama byłam świadkiem sytuacji wśród dzieci, której na początku nie rozumiałam. Zniknięcie kart do gry w memory spowodowało ogólne poruszenie wśród 150 dzieciaków. Oczywiście nie spodziewając się, że moja uwaga o ich zniknięciu odniesie taki skutek mogłam tylko obserwować jak cała gromada rzuca się w pogoni za dwoma osobami (niekoniecznie winnymi całemu zajściu). Ktoś zobaczył coś w ich kieszeni i nie ma bata. Oczywiście skończyło się aferą, gdy przyszedł ojciec jednej z gonionych dziewczynek. Winny musi się znaleźć i musi zostać ukarany. Na tym swoje „metody” opierają też tutejsi „czarownicy”, dla których winny nierzadko jest po prostu ich wrogiem. &lt;br /&gt;Nieraz mam wrażenie, że nie możliwe jest wejście w ich świat, a tym samym szczere ich zrozumienie. Przy tym wszystkim jednak, jest między nami silniejsza więź - bycia człowiekiem - przeżywania tych samych radości, smutków, strachu, nieraz i tych samych problemów. Może po prostu nie musimy do końca wchodzić w ich świat, rozumieć, lecz po prostu być w najlepszym jak tylko możemy tego słowa znaczeniu. Nawet jeśli nie jest on doskonały.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-475319732198348738?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/475319732198348738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=475319732198348738' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/475319732198348738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/475319732198348738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/niedoskonao-biaego.html' title='Niedoskonałość Białego'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-8072982574303669472</id><published>2008-12-02T00:50:00.000-08:00</published><updated>2008-12-02T01:10:00.673-08:00</updated><title type='text'>29.11.2008</title><content type='html'>To miał być dzień „izolacji”. Po raz pierwszy od rana zły humor towarzyszył mi tak intensywnie lub być może to jesienna melancholia wkradająca się o tej porze roku nie omieszkała ominąć mnie również na Czarnej Ziemi. &lt;br /&gt;Przed nami dużo obowiązków. Przyjazd ekipy filmowej - która ma dzielić z nami jak i naszym sąsiadem (Markiem) mieszkanie - zobowiązuje. Zawartość lodówki zmuszała do nowej wersji kanapek z kakao bądź po prostu chleb z przyprawami :) Trzeba zrobić zakupy – to co kobiety lubią najbardziej. W tym przedsięwzięciu mieli towarzyszyć nam dwaj chłopcy z oratorium. Zadeklarowali się przyjść po nas o 10, ja jednak znając już nieco tutejsze realia uprzedziłam ich, żeby nie myśleli sobie wedle „African time” (godzina w to czy we w to nie robi różnicy) jak też pomyślałam, że prawdopodobne jest również, że w ogóle nie przyjdą. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi naszego domu zobaczyłam dwóch chłopców, w tym 11 latka w nieco przydużym GARNITURZE i eleganckiego 14 latka nieśmiało zbliżających się w naszym kierunku. Przyszli, i to w jakim stylu… Od razu zrobiło mi się przykro, że chciałam sobie „odpuścić” to spotkanie i w myśli podziękowałam Bogu, że nie pozwolil mi wyjsc samotnie. &lt;br /&gt;Chłopaki prowadzą znanymi sobie skrótami. Po drodze mijamy ludzi, ich domy i naszą całą wioskę Chimese. Pozdrawiają, czasem śmieją się, zaczepiają… Po wypełnionej liście z zakupami wędrujemy na market odwiedzić ojca moich dwóch towarzyszy. George – ojciec chłopców - prowadzi swój własny stragan, na którym sprzedaje nasiona. Reymont mówi, że jego tata „jest biznesmenem”…  Poczułam się jak „biała księżniczka” w egzotycznej scenerii. Role się odwróciły. Zazwyczaj to ja występuje w roli „obdarywacza”. Tym razem to ja dostaję: mango, coca- cole, ciasteczka, najwygodniejsze miejsce, transport do domu i… wycieczkę do miejsca w którym oczyszczany jest ryż. A chciałam się „izolować”!!?? :)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po południu sprzątanie i przygotowanie domu na przyjazd ekipy filmowej. W wolnej chwili postanowiłyśmy z Jolą zrobić „obchód” po naszych sąsiadach i okolicy. Od czasu do czasu fundujemy sobie taką rozrywkę przyglądając się z bliska rytmowi dnia naszych czarnych przyjaciół. Zbliża się wieczór - pora posiłku. Dla większości jest to ta sama strawa, którą spożywali w południe jako swój pierwszy posiłek, czyli „inshima” (przypomina trochę naszą kaszką manną) przygotowywana z kasawy - rodzaju warzywa popularnego w Afryce. Pozdrowienia, krótkie rozmowy oraz zaprosiny do swoich skromnych czterech ścian są tutaj na porządku dziennym. Zambijczycy odznaczają się niesamowitą gościnnością i nawet jeśli nie mają nic oprócz owych czterech ścian, garnka inshimy i gromadki dzieci przed domem cieszą się po prostu pokazaniem ci „swego królestwa”. &lt;br /&gt;Podchodzi do nas matka i dwójka dzieci. Jedno z nich zaczyna krzyczeć na nasz widok, drugie zaś nieco bardziej odważne próbuje wykazać się dzielnością i wyciąga rękę. Trochę się waha, czy aby na pewno zostanie całe po takim akcie odwagi, ale w końcu koniuszkiem palców dotyka dziwnego „muzungu”, aby po chwili przestraszone wrócić z powrotem do domu. Po raz pierwszy w życiu mój widok przyprawia dziecko o… krzyk.  &lt;br /&gt;Zewsząd słyszę „Asia, Asia” i idę dumna, patrząc na mój tutejszy świat. Mijam domy dzieci, które widzę codziennie w naszym oratorium „pod drzewami”. Tak. Moi sąsiedzi… Siedzą przed domem, nieraz całymi rodzinami wesoło pozdrawiając mijających przechodni. &lt;br /&gt;Ekipa filmowa dojechała. Więc do czwartku za sąsiada mamy - założyciela Arki Noego - Darka i innych szalonych filmowców. Przywitaliśmy ich patriotycznie piosenką Krawczyka „Zatańczysz ze mną jeszcze raz” :) Dzień zakończyliśmy wspólnym wieczorem przy pysznym afrykańskim likierze. To miał być samotny dzień…, - nic nie poszło wedle planów. Dzięki temu oraz dzięki przewijającym się wydarzeniom nie mogę sobie przypomnieć, co takiego trapiło mnie dziś rano, że miałam ochotę na samotność. Po raz kolejny przekonuje się, że to Bóg wie najlepiej, czego nam trzeba.  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;ł&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-8072982574303669472?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/8072982574303669472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=8072982574303669472' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8072982574303669472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8072982574303669472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/12/29112008.html' title='29.11.2008'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7273713549309840887</id><published>2008-11-21T14:23:00.000-08:00</published><updated>2008-11-21T14:28:28.734-08:00</updated><title type='text'>Po prostu nasze dzieci z oratorium</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SSc1ol-CNQI/AAAAAAAAAGQ/OkJ3kBe7DeM/s1600-h/IMG_7275.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SSc1ol-CNQI/AAAAAAAAAGQ/OkJ3kBe7DeM/s320/IMG_7275.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271240860363797762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mam jeszcze godzinę. Spokojnie. Zaparzę kawę, usiądę sobie wygodnie i możemy zaczynać. Odrazu wróciły wspomnienia ze szkoły i czasów studenckich, kiedy tuż przed egzaminem w podobnym stylu zasiadałam do nauki. Mało się zmieniło – albo jestem spóźniona, albo na tak zwany „styk”, nawet tutaj, gdzie czas płynie swoim afrykańskim rytmem. Tym razem jednak nauka sprawia mi większą przyjemność. Znalazłam nauczyciela i to dosyć wymagającego (ależ mi tego brakowało!). Jest nim czternastoletnia dziewczynka – Annie. Dostałam od niej zadanie w ramach… przeprosin (!!!): nauka modlitwy „Zdrowaś Mario” w Cibemba, co naprawdę nie jest proste. Nie spodziewałam się, że zostanę przepytana już następnego dnia. Oczywiście nie wywiązałam się z zadania, więc druga obietnica jest wystarczającym powodem, aby zabrać się do roboty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasze dzieci z oratorium…. Jedno planowało mnie dziś oszukać. Jego próby skończyły się jednak fiaskiem. Wygrana moja :).&lt;br /&gt; Ok. 200 "młodocianych bembowców”, gromadzi się co dzień „pod drzewami”. Nie mamy innego miejsca. Korzystanie z dobrodziejstw skromnych  budynków przedszkolnych nie zawsze się sprawdza, bo zjawić się może w nich ktoś, kto ma pierwszeństwo. Poza tym przedszkole nie pomieści dwustu dzieciaków. Niektóre z nich przychodzą już w południe czekając do 14:30. Właśnie! Na co czekają??? Na piłki, trochę uwagi, obecnoć w zeszycie, czy może uśmiech „muzungu” (bialego)? W sumie to nie ważne - ważne jest to, że PO PROSTU są.  &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SSc1V06e3DI/AAAAAAAAAGI/D8_ELF1GdI8/s1600-h/IMG_7226.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SSc1V06e3DI/AAAAAAAAAGI/D8_ELF1GdI8/s320/IMG_7226.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271240537957915698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam słowa jednego z misjonarzy niedlugo przed moim wyjazdem: „To, co musisz robić tam, to PO PROSTU BYĆ.” Jak to? – Pomyślałam – Tylko tyle?!? &lt;br /&gt;Teraz widzę, że jest to najtrudniejsze zadanie. Wprawdzie nie wymaga przygotowania w sensie metodycznym, technicznym, czy organizacyjnym.  PO PROSTU BYCIE wymaga czegos więcej - wymaga rezygnacji. Rezygnacji z samego siebie, kiedy patrząc nie czujesz siebie. Bariera językowa – nieraz istotny problem – przestaje istnieć. To chyba tak jak: „Zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, kocham…”&lt;br /&gt;Moje nieudolne próby stosowania powyższych kroków przestają być ważne, gdy silna, - zarazem krucha - dłoń trzynastolatka bierze moją dłoń i wesoło nią wymachując idzie PO PROSTU przed siebie. Wiedząc lub nie, że dodaje siły. Tak jest zawsze – Nasze dzieci z oratorium PO PROSTU dają nam wiele.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7273713549309840887?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7273713549309840887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7273713549309840887' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7273713549309840887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7273713549309840887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/11/po-prostu-nasze-dzieci-z-oratorium.html' title='Po prostu nasze dzieci z oratorium'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SSc1ol-CNQI/AAAAAAAAAGQ/OkJ3kBe7DeM/s72-c/IMG_7275.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-337410605418054666</id><published>2008-11-18T12:13:00.000-08:00</published><updated>2008-11-18T12:19:34.144-08:00</updated><title type='text'>Dwie egoistki z Mansy</title><content type='html'>Dwie egoistki z Mansy zupełnie przypadkiem (podobno nie ma przypadków) zebrały się dzisiaj, aby przedyskutować kwestię swoich… słabości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Podoba mi się to, że „nie karzesz” mi zmywać – powiedziała jedna do drugiej. &lt;br /&gt;- O tak, dobrze, że sterta naczyń również na tobie nie robi zbytniego wrażenia.&lt;br /&gt;Zdecydowanie są ważniejsze rzeczy niż zaprzątanie sobie głowy zmywaniem. – stwierdziły zgodnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zawsze robisz to na co masz ochotę? – toczyła się dalej rozmowa.&lt;br /&gt;- Tak, trzeba pilnować własnego nosa i chodzić tylko swoją drogą. -  nieco filozoficznie, ale z przekonaniem odpowiedziała druga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy tak dziewczyny utwierdzały się nawzajem w swoich upodobaniach, zastanawiając się jednocześnie, kto posłał je razem na misję (! :)), jak gdyby nie chcący dotknęły miejsc dotychczas nieodwiedzanych – czyli własnych słabości. W tym egoistek siła, że debatując o tych „mądrych dewizach” spojrzały również w oczy ciemnej stronie własnej godności. Musiało to być przykre doświadczenie… Wszak obydwie dowiedziały się, że ich pomysły na życie nie zawsze są doskonałe.&lt;br /&gt; Niech naczynia stoją w zlewie, a sąsiad niech narzeka na nie zamiecioną podłogę, ale zgodnie z mądrą uwagą swojego zwierzchnika, że do niestrzeżonej bramy diabeł w mig się przymierzy, dziewczyny przynajmniej pomogły sobie odnaleźć część tych zaciemnionych zakątków własnej dostojności, których teraz odważnie mogą strzec. &lt;br /&gt;Mimo, że egoistki - razem stają się silniejsze – tak dla siebie, jak i dla innych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-337410605418054666?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/337410605418054666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=337410605418054666' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/337410605418054666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/337410605418054666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/11/dwie-egoistki-z-mansy.html' title='Dwie egoistki z Mansy'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-5310079882404710117</id><published>2008-11-18T12:10:00.000-08:00</published><updated>2008-11-18T12:12:56.417-08:00</updated><title type='text'>Biali są z Marsa, a Czarni są z Wenus</title><content type='html'>Życie na Czarnym Lądzie, a szczegółowiej na misji jest o tyle niesamowite, że codziennie widzisz jak los po prostu i bez wahania igra z Tobą. Każdy dzień stoi pod pewnym znakiem: znakiem nadziei, czasami rezygnacji, równie często pod znakiem siły, radości a nieraz i wariacji  – jak puzzle, gdzie doba jest jednym, określonym, malutkim, lecz znaczącym kawałkiem całości. Nie masz wyjścia ta układanka układa się za Ciebie, czy tego chcesz, czy nie. &lt;br /&gt;Miniony poniedziałek to część pod tytułem: „DAJ”, z każdej strony słyszę pretensjonalne (w moich oczach!!!) – give me money, give me sweets, give me pills. Wtorek dla odmiany przypomniał mi jak mobilizacja może odmienić cały Twój dzień i jak dobrze jest być pośród „naszych czarnych przyjaciół”. Dziś natomiast (środa) odbyło się wielkie mentalne starcie. Stronami jednego ze zderzeń były: gromada czekoladowych maluchów, ich nauczyciele i ja. Dwa różne światy spojrzały sobie w oczy w czasie przedszkolnej dramy. Odgrywane sytuacje typowo szkolne, które miały oswoić starsze przedszkolaki z czekającymi nań od nowego roku szkolnymi ścianami i nauczyć rozwiązywania konfliktów, raczej oswoiły mnie z otaczającą rzeczywistością i nauczyły, że niektórych konfliktów, zwłaszcza tych spowodowanych różnicą warunków w jakich żyjemy nie da się tak łatwo przeskoczyć. Na moje pytanie: co waszym zdaniem, najlepszego może zrobić nauczyciel, aby ogarnąć panujący w klasie harmider, dzieci bez zastanowienia odpowiedziały: „użyć kija”, „nie dać dzieciom jedzenia”, powiedzieć, że „nie pójdą do domu”. Po takich odpowiedziach stwierdziłam: „Nie, ja nie nadaję się do tego świata” i zrobiłam przysłowiowy „krok w tył”. Bo jak mam wytłumaczyć dzieciom, że można inaczej? Ze słuszną skromnoscią zestawiając swoje doświadczenie zadałam sobie kolejne pytania: Czy uprawniona jestem by tak mówić? Czy w ogóle powinnam im coś tłumaczyć? Czy istnieją jakieś uniwersalia? I jak ja się w tym odnajdę odstając od wyuczonych reguł? To tylko jedno z dzisiejszych zdarzeń, które kolejny raz poszerzyło moją wyobraźnię i przywołało pojawiające się w takich wypadkach poczucie bezsilności...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niespodziewając się, że nastanie to tak szybko, wróciłam do zadowolonych, niczego nieświadomych, czarnych oczu. Bez nich świat już nie jest ten sam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem widzę między nami ocean, bywamy jak dwie różne planety, niczym kobieta i mężczyzna, na pozór tak odlegli – tak naprawdę nie mogą bez siebie żyć&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-5310079882404710117?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/5310079882404710117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=5310079882404710117' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5310079882404710117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5310079882404710117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/11/biali-s-z-marsa-czarni-s-z-wenus.html' title='Biali są z Marsa, a Czarni są z Wenus'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7516910185923278664</id><published>2008-11-09T15:53:00.000-08:00</published><updated>2008-11-09T15:55:15.401-08:00</updated><title type='text'>Na obczyźnie</title><content type='html'>Cisza, spokój, nieśmiałe światło świecy – czyli brak prądu i… POCZUIE BYCIA DALEKO. Po raz pierwszy nawiedziło mnie tak silnie. 2 laptopy wyczerpały swój żywot, a Zesco- odpowiedzialne za przewodzenie prądu podarowało nam dzisiaj całodniową ciszę. Cisza jest tą świętością dzięki której słyszysz. Usłyszałam dziś ducha tęsknoty i ducha OBYWATELA POZA RODZINNYM KRAJEM. Nie wiem, czy to za sprawą czytanego Miłosza, czy też „mojego ja tutaj”.      &lt;br /&gt;Jak pisał powyższy poeta język ojczysty z dala od swojego źródła oprócz tego, że może przejawiać tendencję do ubożenia, przede wszystkim nabiera nowego, czystego - bardziej świadomego wydźwięku. Znaczenie słów w konfrontacji z mową obcą, staje się nie tylko zbiorem pojęć, lecz zaczyna bić w środku niczym drugie serce. &lt;br /&gt;Dryfuje między jednym, a drugim domem z podkreśleniem na ten drugi. Tęsknie za studiami, kocham moją „tutejszą pedagogikę”, marzę o przeczytaniu Sienkiewicza, wojażach nie tylko po geograficznym globusie…&lt;br /&gt;Wszystko to, nie mogło by zaistnieć, gdyby nie moje BYCIE NA OBCZYŹNIE.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7516910185923278664?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7516910185923278664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7516910185923278664' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7516910185923278664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7516910185923278664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/11/na-obczynie.html' title='Na obczyźnie'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-527642462223087640</id><published>2008-11-09T14:43:00.000-08:00</published><updated>2008-11-09T15:21:31.999-08:00</updated><title type='text'>08.11.2008</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdrZZWwolI/AAAAAAAAAFo/yJh6b7fnMSw/s1600-h/100_0437.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdrZZWwolI/AAAAAAAAAFo/yJh6b7fnMSw/s200/100_0437.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266796373280334418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;09.11.2008&lt;br /&gt;Wczoraj skończyłam ćwierć wieku. Kiedyś nie pomyślałabym, że będzie to tutaj – w wymarzonej Afryce. Już w piątek wieczorem pojawił się u mnie „szampański nastrój” i z zapałem wzięłam się za przygotowywanie ciasta. Zupełnie jak w Polsce: gotuję i sprzątam o 12 w nocy, druzgocząc kuchnię i wywijając wałkiem w rytm muzyki. Telefon po północy sprawił, że wesoło kuląc się pod kocem zapadłam w błogi sen. Ciasto się nieco przypaliło – wszystko wedle zwyczaju - ale sprytnie odkroiłam spód i następnego dnia znika z talerza. Dzień zapisał się nie tylko w mojej kronice, również nasz dom został naznaczony etykietą na drzwiach z datą przekroczenia mojego ćwierć wieku. A stało się to za sprawą pana w masce tlenowej i niebieskim kombinezonie. Niczym bohater filmu „Epidemia”, naslany został na "nasz schron" w celu dokonania dezynfekcji i ochrony naszych czterech ścian przed grasującym wrogiem: pora deszczowa nastała - komary gotowe do ataku. Po całej akcji zalecana kwarantanna – znakomity moment na świętowanie. Marek zabrał nas na tzw. „outgoing”. Wyjątkowa - jak na tutejszą rzeczywistość-  restauracja z ogrodem, małym basenem i domkami do wynajęcia. Za dnia świeci pustkami, gdyż cała klientela odpoczywa po nocnych szaleństwach. Trzeba jednak przyznać, że ma swój klimat. Ileż radości sprawił mi ten dzień i zwykły zestaw obiadowy: frytki, kiełbasa i piwo :) Nie można pominąć, że czekaliśmy nań około godziny, przy czym barman zapewniał nas o 10 minutach – w końcu African time… &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdrwgXdciI/AAAAAAAAAFw/ojPX39gaKKo/s1600-h/100_0447.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdrwgXdciI/AAAAAAAAAFw/ojPX39gaKKo/s200/100_0447.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266796770299310626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spod słomianego dachu restauracji spoglądamy na naszą tutejszość: ludzie bez pośpiechu zmierzają w jakimś bliżej nie znanym kierunku. Nikomu się nie śpieszy. Przejeżdżający rowerami, dostrzegając trzy białe głowy, cudem unikają upadku. Wracając na pace samochodu do naszego centrum delektuje się mijanym obrazem. Zabieramy się do smażenia pączków i spędzenia czasu z zaproszonymi gośćmi. Zapalam jedną świeczkę – w końcu pierwszy rok w Afryce. Przy winie i zambijskiej aurze czuję się szczęśliwa, ale myślę o przyjaciołach na drugim kontynencie. &lt;br /&gt;Oprócz dezynfekcji, przemeblowania i przekroczenia ćwierć wieku, coś się zmieniło. Z tą błogością dziękując Bogu, zasypiam.   &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-527642462223087640?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/527642462223087640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=527642462223087640' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/527642462223087640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/527642462223087640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/11/09.html' title='08.11.2008'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdrZZWwolI/AAAAAAAAAFo/yJh6b7fnMSw/s72-c/100_0437.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2909310790944024032</id><published>2008-11-09T13:26:00.000-08:00</published><updated>2008-11-09T13:51:29.463-08:00</updated><title type='text'>Dary natury</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdbSEiPDUI/AAAAAAAAAFg/K92YVYdj2EY/s1600-h/100_0423.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdbSEiPDUI/AAAAAAAAAFg/K92YVYdj2EY/s200/100_0423.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266778655246191938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;06.11.2008&lt;br /&gt;Właśnie miałam okazję zaobserwować jak pająk wchłonął muchę. Niesamowite. Myśli moje krążą wokół natury, jej cyklicznego obiegu oraz jej powiązania z nami - istotami rozumnymi. Rzeczywiście do tej pory nie wiem jak dogaduję się z „bembowcami” – zwłaszcza z dziećmi, ale wygląda na to, że się dogadujemy. Czasem słowa coś niszczą, stawiają mury. Zagrożenie tym jest mniejsze, gdy  (jak to jest w moim przypadku) słów się nie zna :) Ludzie wówczas odbierają Cię bardziej intuicyjnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasi czarni przyjaciele znacznie częściej niż my korzystają z tego pierwotnego daru jakim jest intuicja. Jako że natura wciąż odgrywa podstawową rolę w ich codziennym życiu, przychodzi im to z większą łatwością, niczym dla nas wstawienie wody na poranną kawę. Gdy siada przy mnie dziecko już wiem, że nie muszę nic mówić. Liczy się to, aby posiedzieć razem, spojrzeć w dal lub na boisko, gdzie grają w piłkę. Można  powiedzieć, że na nowo uczę się podstawowej komunikacji międzyludzkiej. Słowa – skarb mają też siłę niszczenia, ich brak czasem stwarza barierę, czasem buduje. &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2909310790944024032?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2909310790944024032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2909310790944024032' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2909310790944024032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2909310790944024032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/11/dary-natury.html' title='Dary natury'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SRdbSEiPDUI/AAAAAAAAAFg/K92YVYdj2EY/s72-c/100_0423.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-8973158271401926089</id><published>2008-11-01T11:40:00.000-07:00</published><updated>2008-11-01T11:43:13.350-07:00</updated><title type='text'>Zaduszki w Mansie</title><content type='html'>Dzisiejszego dnia miałam ochotę przenieść się do Polski. Zaduszki w szczególny sposób wiążą się dla mnie z Polską. Teraz, tu, zobaczyć  mogę jak istotne mają znaczenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My nadal jesteśmy bez prezydenta… Głosy liczone są od czwartku i cały czas media trzymają ludzi w niepewności, przeciągając podanie wyników. Sata - faworyt większości Zambijczyków - prowadził (z podkreśleniem na czas przeszły) ze znaczącą przewagą głosów. Teraz jednak mówią coś o wyrównaniu szans. Trochę to podejrzane… - jak to polityka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszy dzień oprócz swojego wymiaru duchowego (Zaduszki) lub być może właśnie z tego powodu jest szczególny. Towarzyszy nam euforia, „białe jerozy”, na przemian z refleksją, podsumowaniem i nadziejami. Zadałyśmy sobie pytanie dlaczego tu w Zambii, w Mansie, wśród 150 tych samych czarnych twarzy łatwiej jest być szczęśliwym. Jesteś z daleka od problemów? Zdecydowanie nie. Czasami wręcz szczególnie blisko nich, na tyle, aby docenić te dotychczasowe. To chyba codzienne wstawanie z podniesioną głową i poczucie, że to, co robisz jest czegoś warte. Nawet wtedy, gdy masz wrażenie, że więcej dostajesz niż dajesz… Te same twarze codziennie czekają na Twoje pozdrowienie. Z jednej strony jest łatwiej. Będąc trochę poza dotychczasowym systemem, wszystkie swoje wysiłki wkładasz w to w co wierzysz. Widzisz jak cieszy po prostu uśmiech, ręka, czy też obecność. I nie chodzi o różnice kulturowe, zestawienie dwóch światów: lepszego i gorszego – bo takich po prostu nie ma. Masz poczucie bycia we właściwym miejscu o właściwym czasie i tak jak śpiewa nasza utalentowana wokalistka „święta zwykłość dnia”, sprawia, że chce się żyć. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Dzisiaj postanowiłam być „trudnym klientem”. Robiłyśmy trzecie podejście do kupna filiżanki w shoprite (tutejszym supermarkecie), które - jak poprzednie podejścia - skończyło się faulem. „Filiżanki nie ma  w systemie więc nie możesz jej kupić „muzungu”. To po co stoi na półce? – myślę, mówiąc: „Is there any way to introduce it into the system”. „I don’t see anybody who can do it” – słyszę w odpowiedzi. Tak zależało mi na tej filiżance, ponieważ miał być to prezent urodzinowy (tutaj nie łatwo kupić coś unikatowego). Nie wspominając o tym, że część zakupów również wróciła na półkę, bo nie miała swojego kodu. O nie! – powiedziałam (do siebie) - będę przychodzić do tego shoprita i prosić o te same rzeczy dopóki ktoś się tym naprawdę nie zainteresuje. Jak oni chcą robić biznes? Musza dbać o klientów – zwłaszcza tych „trudnych”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznałam dzisiaj dwie rodziny. Po wspaniałym cieście z puddingiem naszła mnie ochota na spacer w samotności. Ależ to nie możliwe – pomyślałam. Jak tylko wyjdę na ulicę, zaraz ktoś mnie zaczepi. Nie, spokojnie. Ostatnio przecież mój kontakt w trakcie przechadzki ograniczył się do zwykłego machania ręką i odpowiadania: „I am fine thank you”. Tym razem musiało być inaczej, tak żebym nie marzyła za bardzo o spacerach w samotności  W stronę „donikąd” eskortowały mnie dwie dziewczynki: jedna po mojej prawicy, druga po lewicy wesoło rechocząc. Gdy tylko stwierdziły, że są już zbyt daleko domu puściły moje ręce, a mnie natychmiast zawołało przyjemne – jak mi się wydawało z odległości 200 m - towarzystwo, spokojnie siedzące przed domem. Na pewno chcą coś sprzedać – pomyślałam. Ok. niech wam będzie zobaczę co tam macie i idę dalej. Kolejny raz miłe rozczarowanie. Afrykańczycy czasami po prostu chcą z Tobą porozmawiać. I tak poznałam niesamowitą starszą kobietę. Sytuacja trochę jak z moich marzeń. Siedzi naprzeciw mnie, obok niej jej syn, żona, kuzyn i gromadka dzieci. Mówi w Cibemba, ja po angielsku. Nie wiem jak, ale rozumiemy się. Mówi, że mnie lubi (kuzyn tłumaczy) i chce się ode mnie nauczyć. Ja -  nie na żarty zdziwiona tym stwierdzeniem, pamiętając o znaczeniu starszych w tutejszej kulturze i zestawiając moje doświadczenia z jej wiekiem, zastanawiam się czego ja – młode muzungu mogę ją nauczyć. Kobieta podjada chleb i roześmiana patrzy mi w oczy, sprawia wrażenie jakby dobrze bawiła się tą chwilą. Rodzina siedzi obok słuchając radia – czekają na wyniki wyborów. Dziękują, że przyszłam. To ja dziękuję – króciutka , ale namiastka mojego snu, w którym z otwartą buzią przysłuchuję się opowiadaniom pomarszczonej kobiety. Niestety musiałam już wracać z mojej drogi „donikąd”, tym razem w towarzystwie trójki chłopców. &lt;br /&gt;Nie mogłam odmówić, gdy po drodze zaproszona zostałam przez Elizabeth – emerytowaną nauczycielkę. Skusiłam się, aby poznać jej męża i zajrzeć w ściany ich ogniska domowego. Dostałam papaję. Wprawdzie mamy ich pod dostatkiem, ale pamiętając jak dawanie cieszy – z uśmiechem przyjęłam i podziękowałam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głaszczę rudzielca – kilka dni temu najdzikszego kota (jeszcze nie byłam w parku narodowym :)) jakiego dotychczas spotkałam, który teraz łasi się do mojej białej dłoni. Czekamy na jego pana - Marek wraca jutro z Lusaki. Ciekawe jakie wieści przywiezie ze stolicy…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-8973158271401926089?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/8973158271401926089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=8973158271401926089' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8973158271401926089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/8973158271401926089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/11/zaduszki-w-mansie.html' title='Zaduszki w Mansie'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-3495462465611827714</id><published>2008-10-31T13:29:00.000-07:00</published><updated>2008-10-31T13:30:20.483-07:00</updated><title type='text'>Modlitwa</title><content type='html'>Jedno wiem: bywa, że jestem zmęczona, nie chce mi się, lub po prostu marzę, aby zwyczajnie się „poobijać”. Tym samym wiem, że ludzie tutaj - zwlaszca dzieci - to najlepsze co mogło mi się przytrafić. Jeszcze 2 miesiące temu…: wielka zagadka/znak zapytania (tudzież wykrzyknik) - dziwna czarna masa z którą nie wiem co zrobić - Są teraz moim światem, który widzę przed snem nawet w piątkową noc. Już tęsknię za twarzą Godfree, Jonathana, Mwene…, Panie pomóż mi, abym mogła chociaż w połowie ofiarować im to, czym oni dla mnie są…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-3495462465611827714?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/3495462465611827714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=3495462465611827714' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3495462465611827714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3495462465611827714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/modlitwa.html' title='Modlitwa'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-6519684282318894818</id><published>2008-10-30T09:04:00.000-07:00</published><updated>2008-10-31T11:53:40.379-07:00</updated><title type='text'>Dzień wyborów</title><content type='html'>30 październik 2008 jest dniem wyborów nowego prezydenta (po śmierci Mwanaway) wśród Zambijczyków. Z tej okazji miałam dziś okazję towarzyszyć dwóm obywatelkom, które z tego prawa i przywileju skorzystały. Udałyśmy się zatem we czwórkę (ja, Jola, Memory i Sophia) do okręgu wyborczego oddalonego nieco 1 km od naszej placówki. Okolica to wioska, a polozony w niej okręg wyborczy to niemal busz. Jednak to my - dwie białe, -niczym nie widzące wcześniej wolnych wyborów dzikie muzungu, z nieukrywanym zaangażowaniem zaglądałyśmy przez okno, aby zobaczyc, co dzieje sie w pokoju, gdzie glosuje nasza znajoma. Takie byłyśmy ciekawe, czy procedura różni się od naszej, że do porządku musieli nas przywołać mundurowi, przypominając o poufności trwającego zdarzenia :) Pan żołnierz najwyraźniej zdziwiony naszą obecnością zapytał swoje rodaczki a nasze towarzyszki, skąd jesteśmy. Odpowiedź „Don Bosco” usatysfakcjonowała – To rzeczywiście paszport z którym najbezpieczniej podróżować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-6519684282318894818?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/6519684282318894818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=6519684282318894818' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6519684282318894818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/6519684282318894818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/dzie-wyborw.html' title='Dzień wyborów'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-7744760269804080657</id><published>2008-10-30T08:48:00.000-07:00</published><updated>2008-10-30T09:04:31.470-07:00</updated><title type='text'>W rytmach Bemba</title><content type='html'>Lubię ten rodzaj zmęczenia, gdy o zmierzchu czuję, że dałam z siebie wszystko, co mogłam. Taki dzień jest zawsze udany i rozsądek pracuje jakby na lepszych obrotach. Siły jednak trzeba regenerować …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moją ulubiona czynnością tutaj jest taniec – Trafiłam w dobre miejsce. Chyba jedynie płacz dziecka może odwrócić moją uwagę od rozbrzmiewających dźwięków bębnów. Widzę małą dziewczynkę: buty 3 numery za duże, sukienka zmieniła swój kolor z granatowego na ziemisty, ale citenga (tradycyjny materiał zambijski) - zawiązana w pasie kołyszę się wraz z biodrami przy dźwiękach Shakiry. Już pieciolatek biorąc do ręki bęben lub coś „bębnopodobne” bez problemu wystuka rytmy „tam-tamów” - niczym alladyn budzący dżina z czarodziejskiej lampy. A tańczyć się chce…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy nową dziewczynkę w przedszkolu. Wygląda jak mała czarownica i jest piękna :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-7744760269804080657?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/7744760269804080657/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=7744760269804080657' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7744760269804080657'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/7744760269804080657'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/w-rytmach-bemba.html' title='W rytmach Bemba'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1763692398761631492</id><published>2008-10-21T09:51:00.000-07:00</published><updated>2008-10-21T10:43:34.638-07:00</updated><title type='text'>Plaża, relaks i nowy… mąż</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SP4UWG8DMBI/AAAAAAAAAFI/pLOvBT1nn_k/s1600-h/100_03911.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5259663784867475474" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SP4UWG8DMBI/AAAAAAAAAFI/pLOvBT1nn_k/s200/100_03911.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tym razem weekend minął mi pod znakiem totalnego relaksu. Niesamowite! Zero sprzątania, zero zakupów – co dało się odczuć dzisiaj po pustej lodówce. Ale w końcu najbardziej liczą się wspomnienia. A po tym weekendzie będzie ich jeszcze więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek Manse odwiedzili nauczyciele z Luvingu, miejscowości oddalonej od nas ok. 400 km. Ciepły wieczór, gwiaździste niebo, początek weekendu i chęć relaksu po całym tygodniu – sprzyjały spacerom, na który właśnie się wybrałam. Zobaczyłam grupkę ludzi wesoło siedzących przy inbuli – rodzaj tutejszej „kuchenki” używanej gdy nie ma prądu i pracowicie przygotowujących jakąś większą ucztę. Wedle tutejszych zwyczajów śmiało ich pozdrowiłam i zapytałam czy nie potrzebują pomocy. Wtedy właśnie poznałam naszych gości z Luvingu, a wśród nich mojego .. „męża” :) . Zarówno ja jak i oni byliśmy w bardzo dobrych humorach, więc konwersacja przebiegała bardzo swobodnie i przyjacielsko/ Może zbyt swobodnie, bo w końcu „wkopałam się” w małżeństwo. Jeden z moich nowo poznanych znajomych oświadczył siostrze (zakonnej nie rodzonej!), że chce się ze mną ożenić. Na co ona żartobliwie odpowiedziała, że nie widzi problemu. W ten sposób nasze dobre humory podchwyciły komiczność sytuacji i zaczęliśmy planować ...ślub. Dużo było przy tym śmiechu, słowo się rzekło i nie można było się wycofać :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia nasi nowi przyjaciele zaprosili nas na wycieczkę do Samfy, gdzie znajduje się piękna plaża. Była okazja do bliższego poznania się, wymienienia doświadczeń – w końcu jesteśmy z jednej branży - , dostrzeżenia różnic kulturowych panujących między nami i tego, co zawsze je przezwycięża – czyli śpiewy, tańce, zabawa. Na początku narzekając nieco na mojego „męża” – nic mi nie przynosił, nic nie podawał :) w rezultacie stwierdziłam, że nie jest taki zły. Pomijając kilka drobnych szczegółów jest całkiem w porządku. Okazał się dobrym kierowcą, wykształconym (nauczycielem), raczej nieśmiałym typem- więc nie musiałam mieć go cały czas na głowie. Poza tym modli się w skupieniu i całkiem dobrze się prezentuje. No i w końcu zjawił się wtedy, gdy był najbardziej potrzebny: gdy jego koledzy obsypali mnie mnóstwem pytań. Nie jest tak źle – stwierdziłam.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Odstawiając nieco żarty i wracając do pytań. Jak wytłumaczysz Zambijczykowi, dlaczego tak naprawdę nie związałabyś się z Afrykańczykiem? Na pytanie wymień przynajmniej 3 powody – wystarczy mi jeden: różnice kulturowe. Dlaczego Afrykańczyk nie koniecznie miałby tak dobrze w Europie jak biały tutaj pod względem pracy i szacunku. Dlaczego u nas jeśli dostanie pracę to raczej na sprzątaniu lub zmywaku? Co rozumiem przez wyrażenie różnice kulturowe? Szukałam słów aby pomóc im &lt;strong&gt;i sobie&lt;/strong&gt; zrozumieć, że za tym wszystkim stoi jeszcze echo przeszłości, które jeśli może być w ogóle przezwyciężone potrzebuje wciąż jeszcze kilku (kilkunastu?) pokoleń. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Lubię ich i czuję, że potrafimy nadawać na podobnej fali, ale gdy tylko wystawisz im rękę, wezmą baz wahania i poproszą o więcej (zarówno w kwestii materialnej – co mnie akurat nie dziwi jak i osobistej) Nie będą jak Europejczycy dawać się prosić i udawać skromnych. Tu przynajmniej uczysz się uważać na słowa, bo raz powiedziane wystarczy i niesie swoje konsekwencje. Z drugiej strony, gdy stawiasz sprawy jasno, oni łatwo to przyjmują i rozumieją. Musisz im jednak pokazać, zwrócić uwagę. Sami nie zrobią, nie zobaczą lub udadzą, ze nie widzą. Czasami zaskoczą mądrością spostrzeżeń, praktycznym podejściem i łatwością wyczucia twojego nastroju, ale poczucie granic między nami zdecydowanie się różni. Jak świat byłby uboższy bez tego?! &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Tak więc ciepła woda, godziny w niej spędzone, gorący piasek, – tak, że nie da się przejść po nim boso inaczej niż sprinterem i przyjemne, rozśpiewane towarzystwo wypełniły mi całą sobotę. Zdaję sobie sprawę, że umieszczając zdjęcie z malowniczą plaża podczas gdy u nas zapewne szaleje jesienna pogoda nieco się narażam, ale wierzcie mi codziennie wysyłam wam zambijskie promyki i mam nadzieję, że choć trochę do was docierają. A ja tutaj zatęskniłam za naszą jesienią… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1763692398761631492?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1763692398761631492/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1763692398761631492' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1763692398761631492'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1763692398761631492'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/plaa-relaks-i-nowy-m.html' title='Plaża, relaks i nowy… mąż'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SP4UWG8DMBI/AAAAAAAAAFI/pLOvBT1nn_k/s72-c/100_03911.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-3567267550253216905</id><published>2008-10-17T12:47:00.000-07:00</published><updated>2008-10-30T09:13:53.719-07:00</updated><title type='text'>CODZIENNE DOZNANIA ESTETYCZNE</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SPj2--Sa89I/AAAAAAAAAFA/PuntJ32rkxA/s1600-h/100_02544.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5258224126687638482" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SPj2--Sa89I/AAAAAAAAAFA/PuntJ32rkxA/s200/100_02544.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;"Pięknie tu masz." - usłyszałam dzisiaj od nowoprzybyłego księdza, który zjawił się w Zambiii, aby poprowadzić u nas warsztaty. Rzecz tyczyła się naszego przedszkola, a ściśliej dzieci. Odwiedził nas w szczytowym momencie szaleństwa dzieciaków: 8 rano - mają jeszcze "czas dla siebie" - co oznacza: tarzanie sie po ziemi, walka o zabawki i powtarzający się zwrot "Ba teacher" (w naszym tłumaczeniue: pani nauczycielko) zapowiadający kolejną skragę. To niesamowite - pomyślałam. Ten cały harmider rzeczywiście jest piękny. I wiecie co? Ma ksiądz rację. Jest pięknie. Bo tam gdzie śmieje się dziecko, może być tylko pięknie. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Codziennie oglądam sztukę (chyba dzięki temu tak bardzo nie doskwiera mi jej brak :) ) Bo odkrywanie dzieci jest - jak to powiedziała Karolina (moja poprzedniczka) - jest jak jakiś teatr - sztuka -chyba na najwyższym poziomie jakiej dotychczas doświadczyłam. Czasami dramat ..., czasami komedia lub po prostu proza codzienności. Patrzysz jak ona rośnie, dorasta i cieszysz się będąc jej częścią. Gdy w oczach dzieci zapalają się światła, wszystko inne mija, zostaje to doznanie, które sprawia, że każdego dnia chce się wstać. Nigdy nie wiem co będzie "grane", jakie emocje przyniesie przedstawienie... i choć reżyserem jest proza życia - wiem, ze..: "mam tu pięknie".&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-3567267550253216905?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/3567267550253216905/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=3567267550253216905' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3567267550253216905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/3567267550253216905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/codzienne-doznania-estetyczne.html' title='CODZIENNE DOZNANIA ESTETYCZNE'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SPj2--Sa89I/AAAAAAAAAFA/PuntJ32rkxA/s72-c/100_02544.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1362006997585763367</id><published>2008-10-12T14:03:00.000-07:00</published><updated>2008-10-30T09:16:38.123-07:00</updated><title type='text'>Śniłam</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Stoję nad ogromną przepaścią, jakby bez dna. Wyglada groźnie, jednak uśmiecham się, wiem, że taka nie jest i nic mi się nie stanie. Jednocześnie wiem, że jak się w nią rzucę wzniosę się wysoko. I tak się dzieję. Z pewnym uśmiechem spadam, aby za chwilę, zacząć latać niczym beztroskie dziecko, podrzucane w górę… &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;/em&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Nie wiem, czy to był sen, czy sen na jawie...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1362006997585763367?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1362006997585763367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1362006997585763367' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1362006997585763367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1362006997585763367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/niam.html' title='Śniłam'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-5794074529533506915</id><published>2008-10-11T14:04:00.000-07:00</published><updated>2008-10-12T13:58:34.132-07:00</updated><title type='text'>"Zasada odwrotności" i pierwsza tęsknota</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Sobota: dzień zakupów i sprzątania. Dla sióstr to dzień skupienia, podczas gdy u nas rozbrzmiewa głośna tonacja dźwięków Toples: „Ciało do ciała”- trzeba było sobie jakoś pomóc w żmudnym sprzątaniu. Ależ ja zatęskniłam za polskim weselem… Widzę jak tańczę z moją bratową (pozdrowienia Ewie), z oddali wujek nawołujący do toastu lub Marta z Piotrkiem szalejący na parkiecie :) Ale dosyć o moich "szampańskich wizjach". &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio odkryłam tu nową zasadę. Wszystko tu jest na odwrót. Twoje spostrzeżenia zmieniają się lub może wzbogacają w diametralnym tempie. Nigdy do końca nie zdefiniowane, zawsze zaskakujące. Ktoś dba żebyśmy za szybko nie wyrabiały sobie sądów o rzeczywistości.&lt;br /&gt;Nasza wycieczka do miasta była dzisiaj pod znakiem poszukiwania prezentów dla naszych „secret friends” – wybranych drogą losowania osób, którym wręczyć mamy prezenty w najbliższy piątek. Jest to dzień wdzięczności wśród salezjanów. U nas będzie obchodzony dosyć uroczyście. Wystawny obiad dla nauczycieli, rozdanie podarków, no i dzień wolny od pracy… Szwędałyśmy się dzisiaj zmęczone w piekącym słońcu i przytłaczającym cieple. Zauważyłam, że w takich chwilach tutejszych ludzi najbardziej zbiera na dyskusję. Zatem nie omieszkał nas pominąć pan z zegarkami – wielce zdziwiony na moje stwierdzenie, że nie kupię żadnego, bo nie lubię zegarków. Jak to - ty z Europy nie lubisz zegarków? Musisz mieć przecież poukładany czas…Na szczęście nie tutaj… :) Zapowiedział swoje odwiedziny w niedzielę… Następny pan/mężczyzna koniecznie chcący towarzyszyć w naszej drodze jak to określiłyśmy: donikąd, „wyznania miłości” na markecie, kolejny pan - zdziwiony dlaczego alkohol pijemy w święta, a nie chcemy z nim wypić teraz. W powrotną drogę szukając krótszej i ciekawszej (czyli nieznanej) drogi postanowiłyśmy udać się przez pola. pomogło nam w tym dwóch panów napotkanych po drodze. Niczym pasterze z drewnianymi laskami przeprawili nas przez rzekę i pola. Zastanawiałyśmy się czy poproszą o pieniądze. Nie prosili, lecz podziękowali za spacer. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; No i „zasada odwrotności”…: Idziemy dyskutując jak to miłe są tutejsze starsze panie, podchodzą do nas ze szczególną otwartością i nic od nas nie chcą. Ledwie skończyłyśmy wymieniać te spostrzeżenia, gdy zaczepiła nas starsza kobieta, serdecznie pozdrawiając i… prosząc o talk tima (doładowanie telefonu) :) Naprawdę nie jest to pierwszy przypadek, kiedy wypowiedziane słowo, za chwilę znajduje swoje zaprzeczenie. Jedna z dziewczynek z oratorium, której nie widziałyśmy od przyjazdu w innym ubraniu niż w jednej podartej sukience, następnego dnia zjawia się w spodenkach i t-shircie. Oczywiście gdy tylko (niczego się nie domyślając) udało jej się zanegować nasze spostrzeżenia wróciła do swojej… sukienki. Podchwyciwszy działającą „zasadę odwrotności”, zaczęłyśmy mówić jak to bardzo nie chce nam się … piwa :) &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-5794074529533506915?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/5794074529533506915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=5794074529533506915' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5794074529533506915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5794074529533506915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/zasada-odwrotnoci-i-pierwsza-tsknota.html' title='&quot;Zasada odwrotności&quot; i pierwsza tęsknota'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1512293044719210259</id><published>2008-10-11T14:00:00.000-07:00</published><updated>2008-10-11T14:03:50.628-07:00</updated><title type='text'>"Afryka dzika" - nie tylko Afryka</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Większość rzeczy zaplanowanych na dzisiaj poszła w odstawkę. To jest Afryka – pomyślałam. Jednak zaraz jakiś dobry chochlik sprostował nieco moje myśli – to nie Afryka, tak jest wszędzie. Zatem wracając do wczorajszych planów: dzisiejszy solenizant (jak zawsze obecny), dzisiaj nie zjawił się w przedszkolu. A ja robiłam mu pół nocy koronę ..(hehe – ok. przesadzam z tą połową nocy). Ani Talent Show w oratorium, ani „pogawędka” na temat przestrzegania reguł w przedszkolu nie miały szans na realizację, ale za to zupełnie przypadkiem i spontanicznie zrobiliśmy coś w rodzaju dramy, która jest jednym z moich … cichych marzeń tutaj... Po raz pierwszy od wielu lat grałam też w kosza… Trudno było mi dotychczas uwierzyć, ale to jedna z pasji mojego dzieciństwa. Już przypomniałam sobie dlaczego J&lt;br /&gt;Dzisiaj w końcu udało mi się zrozumieć pewien błąd językowy (???), który dotychczas uważałam raczej za …bezczelność. Chodzi o bardzo popularną postawę niektórych tutejszych ludzi - postawę typu: „Give me”. Słysząc często „give me MY (money, jacket, clock etc.)  - nie mogłam zrozumieć jak to YOUR jacket??? Okazuje się jednak, że większość jej przedstawicieli właściwie nie odróżnia słów: my &amp;amp; yours. Bo jak wytłumaczyć stwierdzenie dziecka w przedszkolu: „give me my chair”? Na początku zdenerwowana tego typu „żądaniami”, tak teraz uśmiecham się tylko z niedorzeczności takiego stwierdzenia. Owo „my” jest zwykłym wyuczonym frazesem powtarzanym przy możliwej okazji zdobycia tego, czego w normalnych warunkach nie mogą mieć. Tak naprawdę tutejsza perspektywa białego w postaci potencjalnych zdobyczy nie dziwi mnie, bo niby dlaczego mieliby nie próbować łatwą drogą osiągnąć czegoś, co w ich mniemaniu ułatwi im egzystencję, pozwoli zaspokoić głód chociażby na krótką chwilę. W imię wyższych wartości? Trudno o nich myśleć przy pustym żołądku… Widzę, że zmienić tego nie mogę. Mogę jedynie ofiarować swój czas, uśmiech, być może niewiele przy podstawowych potrzebach, ale to coś, w co zawsze wierzyłam. Chyba dlatego tu jestem… &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1512293044719210259?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1512293044719210259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1512293044719210259' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1512293044719210259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1512293044719210259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/afryka-dzika-nie-tylko-afryka.html' title='&quot;Afryka dzika&quot; - nie tylko Afryka'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1885888198178142072</id><published>2008-10-09T16:13:00.000-07:00</published><updated>2008-10-10T14:50:42.842-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>NO I MAMY DESZCZ …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Własnie stoczyłam walkę z bandę ciem, które pojawiły się jak dzikie po pierwszym prawdziwym deszczu. Początki opadów dało się odczuć już wczoraj, jednak zaledwie tak, jakby ktoś z nieba nieśmialo i delikatnie bawił sie kropidłem. Dzisiaj natomiast zaszczyciła nas ulewa z prawdziwego zdarzenia. Jak dobrze...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Jutro będziemy obchodzić nasze pierwsze urodziny w przedszkolu. Mały Alex konczy 4 latka i z tej okazji bedzie mógł poczuć się królem przez caly dzien. Na Creative w „starszakach” czeka nas przygotowanie niespodzianki (równiezż urodzinowej) dla Teacher Melby, ktora swoje swięto obchodzić będzie w poniedziałek. Zapowiada sie radosny dzien, może z wyjątkiem ... SCIENCE – na którym postanowiłam odstapić nieco od schematu, ale wcale nie na rzecz Kreatywnosci czy Improwizacji, lecz na rzecz PRZYSWAJANIA (dotychczas byłam tego zagożałą przeciwniczką) – przyswajania reguł – bez których w grach, zabawach jak i codziennych przedszkolnych czynnościach ani rusz. Musimy uciąć sobie z maluchami „pogawędkę” na temat ich przydatności, a że mój Bemba wciąż jest na poziomie bardzo początkujacym, „pogawędka” może być nieco dluzższa :)... W oratorium mamy „Talent Show” i cały czas sie głowie, co tu zrobić, żeby wyłowić ukryte talenty wsród naszych "obdarciuchów". Wiele z tych dzieci ma swoje dary od Boga, które najczęściej nie mają szans na rozwój taki, jaki maja nasze talenty w Europie. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SO6h-rOCAtI/AAAAAAAAAE4/ZvLNuJhcaKU/s1600-h/P1030170.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255315913313485522" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SO6h-rOCAtI/AAAAAAAAAE4/ZvLNuJhcaKU/s200/P1030170.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Ostatni czas upłynął mi pod znakiem nabierania silł i poszukiwania w sobie nowych/uśpionych pokładów, którymi mogę sie tu podzielić. Wycieczka do Serenje (400 km w dół) i wspaniały weekend z dawno niewidzianymi przyjaciółmi , zwlaszcza moją kochaną czeską siostrzyczką (na zdjeciu) były potrzebną odskocznią, a zarazem szansą pierwszej tęsknoty za Mansą - moim tutejszym domem. Komary (miejmy nadzieję, że te nie groźne), słońce, relaks i humor dały mi sie we znaki. Od&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SO6erMQSxJI/AAAAAAAAAEw/Vbr-CXLlKjQ/s1600-h/P1020942.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255312280049075346" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SO6erMQSxJI/AAAAAAAAAEw/Vbr-CXLlKjQ/s200/P1020942.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;krywanie nowych skarbów Afryki w postaci przyrody (wodospady, jaskinie) jak i ludzkich dusz, zwiększyło siły i chęci do dalszej pracy. Codzienność, jednak wciaż zaskakuje i stawia na nowo pytania: ile z siebie naprawdę wkładam w jej tworzenie? Ile jest w tym poszukiwania własnych sił, a ile oddawania się w ręce Boga? Ostatnie moje motto: „Take it easy” chyba juzż weszło mi w krew i sama sie sobie dziwie, jak „na luzie” przyjmuje wiele rzeczy. Teraz przyszedł czas na: „Take it as Christ would like you to take it”. Z tym mozże nie być tak łatwo, więc trzymajcie kciuki, a postępy - miejmy nadzieję - opiszę wkrótce. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;P.S. Mamy tu w sklepie nasze polskie ogorki korniszone – niesamowite. Wczoraj otworzylysmy je z Jola w zwiazku z uczczeniem nadejścia pory deszczowej :) &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1885888198178142072?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1885888198178142072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1885888198178142072' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1885888198178142072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1885888198178142072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/10/no-i-mamy-deszcz-09.html' title=''/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SO6h-rOCAtI/AAAAAAAAAE4/ZvLNuJhcaKU/s72-c/P1030170.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-2753121135546118759</id><published>2008-09-17T13:05:00.000-07:00</published><updated>2008-09-20T02:48:14.652-07:00</updated><title type='text'>HERE ARE THE CHAMPIONS</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SNTGthmHweI/AAAAAAAAAEo/FzyR8jPc50g/s1600-h/IMG_61812.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248037951208145378" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SNTGthmHweI/AAAAAAAAAEo/FzyR8jPc50g/s200/IMG_61812.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;14.09.2008&lt;br /&gt;Dzisiaj mieliśmy przyjemność uczestniczyć w meczu, w którym jedną z drużyn rozgrywających byli nasi chłopacy z oratorium Don Bosco. W odpowiedzi na zaproszenie trenera postanowiłyśmy sobie zrobić z Jolą wycieczkę i powspierać trochę chłopaków. Samfya – miejsce docelowe rozgrywek - to miasteczko oddalone od Mansy ok. 80 km z piękną plażą i wioskami w budowie przypominającymi nieco bardziej nasze polskie domki. Dzisiaj również po raz pierwszy wśród tutejszych ludzi zaskoczyło mnie liczenie się z czasem. W odniesieniu do europejczyków w Zambii funkcjonuje pewne powiedzenie: „Wy macie zegarki, my mamy czas” A więc wcale mi się nie spieszyło i jeszcze 15 minut przed wyjazdem drużyny, leniuchowałam sobie spokojnie na łóżku. O dziwo Michael przyszedł po nas 10 minut przed czasem (!!!), oznajmiając, że wszyscy na nas czekają.…&lt;br /&gt;Wsiadamy do 29 osobowego „busiku”, ale oczywiście bierzemy 39 osób :) Część chłopaków ubrana w czerwono - białe stroje (prawie jak Polska flaga) rozgrzewa towarzystwo przed meczem klaszcząc, i śpiewając. Na początku nieco z dystansem (w końcu dołączyły do nich dwie obce i dziwne istoty ) ale i z nieukrywanym zadowoleniem zerkają z kim mają do czynienia. Droga szybka i przyjemna. Na miejscu część ekipy (tej kibicującej) zabrała nas na spacer po okolicznych wioskach i oczywiście się zgubiliśmy. Na mecz dotarliśmy tuż przed drugą połową, ale tak naprawdę to wtedy wszystko zaczęło się rozgrywać. Zrobiłyśmy im małą konkurencję, bo okoliczne dzieciaki zamiast oglądać jak drużyna dzielnie wyciska z siebie siódme poty na boisku, stanęły do niej tyłem przyglądając się… nam :) Chłopaki strzelili 2 gole, - niestety tylko 1 został uznany – i mecz zaliczamy oczywiście do wygranych. W drodze powrotnej nie tylko dziurawe drogi sprawiały, że czułam się jak na safari, ale i cała ekipa skacząca i tańcząca z radości, a my razem z nią. W końcu nie co dzień się wygrywa no i 3 punkty trafiły na konto drużyny. Dzień radosny i owocny.&lt;br /&gt;Jutro rano powitam moje przedszkolaki z Laura class, a po południu znowu zagramy w „Kamschi Karirarira” z dzieciakami z oratorium – tutejsza wersja „mam chusteczkę haftowaną” w rytmach Bemba. To moja ulubiona gra, one już to zauważyły i gdy tylko chcemy w coś zagrać otwierają szeroko oczy i pytają: „Kamsi Karirarira???”&lt;br /&gt;W przedszkolu robimy Creative, Music, Science… i czasami rozkładamy ręce śmiejąc się z nauczycielami, bo wśród 45 brzdąców różne rzeczy mogą się zdarzyć. Na pytanie: „In which months are we now?” słyszymy: „We are In Zambia”. Cóż, trudno zaprzeczyć :) . Mansa i jej mieszkańcy stopniowo stają się moim domem. Codziennie rano żwawym krokiem wstaję na mszę świętą. Nie jest to moim obowiązkiem, ale za to fajnym początkiem dnia. Później zmaganie się z codziennością: hałas w przedszkolu, dzieci pełzające po podłodze i przyciskające z całej siły wygrzebane z miski zabawki, podchodzą proszą aby zawiązać buta, wytrzeć nosa, albo „przykleić się” i powalczyć o rękę „teacher”. Każdy dzień to lekcja, Czasami zastanawiam się czy tylko dla mnie, czy dzieciaki też coś z tego wynoszą. Poza tym plącze sobie język swoimi próbami Bemba (za to miejscowi mają rozrywkę) i aktualnie pracuje nad wcielaniem w życie nowego motta: „Take it easy” – jak dotąd najskuteczniejszy sposób odnalezienia się w tutejszej rzeczywistości. Przed nami cały tydzień i sporo pomysłów do wypróbowania, które spisałyśmy sobie na kartce. Ciekawe, które z nich uda się zaliczyć do„zrealizowanych”…:) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-2753121135546118759?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/2753121135546118759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=2753121135546118759' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2753121135546118759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/2753121135546118759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/09/here-are-champions.html' title='HERE ARE THE CHAMPIONS'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SNTGthmHweI/AAAAAAAAAEo/FzyR8jPc50g/s72-c/IMG_61812.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-495807918178618854</id><published>2008-09-03T01:18:00.000-07:00</published><updated>2008-09-03T01:32:53.073-07:00</updated><title type='text'>Pierwsze kroki</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;29.08.2008 Lusaka:&lt;br /&gt;Wylądowaliśmy liniami South African na lotnisku w Lusace. Wszystko odbyło się bez problemu za jedynym wyjątkiem: naszym bagażom spodobała się RPA i tam postanowiły przedłużyć swój pobyt. Co tam tylko przesiadka…! :) Nie tylko nasze walizki się zbuntowały, co dało się zauważyć po kolejce ludzi stojących przy stoisku „CLAIM LUGGAGE”. Na szczęście już wieczorkiem postanowiły wrócić do swoich właścicielek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama stolica jest… jak to stwierdziłam dyplomatycznie z Jolą „inna niż te które dotychczas widziałyśmy”. Pełno w niej zarazem sklepów i marek znanych w Europie (można się odnaleźć i poczuć namiastkę globalnego świata), jak i codziennej tutejszości: ludzie na ulicach, kobiety noszą różnego rodzaju produkty na swoich głowach, brak śmietników, handel przyuliczny i środkowouliczny :) , pełno bananów, pomidorów, papaii, zapach ziemniaków pomieszany z ziemią wypaloną słońcem – swoją drogą niesamowity, boję się przyzwyczajenia do niego, a więc i jego utraty, ludzie leżą i odpoczywają w cieniu billboardów. Po ulicy śmigają niebieskie busiki (w przełożeniu nasze autobusy) załadowane ludźmi trąbiącymi i wykrzykującymi miejsce do którego zmierzają, gdyby ktoś chciał się z nimi zabrać. Jak to w stolicy: mnóstwo tu urzędów, ambasad, sklepów w kolorze zielono różowym Zain – nowej sieć telefonicznej. Nie ważne, czy sklep oferuje usługi sieci czy też po prostu materiały budowlane, kolory zielony i pink zdecydowanie dominują. Aktualnie Zambia przeżywa żałobę narodową z powodu śmierci swojego 3-ego (od czasu uzyskania niepodległości) prezydenta. Czas ten przypomina papieskie dni skupienia po odejściu Jana Pawła II. W radiu leci jedynie spokojna, nostalgiczna muzyka, a telewizja nie wyświetla nic innego poza relacjami z ceremonii pożegnalnych bądź programów o zmarłym prezydencie. W sensie organizacyjnym ludzie nie bardzo wiedzą jak do tego podejść, bo w końcu jest to pierwszy prezydent, którego Zambijczycy żegnają w ten sposób. Levy Mwanawasa cieszył się i cieszy nadal znaczącym uznaniem zarówno wśród tutejszych jak i na szerszej arenie politycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każde moje wyjście z Mornese, to nowe doświadczenie. Z daleka słyszę dzieci krzyczące „Halo Asia”. Ludzie tu pozdrawiają się cały czas i jest to chyba podstawowa zasada kulturalnej ogłady wśród Afrykańczyków. Zdecydowanie się udziela i jak dotychczas sprawia mi przyjemność. Z drugiej strony jestem zdecydowanie bardziej zauważalną istotą chodzącą – normalka -, ale patrząc na gromadkę biegających dzieci, które przy chodzącym białym ewenemencie nikną gdzieś w tłumie, robi się trochę przykro (przynajmniej w mojej europejskiej głowie).&lt;br /&gt;Nie czuję się inna. Obco tak, ale sama inność między nami jest tak oczywista, że aż naturalna. Dzięki temu mam wrażenie, że szukamy czegoś więcej, a czasami się nie rozumiemy – to też dobrze, zmusza do wysiłku no i co robilibyśmy cały rok gdybyśmy się tak łatwo rozumieli :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 3 dniach wyruszamy prawie 1000 km od Lusaki na północ do Mansa – mojego wymarzonego, usilnie oczekiwanego miejsca stacjonarnego :) Jedziemy w piątkę samochodem, według zasad ruchu lewostronnego. Ja z Jolą i siostrą Marią (Zambijką) z tyłu, Janusz z siostrą Zofią robią za kierowców. Jest czas na delektowanie się obrazem Zambii. Poza stolicą, roztacza się krajobraz sawanny, gdzieniegdzie wioski i coraz to ludzie spacerujący wzdłuż drogi, bądź próbujący coś sprzedać przejeżdżającym, gotują posiłki przed domem, myją dzieci, siedzą w cieniu. Trudno mówić o delektowaniu się, podczas gdy wiele elementów krajobrazu (mimo całkiem dobrej kondycji filmów dokumentalnych) wciąż nie jest dla nas europejczyków łatwe do przetworzenia. W samochodzie afrykańska muzyka, jemy popcorn i śmiejemy się mówiąc: „jak w kinie”. To dobre określenie: pierwsze wrażenia typowo zewnętrzne, powierzchowne, niczym widz przed kolorowym ekranem. Na te głębsze, prawdziwsze musicie dać mi trochę czasu :).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-495807918178618854?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/495807918178618854/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=495807918178618854' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/495807918178618854'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/495807918178618854'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/09/pierwsze-kroki.html' title='Pierwsze kroki'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-5012639663888813313</id><published>2008-08-11T05:19:00.000-07:00</published><updated>2008-09-03T01:34:29.132-07:00</updated><title type='text'>Teatr życia ( wbrew pozorom na wesoło :) )</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SKA7KVhFlsI/AAAAAAAAAEY/t4BOgql09fA/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233247815765169858" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 129px" height="188" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SKA7KVhFlsI/AAAAAAAAAEY/t4BOgql09fA/s200/5.jpg" width="167" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span &gt;Wyruszyć w podróż… Spojrzeć na siebie.. raz jeszcze. Oczami duszy. Tak można tylko z oddali.&lt;br /&gt;Zrezygnować z miłości do siebie… Hm – najtrudniejsza rzecz. „Miłość to śmierć” – śmierć siebie samego. O takiej śmierci marzę.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span &gt;„Ja” – to maska przybrana, nałożona gdy tylko wrzucono nas w teatr życia. Jaką rolę gramy?&lt;br /&gt;Po części napisaną przez innych z dodatkiem elementów własnej kreacji. Teatr życia można polubić, przyjąć bezrefleksyjnie, zgodzić się nań z nienawiści, albo tworzyć własną scenę, będąc zarazem skazanym na margines „towarzystwa artystycznego” (społeczeństwa).&lt;br /&gt;A anioły? Przyglądają się temu ze smutkiem, chcąc coś wyszeptać, lecz zadufany „artysta” machnie tylko ręką myśląc, że odgania muchę. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-5012639663888813313?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/5012639663888813313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=5012639663888813313' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5012639663888813313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/5012639663888813313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/08/teatr-ycia-wbrew-pozorom-na-wesoo.html' title='Teatr życia ( wbrew pozorom na wesoło :) )'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rH83HvZWbi4/SKA7KVhFlsI/AAAAAAAAAEY/t4BOgql09fA/s72-c/5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1633691277221672839.post-1696084492205991690</id><published>2008-08-11T04:07:00.000-07:00</published><updated>2008-09-03T01:36:32.174-07:00</updated><title type='text'>Granice mojego domu</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span &gt;Gdzie kończy się, a gdzie zaczyna mój dom? Przyznam szczerze, że tego pytania jeszcze sobie nie stawiałam. Należy zapewne wspomnieć o jakim domu mowa. Wewnętrzny – psychologiczny, czy zewnętrzny – fizyczny? W moim obecnym przypadku (i być może w ogólnym przypadku :)) są to pojęcia nierozerwalne. Podróże kształcą? Właśnie takie podróże uwielbiam… A skłonił mnie do tych przemyśleń Poznań, a raczej wycieczka do Poznania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby nic: pobyt niecałe 2 dni (z czego połowa czasu w pociągach), wyjazd „formalny”, „służbowy” - jak kto woli – na kurs pierwszej pomocy. Muszę wtrącić dygresję (a mam do tego nie lada zdolności)! Przeraża mnie siła słów. To one sprawiają, że coś niedookreślonego w naszym umyśle, zamienione w słowo staje się nagle rzeczywistością. Dlatego gdy piszę nigdy nie wiem do czego dojdę. ..&lt;br /&gt;Ale wróćmy do meritum... Zapowiadało się tragicznie - szczególnie ze względu na stan konta i rosnący w trakcie tej eskapady debet. Jednak zanim debet, było i spóźnienie. Pociąg na trasie Białystok – Warszawa do Warszawy Centralnej dojechał oczywiście z poślizgiem. 5 minut na przesiadkę? No, w końcu to tylko stara, znajoma Warszawa i zmiana peronu nie jest trudna, ale w takiej sytuacji lekki stres zawsze jest. Na peronie nie widziałam jeszcze tylu ludzi… Czy oni na pewno czekają na ten sam pociąg z miejscówkami?!! Mnóstwo młodzieży wracającej z koncertu (niestety nie udało mi się wyłapać z jakiego) – wspaniałe pole do obserwacji - jaki plus tej całej sytuacji! :). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span &gt;Dojeżdżamy do Poznania. Jupii!!!. Nie.., Stop! Ironia losu po raz kolejny uczy cierpliwości. Pociąg stanął tuż przed Poznaniem z powodu naprawy torów. Niezapowiedziany przystanek potrwał prawie 1,5h. Nie byłoby problemu gdyby nie ten wkradający się wszędzie CZAS (wyznaczona godzina szkolenia). No i moje PLANY swobodnego spacerku po Poznaniu... Jednak inwestycja determinuje, plany ograniczają (?) Wszystko to zmusiło mnie do wzięcia taksówki. I to był początek kiedy pieniądze w szybkim tempie zaczęły się ulatniać…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem doczekany spacerek po Poznaniu, zakup biletu powrotnego – 2x droższego :/ - ale żeby spłacić dług dojechać do domu przecież muszę. W każdym razie liczył się spacer i to, co w trakcie niego odkrywałam. Poznań odsłonił przede mną swoją ... egoztykę. Taki właśnie mi się wydał. Wcześniej, mijając go jedynie przejazdem, nie było okazji abyśmy spotkali się „twarzą w twarz”. Zdziwienia, niepewność dnia, godziny, zdarzeń i wszystko to, co wiąże się z podróżą znowu mi towarzyszy... Brakowało mi tego. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span &gt;Elementy „mojej” kultury były jak gdyby cząstkami "swojego" rozrzuconymi na "obcym" terenie. Czy jestem jeszcze w domu czy już nie?&lt;br /&gt;Poznań nocą… cudownie. Mijam CK Zamek z tablicą upamiętniającą ludzi walczących o polską kulturę. Aleją w dół - Pomnik Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Ślady historii łączą mnie z tym miejscem. Pojawienie się elementu wspólnego, "naszego" jest kluczowym elementem do budowania mostu porozumienia i zależności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny dzień rano: dom Dmowskiego, sylwetka Marcinkowskiego, kierunek Stare Miasto i.... nagle na drodze kościół salezjanów. Czy teraz jestem w domu?? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span &gt;Pojawia się ten stan, kiedy wiesz, że twoje wędrowanie „bezcelowe” dokądś Cię prowadzi. Najbardziej błogie poczucie bezpieczeństwa jakie znam... Wiesz, że nie ty tu kierujesz i wiele byś stracił gdybyś się temu nie poddał. Teraz wszystko o czym pomyślę za chwilę się wyjaśnia. Pięciu błogosławionych chłopców - poznańskich męczenników z Oratorium Jana Bosko, ujawnia się przede mną i już ze mną zostaje. Będą mi jeszcze towarzyszyć w dalszej podróży, tej większej niebawem. Poczucie bezpieczeństwa i celowości &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;span &gt;&lt;span &gt;-...wystarczy by żyć.&lt;br /&gt;Nie wiem, czy to oni, wspólna historia, przygoda, czy kurs pierwszej pomocy na którym nie sposób nie odczuć życia ludzkiego jako wartości samej w sobie, sprawiły, że granice mojego domu poszerzyły się. Zostawiłam tam coś z siebie, a coś we mnie urosło, urodziło się, wyrusza dalej przez pola pięknej krainy - Polski. Obcy Poznań - to teraz część mojego domu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1633691277221672839-1696084492205991690?l=zambianhome.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zambianhome.blogspot.com/feeds/1696084492205991690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1633691277221672839&amp;postID=1696084492205991690' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1696084492205991690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1633691277221672839/posts/default/1696084492205991690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zambianhome.blogspot.com/2008/08/granice-mojego-domu.html' title='Granice mojego domu'/><author><name>Joanna Groszkowska</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
